9,1 C
Warszawa
piątek, 23 lutego, 2024

Testament Jaroszewicza – Aleksandra Polewska – Wianecka

26,463FaniLubię

Testament Jaroszewicza”, to całkiem inna publikacja niż wszystkie pozycje, które dotychczas ukazały się na temat zabójstwa byłego PRL-owskiego premiera. Z jej współautorem, Romanem Mańką, rozmawia Aleksandra Polewska – Wianecka

Co wyróżnia książkę „Testament Jaroszewicza” ?

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Holistyczna perspektywa. Książka rozważa wszystkie wersje, które się do tej pory pojawiły, łącznie z tą najnowszą, mówiącą, iż małżeństwo Jaroszewiczów zostało napadnięte, a następnie zamordowane przez „gang karateków” z Radomia, jak również analizuje starsze warianty śledcze, związane z działalnością grupy rabunkowej z Mińska Mazowieckiego czy tajemnicami archiwum w Radomierzycach. W sumie podejmujemy w tej sprawie pięć tropów: pierwszy to możliwość dokonania napadu i morderstwa przez „gang karateków” oraz prawdopodobieństwo wyjawienia przed organami ścigania, przez członków tej grupy przestępczej, prawdziwych informacji w świetle art 60 Kodeksu karnego, a więc w celu nadzwyczajnego złagodzenia kary; drugi wątek odnosi się do udziału w zabójstwie gangu złodziei z Mińska Mazowieckiego (ta kolejność nie jest przypadkowa, gdyż obydwa wątki łączy jedna cecha); trzeci analizowany wariant śledczy opowiada o tajemnicy archiwum Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy, które podczas II wojny światowej zlokalizowane zostało w Radomierzycach, a do którego tuż po zakończeniu wojny wszedł Piotr Jaroszewicz, wraz z Tadeuszem Steciem i Jerzym Fonkowiczem; bardzo ciekawy jest czwarty wariant, analizujący ewentualność związku morderstwa Jaroszewicza z operacją znaną powszechnie pod nazwą „Matrioszek” (ten wątek analizujemy w dużo szerszym zakresie niż to jest dostępne ogólnej wiedzy i wchodzimy w mroczne tajemnice wywiadu PRL); ostatni z analizowanych, a możliwych naszym zdaniem scenariuszy, dotyczy kwestii konfliktu w rodzinie i rozważa prawdopodobieństwo rekrutowania się motywów przestępczych z najbliższego – rodzinnego – otoczenia. Wszystkie te pięć wątków analizujemy w sposób bardzo obszerny, szeroki, wielowymiarowy. Na podobną analizę nikt się do tej pory nie zdobył. Oprócz holistycznego charakteru, książkę wyróżnia jeszcze jedna rzecz: metody analityczne zapożyczone z filozofii krytycznej. Książka jest pracą zbiorową, to również ją wyróżnia. Obok mnie, czyli dziennikarza, który zajmuje się tym tematem od wielu lat, jej autorami są doświadczony funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego Policji i Europolu, Bartosz Mazurowski oraz młody, obiecujący prawnik, Łukasz Ziaja.   

Skąd tytuł „Testament Jaroszewicza”?

Jedną z wersji, którą rozważamy jako prawdopodobną w zakresie motywów morderstwa jest konflikt w rodzinie. Wiadomo, że stosunki pomiędzy starszym synem Piotra Jaroszewicza z jego pierwszego małżeństwa z Oksaną – Andrzejem, a młodszym z kolejnego małżeństwa z Alicją Solską – Janem, nie układały się dobrze. Alicja Solska jako macocha, źle traktowała Andrzeja, w okresie jego dzieciństwa, w czasach, gdy Piotr Jaroszewicz pełnił funkcję premiera. Sytuacja była tak napięta, że w pewnym momencie Andrzej został zmuszony do wyjazdu z domu, daleko od Warszawy, gdzie mieszkał w bardzo złych warunkach socjalnych. Pod koniec życia ojciec chciał mu te krzywdy zrekompensować. 

Najwięcej sensacji budzi hipoteza, wg której Piotr Jaroszewicz zginął za swą tajną wiedzę o „Matrioszkach”. Jak panowie jako autorzy zapatrują się na ten wątek?

W pewnym sensie „Matrioszką” był również Lech Wałęsa, lecz nietypową, on występował pod własną tożsamością, ale został wstawiony w samo centrum polskiego protestu, procesu, który geopolityk i opozycjonista, Leszek Moczulski, opisał jako „Rewolucja bez rewolucji”. Dziś patrzymy na sprawę Wałęsy z perspektywy prezentyzmu. Nie zdumiewa nas jego agenturalna przeszłość, nie budzi żadnej sensacji, uważamy to za rzecz dobrze znaną, z którą żeśmy się już zdążyli oswoić, jednak na początku lat 90. XX wieku, nawet to co dziś wiadomo na temat Wałęsy, było widzą bardzo niszową oraz sensacyjną.

Pytanie czy Jaroszewicz wiedział o Lechu Wałęsie tylko to, czy posiadał w tej sprawie głębsze rozeznanie? W każdym razie, niezależnie od tego, ile o Wałęsie wiedział Jaroszewicz, jego wiedza dla człowieka kreującego się na historycznego bohatera podziemnej opozycji stanowiła, wziąwszy pod uwagę stan ówczesnej świadomości społecznej, ogromne zagrożenie. Jaroszewicz mógł wobec Wałęsy spowodować to samo, czym później wiele razy straszył Kiszczak, że „aureole pospadają”. Pisząc książkę „Przerywam milczenie” w 1991 roku, Jaroszewicz zapowiedział jej kontynuację. W okresie pokrywającym się z jego śmiercią, pracował nad jej drugą częścią. Miała być ona dużo bardziej dokładna i ujawniać konkretne nazwiska – „politycznych gwiazd” początku lat 90. oraz głównych postaci „świeżo upieczonej” polskiej demokracji, wcześniej mocno uwikłanych w struktury agenturalne PRL. Jaroszewicz otwarcie zapowiadał, że w drugiej części książki „Przerywam milczenie” posypią się nazwiska. Wałęsa był wówczas prezydentem. Poważnie myślał o drugiej kadencji. Tymczasem z zapowiedziami Jaroszewicza na temat bulwersującej publikacji, zbiegł się inny niesamowicie spektakularny akt polityczny: 4 czerwca 1992 roku została opublikowana tzw. lista Macierewicza, zawierająca zasoby archiwalne MSW, w tym nazwiska agentów służby bezpieczeństwa. W ten sposób wiedza o agenturalnej przeszłości Wałęsy, choć słabo, to jednak przedostała się do opinii publicznej. Na drugą tego rodzaju wpadkę Wałęsa nie mógł sobie pozwolić, zaś publikacja Jaroszewicza, wbrew pozorom, byłaby niesamowicie wiarygodna, gdyż pochodziła od człowieka, który w czasach PRL pełnił jedną z kluczowych ról, a w okresie stanu wojennego był przez reżim Jaruzelskiego, podobnie jak Wałęsa, internowany. W związku z publikacją książek Jaroszewicza, polskie służby specjalne objęły go nielegalną kontrolą operacyjną. W jego domu zainstalowano podsłuch. Operacja ta przypadkowo nałożyła się na działania przestępców i moment zabójstwa. Jednak wedle naszego rozeznania jedną i drugą sprawę łączyła jedynie zbieżność czasowa oraz osoba byłego premiera PRL, jednak, poza tym nie miały one ze sobą nic wspólnego. Zaraz po śmierci Jaroszewicza, gdy na miejscu czynności śledcze prowadziła ekipa policyjna, pojawili się tam jednocześnie funkcjonariusze UOP, którzy majstrowali przy skrzynkach telefonicznych. Gdyby wyszło na jaw, że w willi w Aninie, na krótko przed morderstwem Jaroszewiczów funkcjonował podsłuch, wybuchłaby większa afera niż „Watergate”.

Co Jaroszewicz mógł wiedzieć o Wałęsie?

Byłoby dużą naiwnością wierzyć, iż o współpracy Wałęsy z PRL-owskimi strukturami bezpieczeństwa nie wiedziały czynniki wywiadowcze Związku Radzieckiego. Rosjanie musieli o tym wiedzieć i zapewne cały proces kontrolowali, ale sam Wałęsa nie musiał mieć co do tego świadomości. Był na to za głupi. Wydawało mu się, że współpracuje z polską służbą bezpieczeństwa, że ogrywa komunistów, tymczasem tak naprawdę realizował misterny plan strategiczny Rosjan. Rosjanom po prostu tak było wygodniej. Ten typ współpracy bardziej im odpowiadał. To było im na rękę. W działaniach wywiadowczych czy operacyjnych wykonuje się wiele ruchów pośrednich, projektuje tzw. działania nie wprost, których odkrywcą był brytyjski strateg wojskowy, Basil Liddell Hart. Sztuką poczynań wywiadu jest tak poruszać ludźmi, aby nie mięli oni pojęcia, że są manipulowani. Rosjanie myśleli o Wałęsie długo-planowo, dalekosiężnie, w horyzoncie wykraczającym poza istnienie Związku Radzieckiego. Mówiąc, że Wałęsa był kimś w rodzaju nietypowej, niestandardowej „matrioszki” miałem na myśli strategiczną, wyrafinowaną operację radzieckich służb specjalnych: (czyli) zdiagnozowanie nadchodzącego buntu i „dorobienie” do niego lidera, żeby przejąć kontrolę nad początkowo spontanicznym społecznym buntem. Analogiczną akcję przeprowadzili kiedyś Amerykanie w jednym ze zbuntowanych zakładów karnych: przewidzieli wcześniej bunt więźniów, a następnie „zainstalowali” w środowisku więziennym człowieka o cechach przywódczych. Socjolog wiedzy, prof. Andrzej Zybertowicz, często powtarza, że przemiany społeczne, które obserwowaliśmy w Polsce na przełomie lat 70. oraz 80. XX wieku, były do pewnego momentu spontaniczne, a od pewnego kontrolowane. W polityce czasami występuje poziom pozorny oraz głębszy; kogoś można wycofać z agenturalnej współpracy, aby uwiarygodnić go w docelowym środowisku i nadać głębsze zastosowanie. I to właśnie o Wałęsie mógł wiedzieć Jaroszewicz.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że Jaroszewicz był człowiekiem prawym, czy mógłby Pan rozwinąć tę myśl?

To był zupełnie inny typ polityka i człowieka niż ten, który obserwujemy współcześnie. Dzisiejszym politykom brakuje klasy, honoru, godności, kultury, uczciwości. Wyciągają ręce po łatwe, zarobione w sposób niezgodny z prawem, w wyniku machlojek pieniądze, wikłają się w poczynania korupcyjne, zaś później z cynizmem, patrząc nam w prosto w oczy, mówią, że są niewinni.

Jaroszewicza można określić jednym terminem: rocznik przedwojenny. Ludzie wychowani przed wojną, w trudnych czasach, często doświadczeni losem, byli zupełnie inni, nie zachowywali się niegodnie, nie wiedzieli co to cynizm, kłamstwo, nieuczciwość, podłość. Byli solidni. Nic nie wiadomo, aby Jaroszewicz uwikłał się w korupcję. W czasie stanu wojennego był internowany, przebywając w dużo gorszych warunkach niż np. Lech Wałęsa, co jest dla Piotra Jaroszewicza, chyba najlepszym „odznaczeniem”.

Dziękuję za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
273SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content