17.6 C
Warszawa
sobota, 18 maja, 2024

Radość i zawierzenie – Dobre Nowiny

26,463FaniLubię

Postąpiła jak św. Gianna Beretta Molla. Oddała swoje życie, by uratować noszone pod sercem dziecko. Zmarła w wielu 26 lat Włoszka María Cristina Cella Mocellin jest dziś czcigodną Służebnicą Bożą i bardzo prawdopodobne, że wkrótce zostanie beatyfikowana.

Maria Cristina przyszła na świat w 1969 r. w mieście Cinisello Balsamo koło Mediolanu (Włochy). Od najmłodszych lat angażowała się w życie Kościoła. Jako nastolatka była katechetką i animatorką. Myślała o wstąpieniu do klasztoru, ale rozeznawszy powołanie uznała, że Bóg „widzi ją” w małżeństwie jako żonę i matkę. W wieku 16 lat na wakacjach w Valstagna (Vicenza) poznała swojego przyszłego męża Carlo Mocellina. Dwa lata później jej zdrowie zaczęło szwankować – na lewej nodze pojawił się mięsak. 9 grudnia 1987 r. osiemnastoletnia Maria przeszła pierwszą operację, a potem poddano ją chemioterapii. „Zdałam sobie sprawę, że wszystko jest darem, nawet choroba, ponieważ jeśli przeżyjesz ją w najlepszy sposób, naprawdę może ci ona pomóc w rozwoju” – pisała do narzeczonego w 1988 r. Niedługo później Maria zdała maturę, zapisała się na Wydział Filologiczny Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca w Mediolanie i w 1991 r. wyszła za mąż za Carla. Wkrótce przyszli na świat Franciszek i Łucja, a jesienią 1993 r. Maria ponownie znalazła się w stanie błogosławionym. Niestety, wraz z ciążą powrócił rak. Młoda mężatka odrzuciła wtedy wszystkie metody terapeutyczne, które mogłyby zagrozić poczętemu dziecku. W 1994 r. przeszła operację miejscową i dopiero po porodzie rozpoczęła bardziej inwazyjne leczenie guza. Niestety, do tego czasu nastąpiły już przerzuty, które zaatakowały płuca. Akceptując w pełni Bożą wolę, a nawet dziękując Mu za doświadczone cierpienia, zmarła 22 października 1995 r. w Bassano del Grappa. Żyła pięknie i prosto, a jej życiowe motto, któremu pozostała wierna do końca, brzmiało: „Rób wszystko z radością!”. Ta radość ukształtowała jej miłość do Boga, miłość do Carla i do dzieci. Jak czytamy w dokumentach procesowych, „doświadczała cierpienia w ufnym zawierzeniu miłości Boga”.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

W napisanym miesiąc przed śmiercią niezwykłym liście do nowo narodzonego synka Ryszarda Maria podkreśliła piękno swojego życia i zapewniła dziecko, jak bardzo jest cenne i kochane. „Nie ma na świecie cierpienia, którego nie warto znosić dla dziecka – pisała w nim. – Pan chciał nas napełnić radością: mamy troje wspaniałych dzieci, które jeśli zechce, dzięki Jego łasce będą mogły rosnąć tak jak On chce. Mogę tylko dziękować Bogu za to, że chciał dać nam ten wielki dar, jakim są nasze dzieci”.

hb

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content