16.9 C
Warszawa
piątek, 24 maja, 2024

Zwyczajni święci – Ludwik i Zelia Martin – Piotr Rak – Dobre Nowiny

26,463FaniLubię

Ksiądz Thierry Hénault-Morel jest kustoszem sanktuarium świętych Ludwika i Z elii Martin, rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, w Alençon na północy Francji.

Rozmawialiśmy o wielkiej ufności, jaką małżonkowie Martin pokładali w Bożej opatrzności…

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Tak, ta ufność jest widoczna u Ludwika i Zelii, ale i głęboko zakorzeniona u Teresy. Ona chorobę neurologiczną swego ojca poczytuje za największy skarb rodziny! To upokorzenie, to wielkie strapienie postrzega jako łaskę, coś, czego broń Boże nie można roztrwonić. A przecież ciężką chorobę uznaje się nieraz za wstyd, za cios od życia. Teresa odkryła, że tak nie jest. W blasku oszpeconego męką Oblicza Jezusa zobaczyła, że tenże Jezus pozostał sobą także w chwili, gdy wobec wszystkich stracił twarz, podobnie jak jej ojciec, który w chorobie zdawał się tracić twarz. Zresztą stąd wzięły się zakonne imiona Teresy – od Dzieciątka Jezus i od Najświętszego Oblicza. Dzieciątko Jezus przywróciło jej moc duszy w pewien wieczór Bożego Narodzenia. Zaś Najświętsze Oblicze rozświetla nawet najmroczniejsze, najbardziej tajemnicze zakątki naszego życia, jest z nami w próbach i porażkach.

Jesteśmy świadkami wojny na Ukrainie. Doświadczenie wojny nie zostało oszczędzone także Ludwikowi i Zelii.

Wojny zaznali na dwa sposoby. Najpierw pośrednio, poprzez rodziców. Ich ojcowie zostali wcieleni do armii. Był to czas, gdy Napoleon wprowadził obowiązek służby wojskowej. A więc zostali żołnierzami nie z zamiłowania, ale porwała ich przygoda napoleońska.

Tutaj nie możemy nie wspomnieć o Polsce. Pierre-François Martin, ojciec Ludwika, został głęboko naznaczony doświadczeniem wojny, kampanią przeciwko Prusom, swym przybyciem na ziemie polskie, ustanowieniem Księstwa Warszawskiego. Nie był nieczuły na los waszego narodu. Pamiętamy o miejscu Polaków w kampaniach Napoleona aż po starcie z Rosją.

Ojciec Ludwika kontynuował karierę wojskową wiedziony ideałem człowieczeństwa i wiary. Natomiast ojciec Zelii, ciężko ranny podczas walk w Hiszpanii, wybrał potem zawód związany ze służba cywilną – wstąpił do żandarmerii konnej.

Ludwik i Zelia byli naocznymi świadkami wojny francusko- -pruskiej z lat 1870-1871. Gdy w styczniu 1871 r. wojska pruskie podchodziły pod Alençon, Zelia zanotowała: „Gdyby Ludwik posłuchał swego wewnętrznego głosu – tzn. gdyby był młodszy – wstąpiłby do strzelców ochotników”, żeby stawić czoła najeźdźcom. Koniec końców, przystąpił do zwiadowców.

Podczas gdy Ludwik był gotów spełnić swój obowiązek obrony ojczyzny, jego żona, zawsze bardzo przenikliwa, w swym słynnym liście z 17 stycznia, w którym opowiada o wejściu Prusaków do Alençon, napisała: „Jakąż litość budzi widok powracających naszych żołnierzy, jedni są bez stóp, drudzy bez rąk, a wśród nich tylko kilku strzelców ochotników. Czy to rozumne, gdy możemy wystawić tak niewielu ludzi, by wysyłać ich na krwawą jatkę przeciw armii, którą mamy teraz przed oczami?”. Oddziały pruskie sprawiały przytłaczające wrażenie. Do Alençon, liczącego 16 tysięcy mieszkańców, weszło 20 tysięcy pruskich żołnierzy. A gdy Prusacy chcieli ograbić mieszkańców, mer miasta poszedł do pruskiego generała i powiedział: „Jeśli chcecie złupić miasto, zacznijcie od mojego domu, oto klucze”. Ten gest i ta postawa mera zrobiła tak wielkie wrażenie na generale, że odstąpił od planu rabunku, zadowalając się pewną sumą pieniędzy. To prawda, że można przezwyciężyć przemoc.

Ludwik Martin był gotów chwycić za broń, by bronić swoich przed agresorem. Chciał to zrobić w poczuciu obowiązku, od wojowania wolał wszakże swój zawód zegarmistrza. Zelia, gdy w ich domu zakwaterowano dziewięciu pruskich żołnierzy, z jednej strony trzymała ich w ryzach, a z drugiej patrzyła na nich bez nienawiści, niemalże jak na swe dzieci. Potrafiła odróżnić osoby od zła wojny. Zachowując autorytet pani domu, żołnierzy przyjęła jak ludzi.

Wojna nigdy nie jest adekwatną odpowiedzią na wyzwania jakiejkolwiek epoki. Myślę, że do pokoju trzeba iść drogą prawa. A w Alençon do dziś pamiętamy o tamtym odważnym merze…

Alençon to sanktuarium rodziny…

Powiedziałbym raczej: sanktuarium rodzin, ponieważ sytuacje rodzinne są najróżniejsze, a naszymi propozycjami duszpasterskimi staramy się na nie odpowiedzieć. Mam na myśli małżonków oczekujących potomstwa i matki samotnie wychowujące dzieci. Także tych, którzy stracili dziecko. Wdowy i wdowców. Ludzi po rozwodach. Młodych pytających o powołanie, narzeczonych. Małżonków chcących odnowić przysięgę ślubną. Nie zapominamy o życiu zawodowym, społecznym, tak ważnym dla Ludwika i Zelii…

W Alençon mamy wiele miejsc związanych z rodziną Martin i sam spacer po mieście prowadzi nas śladem ich życia. Zachowały się dwa domy: pierwszy, który po swych rodzicach odziedziczyła Zelia, gdzie mieścił się zakład zegarmistrzowski Ludwika. I drugi dom, do którego przenieśli się po sprzedaży zakładu zegarmistrzowskiego, gdzie urodziła się Teresa, a który dziś można zwiedzać. Jest też niewielka willa pod miastem, w której rodzina Martin wypoczywała, a Ludwik oddawał się swej pasji – wędkarstwu. Jest i dom w Semallé, na wsi, w którym malutka Tereska spędziła pewien czas u mamki. Odwiedzając te miejsca, dotykamy bardzo konkretnych aspektów ich życia. Oczywiście, centralnym punktem jest bazylika Najświętszej Maryi Panny, gdzie Ludwik i Zelia wzięli ślub, gdzie Teresa została ochrzczona, gdzie koncertowało się ich życie parafialne, gdzie odbył się pogrzeb Zelii. To właśnie w bazylice widzimy zakorzenienie rodziny Martin w życiu wspólnoty. W Alençon nie brakuje pamiątek po Ludwiku i Zelii: wspomnijmy jeszcze o merostwie, w którym wzięli ślub cywilny, i o tutejszych „sukiennicach”, w których Zelia została nagrodzona srebrnym medalem za wykonywane w jej zakładzie koronki. Spacer ulicami Alençon to może być prawdziwa pielgrzymka!

Właśnie, z czym pielgrzymi przybywają do Ludwika i Zelii?

Świadectwa pielgrzymów są różne, jak różni są sami pielgrzymi. Przyjeżdżają nie tylko z Francji. Co roku odnotowujemy około 70 narodowości. Niektórzy mówią: „Przyjechaliśmy jako turyści, a wyjeżdżamy jako pielgrzymi”. Z kolei inni przyjeżdżają z bardzo klarowną motywacją duchową, z prośbami, podziękowaniami.

Co miesiąc zbieramy wszystkie powierzone – czy to na miejscu, czy przez internet – intencje. Każdego miesiąca jest ich od około 80 do nawet 150 tysięcy. Niektóre z nich odczytujemy, a wszystkie składamy w sypialni małżonków Martin, a dokładnie – w kołysce Teresy. Odbywa się czuwanie modlitewne, które można śledzić na stronie internetowej sanktuarium.

Te intencje są często dziękczynne. Na przykład: „Ogromnie dziękujemy za życie naszej rodziny, pełne radości, miłości i pokoju”. Albo: „Święci Ludwiku i Zelio, dziękujemy za nasze bliźniczki, które przynoszą nam tyle radości. Nasze modlitwy zostały wysłuchane! Oby wszyscy małżonkowie czekający na dzieci zaznali tej samej radości!”. „Dziękujemy za łaski doznane przy towarzyszeniu moim dzieciom przy poszukiwaniu pracy i mieszkania”. Pamiętam tę matkę i córkę, która napisała: „Święta Tereso, święci Ludwiku i Zelio, dziękuję za łaskę pielgrzymki z moją mamą, za wyciągniętą dłoń, za wszystkie otrzymane łaski. Otwórzcie nasze serca, abyśmy mogły naprawdę sobie przebaczyć i aby zapanował między nami pokój. Amen”.

Naturalnie są także prośby o wyzwolenie z nałogu, o pokój, o dobry wybór drogi życiowej, rozeznanie powołania, o ulgę w samotności. I bardzo, bardzo wiele próśb o zdrowie. I tu znów w sposób bardzo konkretny nawiązujemy do historii życia rodziny Martin. Widzę modlitwy w intencji cierpiących na autyzm, sparaliżowanych, chorych na Alzheimera, na nowotwory… Modlitwy osób będących w żałobie po stracie kogoś bliskiego. Są i prośby o pracę, o pozytywne rozwiązanie skomplikowanych sytuacji rodzinnych: „Przez wstawiennictwo świętych Ludwika i Zelii prosimy za naszego syna, ojca dwojga dzieci, który nie ma środków do życia. Mieszka u nas. Jest w depresji i zaczyna się zachowywać wyzywająco”.

Tak, charyzmatem sanktuarium w Alençon jest życie małżeńskie, życie rodzinne we wszystkich jego wymiarach, z radościami, szarą codziennością, trudami, uniesieniami, cierpieniami, z narodzinami i śmiercią. Z tym wszystkim, co nieprzewidziane, niechciane, a dane przez Boga. Chodzi o to, byśmy wszyscy mogli się poczuć przyjęci przez świętych Ludwika i Zelię Martin, poczuć ich bliskość i ciepło, jakby przyjmowali nas za życia w swym domu.

Rozmawiał Piotr Rak

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Żródło:Dobre Nowiny

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content