10.7 C
Warszawa
poniedziałek, 15 czerwca, 2026
Strona głównaGazeta ObywatelskaLesław Martin – ofiara stanu wojennego - Albert Łyjak

Lesław Martin – ofiara stanu wojennego – Albert Łyjak

Data publikacji

spot_img

Lesława Martina poznałem w ośrodku internowania (1982 rok), który mieścił się w Zakładzie Karnym w Nysie. Trafiłem do wspólnej celi z Leszkiem – tak się do niego zwracaliśmy.

Lesław Martin

Pobyt w jednej celi to niekończące się Polaków rozmowy. To wspólne działanie – robienie skrytek, żeby przechytrzyć rewidujących nas codziennie klawiszy, wycinanie – z leżącego na podłodze linoleum – pieczątek ze znakiem Solidarności lub Polski Walczącej. To też mocniejsze formy protestu – głodówka i bunt. To oznaczało również systematyczne wizyty ubeków, którzy namawiali nas do wyjazdu z Polski. Przychodzili na indywidualne rozmowy z przygotowanymi paszportami. Nikt nie skorzystał z ich propozycji, przynajmniej wtedy.

Pamiętam moment, kiedy zamknęli nam cele, które do tej pory były otwarte. Łomot i huk, od walenia przez osadzonych różnymi przedmiotami, rozchodził się po całym więzieniu. Drzwi od cel skrzypiały i wyginały się od uderzeń. Służba więzienna wezwała na pomoc oddział ZOMO.

Od kopnięć i uderzeń nasze drzwi ledwo wisiały na zawiasach i zamkach. Zomowcy usiłowali wchodzić do cel i gasić bunt. Pamiętam, że Leszek wykręcił nogi od drewnianego stołu. Każdy z nas stał z taką nogą przygotowany do walki. Drzwi się otworzyły i w drzwiach stanęli zomowcy w pełnym rynsztunku. Widząc nas uzbrojonych w drewniane nogi od stołu, stchórzyli i nie weszli do środka.

Bunt wygasł, znaleziono prowodyrów i wywieziono ich do więzienia w Strzelcach Opolskich. Po kilku dniach poinformowano nas, że zostaliśmy obciążeni finansowo za zniszczone drzwi do celi. Solidarnie zgodziliśmy się z tym postanowieniem – zapłacimy, jednak mamy jeden warunek: po wymianie drzwi na nowe, stare zabieramy ze sobą, bo stały się naszą własnością. Klawisze chcieli wiedzieć, po co nam te drzwi? Odpowiadaliśmy z całkowitą powagą: „Będziemy je nosić na pochodach pierwszomajowych”. Temat zapłaty za drzwi się skończył. Nic nie zapłaciliśmy.

Z internowania wyszedłem 8 marca 1982 roku. Leszek dzień później. W maju ponownie trafił do „internatu”, tym razem do Grodkowa.

Był bardzo mocno obstawiony przez ubecję. Mieszkał przy ulicy Więckowskiego w tak zwanym „Trójkącie”, w kamienicy w toaletami na korytarzu. Naprzeciwko bramy, w kamienicy po drugiej stronie ulicy, administracja miała swoje pomieszczenie gospodarcze. To właśnie tam zainstalowali się ubecy i prowadzili obserwację. Na szczęście budynek miał wejście od podwórka i tamtędy wchodziłem do budynku. Dostarczałem Leszkowi bibułę, którą chowałem w toalecie na korytarzu (miałem kluczyk).

Leszek był bardzo nieufny, spotykaliśmy się najczęściej w nocy na pobliskich Niskich Łąkach. Z Basią Sarapuk próbowaliśmy go zaangażować w druk Wiadomości Bieżących, a później między innymi Solidarności Walczącej. Drukował razem z Zygmuntem Lewandowskim – kierowcą z zajezdni przy ul. Grabiszyńskiej.

Wiem, że miał dokumenty z komisji rewizyjnej NSZZ Solidarność i zupełnie nie wiedział, co z nimi zrobić. Tym bardziej że, jak mówił, było kilka nieciekawych spraw prowadzonych przez tę komisję. Miał świadomość, że ubekom bardzo zależy na tych dokumentach. Nie chciał, żeby wpadły w ich łapy, szukał kontaktu, żeby je przekazać.

Kładka

22 stycznia pracował na drugiej zmianie (do godz. 22) w piekarni przy ul. Nyskiej. Do domu chodził skrótem przez kładkę kolejową nad torami. Kładka, jak widać na zdjęciu, była tak zabezpieczona, że nie można było się wychylić i wypaść. Ale ubecja i prasa komunistyczna przekonywały, że Leszek sam się wychylił i spadł.

Na torach znalazł go stróż kolejowy, który pełnił służbę. Tydzień po wypadku dotarłem do jego mieszkania przy ul. Krasińskiego. Był wystraszony, wręcz przerażony, nie chciał rozmawiać. W szpitalu kolejowym, do którego zawieźli Leszka, nie było karty przyjęć z tego dnia. Ktoś ją wyrwał – tak powiedziała mi znajoma pielęgniarka. Leszek zmarł 23 stycznia 1985 roku w wyniku poniesionych obrażeń. Osierocił dwóch synów.

Nasze drogi jeszcze raz zeszły się symbolicznie. W poniedziałek, 12 grudnia 2017 roku we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol odbyła się uroczystość wręczenia medali „Niezłomni” tym, którzy w czasie stanu wojennego stawili dzielnie opór ówczesnej władzy. Dostałem ten medal i dostał go Lesław Martin, pośmiertnie. Odznaczenie odebrała jego żona.

Albert Łyjak

Najnowsze

JEŚLI DOBRZE ŻYCZYCIE OJCZYŻNIE, BĄDŻCIE AKTYWNI W INTERNECIE!

Od lat wiemy o wielkim zaangażowaniu zarówno wielkich farm trolli, jak i udających ludzi...

SOLIDARNOŚĆ WALCZĄCA NA WIELKIM MARSZU SOLIDARNOŚCI

Termin znów nie sprzyja frekwencji – 20 maja 2026 to środa, czyli środek tygodnia...

HANNA ŁUKOWSKA KARNIEJ

Oprócz Kornela Morawieckiego, można wskazać co najmniej kilka osób jako współzałożycieli organizacji niepodległościowej „Solidarność...

81 LAT TEMU ZAKOŃCZYŁA SIĘ DRUGA WOJNA ŚWIATOWA

Rzeczywistość, jaka wyłoniła się wraz z końcem najstraszliwszej z wojen to temat ogromnie złożony....

Powiązane

Co wiemy o Politechnice we Wrocławiu? – Agnieszka Marczak

Wrocławska Politechnika jest znana jako dobra uczelnia w stolicy Dolnego Śląska, ale mało ludzi...

Bogusław Mucha 1930–2022 – Artur Adamski

W Gorzowie Wielkopolskim zmarł kapitan AK, wieloletni honorowy prezes Lubuskiego Oddziału Światowego Związku Żołnierzy...

Poezja i blask Prawdy – Stanisław Srokowski

Przedstawiamy wywiad z wybitnym badaczem literatury światowej prof. Pearcem, przygotowany specjalnie dla nas przez...
Przejdź do treści