11,9 C
Warszawa
piątek, 15 października, 2021
spot_img

Zwycięstwo przyzwoitości w centrum sztuki współczesnej – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Zamek Ujazdowski, mieszczący stołeczne Centrum Sztuki Współczesnej, ma historię adekwatną do nieszczęść, jakie przydarzały mu się po tym, gdy zaczął pełnić funkcje muzealne.

W średniowieczu stojąca w jego miejscu warownia z trudem odpierała napór różnych wrogów, do których należały m.in. łupieżcze wyprawy pogańskich jeszcze Litwinów. Potem wzgórze od pobliskiej miejscowości zwane Jazdem (potem Ujazdem) zwieńczone zostało rezydencją, należącą do Jagiellonów (często bywała w niej królowa Bona). Kształt podobny do obecnej bryle zamku nadał Zygmunt III Waza. W czasie potopu szwedzkiego najeźdźcy doszczętnie splądrowali i zniszczyli Zamek Ujazdowski. Musiał się jednak agresywnym złodziejom spodobać, gdyż po powrocie do Szwecji zbudowali u siebie jego kopię. Postawił ją sobie w wiosce Skolkloster wielki szwedzki złodziej – feldmarszałek Karol Gustaw Wrangel. Do dzisiaj pałac ten ma wyposażenie zrabowane z Zamku Ujazdowskiego. A że tego, co właściciel w Polsce nakradł nie dałoby się pomieścić w zamczysku rozmiaru Ujazdowa – szwedzka jego kopia jest znacznie większa od polskiego oryginału.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

W późniejszych wiekach Zamek Ujazdowski dzielił tragiczne losy naszej ojczyzny. Przy okazji każdej z wojen pełnił rolę wojskowego szpitala, koszar lub reduty obronnej. I w jego wnętrzach i w bezpośredniej jego okolicy dramatyczne wydarzenia rozgrywały się w czasie wojny z Austriakami w roku 1809, w czasie Powstania Listopadowego, we wrześniu 1939 i w czasie Powstania Warszawskiego. Wtedy to, mimo pokaźnych gabarytów, jego podłogi nie były w stanie pomieścić rannych a bezpośrednie jego otoczenie zamieniało się w cmentarz. Jak niemal wszystko w stolicy został potem zniszczony przez Niemców. Po wojnie zwłoki poległych przeniesiono na Cmentarz Powązkowski. Teren po nieistniejącym Zamku znalazł się w dyspozycji marszałka Rokosowskiego, który rozkazał wyburzyć resztkę murów i zbudować w tym miejscu gmach Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu – Leninizmu. Szczęśliwie dzieło to nie doczekało się realizacji a w latach siedemdziesiątych pojawił się pomysł, by odtworzyć chociaż historyczną bryłę Zamku. Na początku lat osiemdziesiątych przynajmniej z zewnątrz wyglądał on już podobnie, jak za czasów Zygmunta III Wazy. Wnętrza historycznego wystroju nie doczekały się nigdy. Od 1985 roku zaczęły służyć jako miejsce ekspozycji sztuki współczesnej. W Polsce trwał ponury okres, zapoczątkowany wprowadzeniem stanu wojennego. W świecie sztuki polegał on na hołubieniu przez reżim twórców postkomunistycznych i rugowaniu opozycyjnych. Artyści związani z Solidarnością swą aktywność koncentrowali w mieszkaniach prywatnych i w kościołach, które służyły wtedy także jako miejsca nie tylko wernisaży i wystaw, ale nawet wielkich festiwali sztuki współczesnej. W niektórych z nich swoje prace eksponowały setki malarzy, rzeźbiarzy, fotografów, grafików czy ceramików. A oficjalne państwowe galerie służyły przede wszystkim „miernym ale wiernym” twórcom, o których mówiło się „twórcy przez najmniejsze twu”. Na tej zasadzie Centrum Sztuki Współczesnej „Zamek Ujazdowski” stało się królestwem twórców prokomunistycznych i proreżimowych. Po roku 1989 zasadniczo wiele się w tym nie zmieniło. Standardem tego miejsca przez dziesięciolecia był lewacki bełkot, prześcigający się w trywialnym i często skrajnie ohydnym obrażaniu wszystkiego, co chrześcijańskie. Siłą rzeczy osoby obdarowane dobrym smakiem i alergią na ohydę miejsce to omijały szerokim łukiem.

Przełom w historii Centrum Sztuki Współczesnej „Zamek Ujazdowski” nastąpił dość niedawno. Wicepremier Gliński doprowadził do objęcia funkcji dyrektora CSK przez Piotra Bernatowicza. Dzięki temu możliwymi stały się takie wystawy, jakie w dziesięcioleciach po roku 1985 były tam nie do pomyślenia. Latem bieżącego roku w Zamku zwiedzać można było wielką ekspozycję prac Ludwiki Ogorzelec. Artystka ta przed kilkunastu laty przez grono największych luminarzy sztuki amerykańskiej uznana została za jedną z dziesięciu najwybitniejszych rzeźbiarzy współczesnego świata. W albumie, wyrażającym taki właśnie pogląd, Ludwika Ogorzelec jest wymieniana jako jedna z dwóch tylko reprezentantów kontynentu europejskiego. Niedawna ekspozycja jej prac z cyklu „Krystalizacja przestrzeni” spotkała się z dużym zainteresowaniem m.in. dlatego, że część jej wyjątkowych instalacji rzeźbiarskich miała postać wielkich brył, do których można było wejść, by podążać labiryntami skłaniającymi do spojrzenia na świat z wielu zaskakujących perspektyw. Codziennością wystawy było więc podążanie ciągami rzeźbiarskich labiryntów przez całe rodziny wraz z dziećmi.

Faktem na miarę przełomu w historii CSW „Zamek Ujazdowski” jest pojawianie się w nim sztuki, która jest zrozumiała dla odbiorców. Przy czym jej formy są jednak bardzo nowoczesne. W sierpniu otwarta została wystawa Uve Maxa Jensena zatytułowana „Sztuka Polityczna”. Składa się ona z dwóch części. Najpierw podążyć trzeba długim tunelem, migoczącym tysiącami barwnych świateł. Atrakcyjnym przeżyciom wizualnym w wędrówce tej towarzyszy równie atrakcyjna, lecz coraz bardziej ogłuszająca muzyka. Idąc w pewnym momencie zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, że ścieżka ta prowadzi nas coraz bardziej w dół a na jej końcu zaskakuje nas wypełniający ogromną salę apokaliptyczny krajobraz. Każdy, kto dotrze do tego miejsca, ma wokół bezlik roztrzaskanych kamiennych napisów, z których odtworzyć można najwznioślejsze treści humanizmu. Oczywista refleksja z tego przeżycia brzmi jak ostrzeżenia przed tym, by nie dać się zwieść temu, co lekkie, łatwe, przyjemne i pozbawione trosk. Odrzucenie zasad, trudów i obowiązków oraz zapomnienie o wszystkim, co ważne – to oczywista droga ku samozatraceniu…

Wielka zmiana w Centrum Sztuki Współczesnej „Zamek Ujazdowski” nie obeszła się bez protestów środowisk od dziesięcioleci przyzwyczajonych do tego, że to im miejsce to się należy. Dodatkową oprawą są więc ostatnio grupki lewackiej gawiedzi wraz z pseudoartystycznymi miernotami bełkocące swoje głupkowate protesty. Cóż – postbolszewizm to jedno z tych dóbr naturalnych, jakiego długo jeszcze nam w Polsce nie zabraknie.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content