22.5 C
Warszawa
czwartek, 25 lipca, 2024

Nowe zniewolenie – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Władimir Bukowski, znakomity pisarz, intelektualista, działacz antykomunistyczny polskiego pochodzenia wyjątkowo często zaskakiwał erudycją i trafnością swych analiz.

Ojczyznę przodków po raz pierwszy odwiedził w roku 1990 i usłyszałem wtedy od niego cały szereg wniosków, do jakich doszedł obserwując świat polityki, mając przy tym dar rozpoznawania prawdziwych intencji i bezbłędnego poznawania się na ludziach. Ubolewał, że wspaniały ruch Solidarności na szczyty władzy wyniósł tych, którzy najmniej byli jej godni. Z niedowierzaniem kręcił głową mówiąc: „Polaki, takoj buntowniczyj narod i wot – Wałęsu prezidentom obierajut.” Dzielił się też wielkim rozczarowaniem zachodnią Europą, w której po dwunastu latach sowieckich więzień mieszkał już piętnasty rok. Przypominał słowa Józefa Piłsudskiego mawiającego, że „Zachód jest parszywieńki” i dowodząc, że pod względem moralnym z odcinającym się od swych korzeni Zachodem jest coraz gorzej. Nie mogąc się nadziwić naiwności polskich elit pytał jak to możliwe, że podziwiana na całym świecie ojczyzna Solidarności beztrosko i niemal za darmo wyzbywa się na rzecz obcych cwaniaków swych narodowych interesów, majątku i godności.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Najważniejsze były jednak wnioski Bukowskiego z wnikliwych analiz politycznej i ideologicznej rzeczywistości Europy. Przypomniał, że na początku XX wieku ruch marksistowski podzielił się na dwa nurty różniące się jedynie metodą zdobycia władzy. W Rosji zwyciężył bolszewicki, czyli do panowania dorwany drogą terroru i obszar totalitarnego władania poszerzający wszczynaniem wojen, np. wespół z Hitlerem II światowej. Bolszewicy popełnili jednak błąd upaństwawiając gospodarkę, co sowieckie imperium doprowadziło do zapaści. W przeciwieństwie do bolszewików marksiści zachodnioeuropejscy obrali drogę wyznaczoną przez frakcję mienszewicką. Zamiast gwałtownego przewrotu – cierpliwe, uparte opanowywanie kolejnych instytucji. Wyciągając wnioski z porażek bolszewików – mienszewicy odebranie ludziom własności prywatnej przesunęli na sam finał podstępnej ekspansji. Najpierw zdobyli dominującą pozycję na uczelniach, w mediach, świecie kultury, kreowania mód i stylów życia. Dziesięciolecia ciągłego podkopywania Kościoła doprowadziło do przejęcia kontroli także nad partiami chadeckimi. Znamiennym tego obrazem była próba zaśpiewania przez liderów niemieckiej chrześcijańskiej demokracji choćby jednej kolędy. Okazało się, że ani Angela Merkel ani nikt z obecnych na świątecznym spotkaniu członków „chrześcijańskiej” partii nie znał słów. Ktoś zdarzenie to skomentował stwierdzeniem, że „w partii chrześcijańskiej tylko z nazwy a zdominowanej przez kulturowych marksistów większość jej członków nie potrafiłaby już nawet się przeżegnać”.

W upiornej wizji Georga Orwella „1984” jak przestroga brzmią słowa „Kto panuje nad przeszłością – ten zbuduje przyszłość”. Główni sternicy Unii z maksymy tej wyciągnęli wniosek, że historię naszej cywilizacji zakłamać trzeba do samego jej gruntu. Jednym z tego efektów jest horrendalnie kosztowna i jeszcze bardziej oszczercza ekspozycja brukselskiego Domu Historii Europejskiej. Ta i bezlik innych inwestycji w marksistowskie pranie mózgów pozwala dziś prawdziwych twórców rzeczywistej wspólnoty europejskiej zastępować wodzami ultra – komunistycznych jaczejek w rodzaju Altiero Spinellego. Majaki tego opętańca oszalałego z nienawiści do wszystkiego, na czym wyrosła Europa, wzywające do odrzucenia tożsamości narodów i likwidacji wolnych krajów, nie tylko zdobią już gmachy unijnej biurokracji. Wpisane zostały też w traktaty mające właśnie przekształcić Unię w totalnie scentralizowane superpaństwo.

Władimir Bukowski dowodził, że w większości krajów Zachodu swą władzę ugruntowują przede wszystkim zwolennicy mienszewika Spinellego. I stawiał retoryczne pytanie: „Bolszewiki ili mienszewiki – kakaja eto raznica?” W coraz pełniejszej jaskrawości widzimy, że różnica zasadniczo jest żadna. Państwa Unii, do której prowadzą forsowane dziś traktaty, autonomii przecież będą miały tyle, co republiki Związku Sowieckiego. Kto pamięta PRL ten wie, że kiedykolwiek oficjalnie mówiono o jego mieszkańcach to nigdy jako o Rosjanach, Łotyszach czy Ukraińcach, lecz tylko – o ludziach radzieckich. Nie znaczy to, że wszyscy byli traktowani tak samo, bo centralne inwestycje w taki np. Turkmenistan do roku 1991 ograniczyły się do budowy jednej asfaltowej drogi. W nowych unijnych traktatach też jest mowa jedynie o Europejczykach, choć nikt nie ukrywa już, że z obszaru superpaństwa wydzielony zostanie „obszar rdzenny” a „prędkości rozwoju” będą różne. Przypomnijmy też sobie zmierzające do likwidacji rodziny koncepty minister Aleksandry Kołłontaj i zastanówmy się, czy aby praktyki np. hiszpańskiej legislacji, skutecznie odstraszające od zawierania małżeństw, nie prowadzą ku temu samemu. Wszystkim też powinno być wiadome, że każdy system prawdziwie demokratyczny opiera się przede wszystkim na szerokiej i zasobnej klasie średniej. W dojrzałych demokracjach ci ludzie, których niezależny status zbudowany jest na posiadaniu większego czy mniejszego majątku, stanowią nawet znaczną większość obywateli. Jak się więc do tego mają wszystkie dzisiejsze pomysły, wg których mamy mieszkać w wynajmowanych lokalach i jeździć wypożyczanymi samochodami. Jakże też poręcznym instrumentem w rękach kreatorów tego świata okazuje się być „ekologizm” – de facto sprytnie spreparowana, potężnym nakładem sił i środków lansowana nowa religia, której zarazem nadano rangę nowej królowej nauk. To za jej sprawą przyuczani już jesteśmy do Europy jutra – bez prywatnych pojazdów (chyba, że kogoś stać na ferrari lub maserati), z limitami podróży lotniczych, odżywianiem na bazie syntetyków i tysiącem innych pomysłów, które bolszewicy też mieli w swoich planach. Część nawet zdołali wprowadzić, wszystkich nie zdążyli, bo się nieszczęśnikom Związek Sowiecki zawalił. Doskonale w nim działająca cenzura też uzasadniana była „zakazem treści szerzących dezinformację, demoralizację i nienawiść”.

Coraz częściej jesteśmy świadkami odwracania pojęć, nagłaśniania fałszywych treści, rugowania rzeczywistych wartości. Jan Paweł II ostrzegał, że taką drogą demokracja przepoczwarza się w totalitaryzm. Warto też przypomnieć sobie główną myśl najważniejszej z powieści Alberta Camusa, wg której dzieje ludzkości to ciągłe zmaganie z różnymi wcieleniami tytułowej dżumy. Historia, którą nam opowiedział, kończy się zwycięstwem nad zarazą, ale i ostrzeżeniem, że nie jest ono ostateczne. Jej bakcyl zawsze ulega jedynie uśpieniu, by odrodzić się w być może jeszcze groźniejszej postaci. Pilnujmy tego bakcyla, póki jeszcze nie jest za późno.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content