-4,3 C
Warszawa
poniedziałek, 24 stycznia, 2022

Esbecki odwet na rodzinie konspiratora – Artur Adamski

26,463FaniLubię

W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 do mieszkania rodziny Kornela Morawieckiego przyszli funkcjonariusze SB. W wyniku przeszukania stwierdzili jednak tylko obecność żony Jadwigi, trzynastoletniego syna Mateusza oraz dwóch córek – szesnastoletniej Marty i ośmioletniej Marii.

Ubecy stanowczo żądali udzielenia informacji o miejscu pobytu poszukiwanego przez nich działacza opozycji. Odeszli nie uzyskując niczego. Nazajutrz pani Jadwidze udało się spotkać z jej mężem a parę dni później Mateuszowi z jego ojcem. W pierwszych dniach stanu wojennego Służba Bezpieczeństwa dokonywała masy aresztowań, Kornel Morawiecki nie był jeszcze dla niej celem numer jeden. Pojawiły się też informacje, że SB zamierza zatrzymać także najstarszą, dwudziestojednoletnią córkę państwa Morawieckich. Anna w największym stopniu zaangażowana była w aktywności ojca, od lat zajmowała się drukowaniem pism drugiego obiegu. W trzecim dniu stanu wojennego dotarła od niej wiadomość, że jest w bezpiecznym miejscu, którego być może nie będzie opuszczała nawet przez parę miesięcy. Miejscem tym była willa na wrocławskich Karłowicach, w piwnicy której, wraz z kilkoma przyjaciółmi, dniami i nocami drukowała gazetkę „Z Dnia na Dzień”. Po raz pierwszy miejsce to opuściła dopiero późną wiosną 1982.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Pani Jadwiga Morawiecka już w pierwszych dniach stanu wojennego skupiła się na niesieniu pomocy rodzinom internowanych. We współpracy z parafią a następnie komitetem, pracującym pod opieką arcybiskupa Henryka Gulbinowicza, brała udział w ustalaniu listy rodzin, którym bezterminowo uwięziono ojców lub matki. Po sprawdzeniu, jaki rodzaj pomocy jest niezbędny, uczestniczyła w organizowaniu pomocy materialnej, prawnej, medycznej czy polegającej na opiece nad dziećmi. Pani Jadwiga, mimo że sama należała do osób bezpośrednio dotkniętych represjami, poświęcała tym aktywnościom dużą część każdego dnia. Mieszkanie Morawieckich stało się jednym z ogniw społecznej siatki solidarnościowej pomocy. Część spotkań wolontariuszy tego spontanicznego ruchu miało miejsce właśnie u niej. Elementarne sprawy życia rodzinnego, takie jak robienie zakupów czy przygotowanie posiłków wzięli na siebie Marta i Mateusz. Całkowicie też uwolnili oni swoją mamę od przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Kontakt z głową rodziny odbywał się za pomocą korespondencji, doręczanych przez ludzi związanych z konspiracją. Tą drogą w maju dotarł do Marysi Morawieckiej prezent z okazji jej przystąpienia do Pierwszej Komunii Świętej. Listy w obydwie strony przekazywane były często aż do aresztowania w listopadzie 1987.

Na początku stycznia 1982 Służba Bezpieczeństwa dysponowała ustaleniami, wg których to Kornel Morawiecki odgrywał zdecydowanie największą rolę w tworzeniu i kierowaniu strukturami podziemia południowo – zachodniej Polski. Głośniejsze było w tym czasie nazwisko Władysława Frasyniuka, niedawnego przewodniczącego Zarządu Regionu NSZZ Solidarność a następnie formalnego przewodniczącego Regionalnego Komitetu Strajkowego. Było jednak już jasne, że rola Frasyniuka polega głównie na legendzie, jaka zaczynała otaczać jego osobę. W żadnym razie jednak nie na faktycznej sprawczości w strukturach konspiracji. Ponadto bardzo szybko w bezpośrednim otoczeniu Frasyniuka zaczęła działać esbecka agentura. Zdecydowanie najważniejszym przeciwnikiem komunistycznego reżimu był więc Kornel Morawiecki i to jego schwytanie stawało się najważniejszym z najważniejszych zadań służb PRL-owskiego reżimu.

Jako jeden ze sposobów wytropienia poszukiwanego Służba Bezpieczeństwa przyjęła inwigilację jego rodziny. Od stycznia 1982 stawała się ona coraz ściślejsza. Po kilku miesiącach miała już charakter permanentny. Skutkiem tego wszyscy członkowie rodziny uznali, że spotkanie z Kornelem Morawieckim byłoby dla niego zbyt dużym ryzykiem nawet przy zachowaniu największej ostrożności. Rozważane było zorganizowane przez działaczy Solidarności Walczącej spotkanie, do którego miałoby dojść „systemem śluz”. Praktykowany on był przy niemal wszystkich spotkaniach Morawieckiego i polegał na przynajmniej parokrotnym zmienianiu samochodów oraz nieustannym nasłuchu radiowym, pozwalającym rozpoznać ruchy PRL – owskich służb specjalnych. Między grudniem 1981 a listopadem 1987 tą metodą ze swym ojcem parokrotnie udało się spotkać z ojcem Annie i Marcie Morawieckim. Jako zbyt ryzykowne oceniono jednak doprowadzenie tym samym sposobem do spotkania z jej mężem pani Jadwigi Morawieckiej. Nie doszło też do bezpośredniego skontaktowania się z ojcem Mateusza Morawieckiego.

Od stycznia 1982 codziennością rodziny Morawieckich było nachodzenie przez funkcjonariuszy SB, rewizje i zatrzymania „celem złożenia zeznań”. W gmachu Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych przesłuchania miały charakter nie kończących się gróźb. Przesłuchujący zabawiali się w ich czasie pistoletami, sugerując możliwość ich użycia. Żądając ujawnienia miejsca pobytu przewodniczącego Solidarności Walczącej esbecy grozili sięgnięciem do wszelkiego rodzaju zbrodni. Podkreślali przy tym przynależny im przywilej bezkarności. „Myślicie, że ktoś nam coś za to zrobi?” – powtarzali mówiąc np. że zgwałcą siostrę Mateusza Morawieckiego. Po latach przyznawał, że grożono mu na dziesiątki sposobów, ale tej groźby bał się najbardziej. Brzmiał ona naprawdę realnie. Co jak co, ale to te oprychy z esbeckim immunitetem naprawdę mogły zrobić.

Ceną bycia synem przewodniczącego Solidarności Walczącej było też „specjalne traktowanie” przez ZOMO. Mateusz Morawiecki uczestniczył we wszystkich demonstracjach, organizowanych przez opozycję a także w tych, do których dochodziło spontanicznie. Do końca 1983 roku niemal każda msza św. za ojczyznę, odprawiana każdego trzynastego dnia miesiąca we wrocławskiej katedrze, kończyła się atakiem ZOMO na wychodzący ze świątyni tłum. Dochodziło wtedy do ulicznych starć, mających czasem bardzo dramatyczny przebieg. Bardzo wiele wskazuje na to, że przy takich okazjach odbywało się swoiste „polowanie na syna Morawieckiego”. Wiele razy znalazł się on wtedy w rękach funkcjonariuszy ZOMO, których okrzyki były dowodem, że rozpoznają go bez legitymowania. Po powrocie do domu pręgi od uderzeń pałkami i inne ślady pobicia starał się ukrywać przed drżącą o życie swego syna matką.

Inną groźnie wyglądającą sytuacją było najście funkcjonariuszy SB w środku nocy na letni dom Morawieckich pod Pęgowem. Wraz z matką i młodszą siostrą niespełna trzynastoletni Mateusz nocował w nim wczesną wiosną 1982 roku. Drewniany dom znajdował się w dużym oddaleniu od jakichkolwiek innych zabudowań, stał na krawędzi lasu. Nagle ktoś zaczął walić w okna i drzwi. Inni napastnicy wydzierali się wrzeszcząc w głębię studni. Ktoś biegał z pochodnią, trzymając w drugiej ręce coś przypominającego kanister. Wszystko robiło wrażenie zbiegowiska sadystów, zamierzających spalić drewniany dom wraz z ich mieszkańcami. Napastnicy groźby swej nie spełnili, ale do końca lat osiemdziesiątych ich zwyczajem stało się wybijanie szyb i wlewanie do środka cuchnących substancji, smarowanie nimi drzwi i inne akty zwykle kojarzone ze skłonnościami wulgarnych wandali.

Trywialnym sposobem odreagowywania bezskuteczności poszukiwania przewodniczącego Solidarności Walczącej było dewastowanie skromnego samochodu jego rodziny. Wyłamywanie wycieraczek i klamek czy przebijanie opon nie było jeszcze tym sposobem najgorszym. Któregoś dnia, kiedy samochodem jechali Jadwiga i Mateusz Morawieccy nagle odpadło przednie prawe koło. Pojazd wpadł wtedy na chodnik, na którym na szczęście w tym miejscu nie było akurat nikogo. Uderzając w krawężnik odpadło drugie z przednich kół. Sytuacja była skrajnie niebezpieczna, gdyż na sąsiednim pasie ruchu przemieszczał się właśnie samochód ciężarowy. Jeśli więc kolejność odpadania kół byłaby odwrotna – po odpadnięciu lewego koła fiat 126p z Jadwigą i Mateuszem Morawickimi wpadłby wprost pod koła nadjeżdżającej ciężarówki.

Oprócz nękania standardowymi rewizjami SB zaczęła także przeszukania mieszkania Morawieckich pod ich nieobecność. W czasie jednego z pierwszych pani Jadwiga próbowała wejść do swojego domu, ale okazało się, że inny klucz był włożony od strony wewnętrznej. W ówczesnych realiach nie było nawet możliwości skutecznego poskarżenia się na tego rodzaju bezprawie. Kiedy więc ubecy pod nieobecność właścicieli eksplorowali ich mieszkanie po prostu należało zaczekać na zewnątrz, aż esbecja zakończy swe bandyckie czynności. Jak się okazało jednymi z poszukiwanych przedmiotów były rodzinne albumy i zbiory fotografii. SB zdobywała i gromadziła wszelkiego rodzaju zdjęcia Morawieckich, by rozpoznać krąg wszystkich ich znajomych. W takich okolicznościach rodzina ta na zawsze utraciła wszystkie tego rodzaju rodzinne pamiątki, włącznie z pochodzącymi sprzed wojny a nawet z XIX w.

Jedną z forma zastraszania i dążenia do uzyskania informacji było porywanie Mateusza Morawieckiego wprost z ulicy. Po przewiezieniu na SB nastolatek ten słyszał wtedy: „Tym razem nikt nie widział, jak cię zgarnęliśmy. Nie było świadków – możesz zniknąć jak kamfora”. W związku z taką praktyką pani Jadwiga za prawdopodobne uznała nagłe zatrzymanie jej syna w dniach egzaminów dojrzałości. Mogłoby ono spowodować, że nie mógłby zdawać matury. W tym celu Mateusz został przez znajomych lekarzy umieszczony w szpitalu i na egzaminy był przywożony karetką pogotowia. Wcześniej jednak doszło do porwanie z ulicy, po którym syn przewodniczącego Solidarności Walczącej został wywieziony do lasu. Ten incydent przez Radę i Komitet Wykonawczy Solidarności Walczącej był już rozpatrywany jako wymagający podjęcia kroków o charakterze odwetowym. Członek Komitetu Wykonawczego SW dr Wojciech Myślecki uważał, że „trzeba zrobić coś, co będzie dla bezpieki ostrzeżeniem, bo następnym razem tego chłopaka po prostu zabiją”. Przywódcze grono organizacji uznało też, że w drodze wyjątku Mateusz Morawiecki powinien zostać jej członkiem pomimo tego, że jest jeszcze osobą niepełnoletnią. Został więc zaprzysiężony jako jedyny nie mający ukończonych osiemnastu lat.

Krótko po najgroźniej wyglądającym uprowadzeniu syna przewodniczącego organizacji przeprowadziła ona akcję, mającą Służbie Bezpieczeństwa dać do zrozumienia, że potrafi ona odpowiedzieć przemocą na przemoc.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content