23.4 C
Warszawa
niedziela, 19 maja, 2024

Wciąż raj na ziemi – Marek Bober

26,463FaniLubię

Ta sprawa ciągnęła się latami i uwierała. Przez dekady państwo polskie niewiele robiło, a działania Polonii amerykańskiej nie przynosiły efektu.

Zaledwie trzy lata temu, dokładnie 11 listopada 2019 r., USA zniosły formalnie wizy dla obywateli Polski. Stało się to, co warto przypominać, za prezydentury Donalda Trumpa i urzędowania w Warszawie ambasador Georgette’y Mosbacher (akurat w tym przypadku zasługi ma spore).

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej wielu polskich polityków, w tym nawet kilku ministrów spraw zagranicznych, twierdziło, że zniesienie wiz przez Amerykę nie jest dla Polaków sprawą ważną, odkąd mogą spokojnie podróżować po Europie, a także w tejże Europie pracować.

Nie do końca to była prawda. Obowiązek wizowy do USA był bowiem oznaką słabości państwa polskiego, słabości polskiej polityki i dyplomacji. Oraz braku woli politycznej ze strony USA. Utrzymywanie wiz dla obywateli Rzeczypospolitej powodowało wiele tragedii. Owszem, Polacy mogli swobodnie podróżować po Europie i mogli podejmować w Europie pracę, ale nie mogli swobodnie odwiedzać się w USA, spotkać się z matką, ojcem czy zobaczyć się z dziećmi. To było, co tu ukrywać, upokarzające. I działo się to ze strony państwa, uchodzącego – nad Wisłą rzecz jasna – za największego strategicznego sojusznika Polski. Sytuacja ta degradowała Polskę do kategorii państw najbiedniejszych, państw trzeciego świata.

Oficjalnym powodem utrzymywania obowiązku wizowego był odsetek odmów wiz powyżej 3 proc. We wrześniu 2019 r. wyniósł on 2,8 proc., co było podstawowym kryterium włączenia Polaków do programu bezwizowego. To były powody oficjalne, lecz właściwie nie mówiło się o przyczynach właściwych. Przez długie, długie lata Polska nie uczyniła nic, aby poprawić w USA wizerunek jako państwa bogacących się obywateli i rozwijającej się gospodarki. W Departamencie Stanu posługiwano się danymi ekonomicznymi takimi, że mówiły one o Polsce jako o kraju ciągle biednym, o kraju, którego obywatele muszą wyjeżdżać do Ameryki wyłącznie za pracą. Niestety dane gospodarcze i finansowe świadczące o tym, że Polska i Polacy się bogacą, że rośnie stopa życiowa, że po prostu się więcej zarabia, docierały do Waszyngtonu bardzo późno. To stawiało Polskę, owe przestarzałe dane, w rzędzie państw naprawdę biednych.

Wszystko się zmieniło, i dobrze, choć urzędnik/funkcjonariusz na lotnisku w Nowym Jorku czy Chicago nadal może, nawet na podstawie widzimisię, wjazdu odmówić. Ale to się stosuje do wszystkich.

W styczniu 2021 r. do Białego Domu wprowadził się prezydent Joe Biden. Nowa administracja zmieniła podejście do emigracji, konkretnie do tej z tej z południowej granicy z Meksykiem. Stanęło w miejscu dokończenie budowy słynnego muru Donalda Trumpa, który południową granicę USA miał zabezpieczać przed falami setek tysięcy „gości”. Demokratyczna administracja Białego Domu oraz kontrolowany przez Demokratów Kongres poluźniły przepisy emigracyjne, wychodząc z założenia, że przyjmować należy wszystkich, bo inaczej jest to niehumanitarne. Twierdzili i twierdzą nadal, że w tym kraju jest miejsce dla każdego, ba! dzisiaj ktokolwiek chce – jeśli spełnia określone, zresztą łagodne warunki – może w Ameryce zamieszkać.

Twierdzenia te podszyte są jednak politycznym cynizmem i cwaniactwem. Partia Demokratyczna liczy bowiem na pozyskiwanie w ten sposób głosów wyborczych. Już teraz – wśród sporej populacji obywateli mających swe korzenie w krajach Ameryki Łacińskiej oraz wśród nowych, młodych lewicowo-iberalnych wyborców. I później – kiedy dzisiejsi emigranci, a także ich dzieci, będą obywatelami USA. Nie liczą się jednak Demokraci z jednym – bezpieczeństwem Ameryki. A w zasadzie nie liczą się jeszcze z drugą rzeczą – właśnie humanitaryzmem.

Statystyki dotyczące legalnej i nielegalnej emigracji na południowej granicy USA są różne, ale na pewno idzie to w grube tysiące a nawet miliony ludzi.

Jak podała telewizja FoxNews, w tym roku fiskalnym (liczonym od 1 X 2021 do 30 IX 2022) południową granicę USA przekroczyło 2 mln ludzi. We wcześniejszym roku fiskalnym miało to być 1,7 mln osób. W lipcu br. ta sama telewizja podała, że w roku fiskalnym 2022 doliczono się już 500 tys. emigrantów, którzy przekroczyli granicę, zostali dostrzeżeni, ale nie przechwyceni (tzw. gotaways). W każdym miesiącu tego roku tak miało przekraczać granicę ok. 55 tys. osób. I mówimy w tym przypadku o ludziach, których oko strażnika lub kamera wychwyciły. A ilu jest takich, których nie dostrzeżono?

Można w tym miejscu podawać różne liczby, jednak nie zmienia to faktu, że ludzie przedostają się przez granicę swobodnie i „gremialnie” już drugi rok – nielegalnie, ewentualnie podchodzą pod granicę i zostają dalej wpuszczani, niby legalnie, aby przeszli procedurę emigracyjną. Na przykład telewizja NEWSMAX oceniła liczbę emigrantów od początku prezydentury Bidena na 5 mln ludzi.

I tutaj zaczyna się problem poważny, problem właśnie humanitaryzmu, problem samego dotarcia do tej granicy, o którym mało się mówi. Ci ludzie, decydując się na przekroczenie granicy USA, przechodzą gehennę. To nie są, z małymi wyjątkami, uchodźcy polityczni. Oni płyną, idą i jadą do Ameryki z biedy. Przede wszystkim z krajów Ameryki Środkowej, też z Kuby czy Haiti, może z jakichś wysepek karaibskich, ale także np. docierają na południową granicę obywatele Ukrainy, a nawet Rosji. Oni idą po lepsze życie. Część (mała) czyni to na własną rękę, część korzysta lub jest zmuszona na łaskę przemytników. Płacą za to ogromną cenę, nie tylko finansową – także życia. Kobiety (i dzieci) są gwałcone, wielu staje się przedmiotem handlu żywym towarem. Słabsi umierają gdzieś na pustyni lub po prostu toną w rzekach. Niektórzy służą do przemytu narkotyków. Inni są werbowani przez gangi. To nie jest wesoły los, to los tragiczny – los ludzi zdesperowanych. To także wielki pieniądz dla tych, którzy ten system stworzyli i go wykorzystują, To wielki pieniądz liczony w miliardach, jeśli nie w bilionach dolarów.

I jeszcze ta hipokryzja… Politycy Partii Demokratycznej cały czas zapewniają, że południowa granica jest bezpieczna, emigranci są kontrolowani i powinniśmy ich przyjmować z otwartymi rękoma. Liberalno-lewicowe władze miast takich, jak na przykład Nowy Jork, Los Angeles czy Chicago ogłosiły owe miasta „sanktuariami” dla emigrantów i mówią, że chętnie ich będą przyjmować. Ale kiedy gubernator stanu Teksas, Greg Abbott, postanowił wysłać kilka autobusów pełnych emigrantów do Nowego Jorku i Chicago – zrobił się problem. Okazało się, że w Nowym Jorku nie ma dla nich miejsca i trzeba (a zima tuż, tuż) wybudować dla nich „miasteczko” namiotowe. Okazało się, że i w Chicago nie ma dla nich miejsca, toteż burmistrz zdecydowała owych nieszczęsnych emigrantów odwieźć do hotelu do małego miasteczka, nie informując zresztą o tym lokalnych władz.

Kiedy gubernator Florydy Ron DeSantis „podesłał” samolot z emigrantami (głównie z Wenezueli) na kwintesencję amerykańskiego bogactwa i szpanerstwa, czyli wyspę Martha’s Vineyard należącą do stanu Massachusetts, okazało się, że i tam nie ma dla nich miejsca. Trafili ostatecznie „na przechowanie” do obozu wojskowego, choć z pewnością mogli się spokojnie pomieścić w kuchni lub garażu pp. Clintonów, Obamów czy choćby miliarderki Oprah Winfrey. I chyba z przerażenia zaregował były prezydent Bill Clinton twierdząc, że… emigracja musi mieć swoje limity. Widocznie się obawiał, że w jego ogródku na wspomnianej powyżej wyspie powstanie emigranckie koczowisko.

W latach 2008-09 nawiedził Amerykę przedziwny kryzys, a raczej kryzysik – zachwianie na rynku nieruchomości związane z „przemysłem pożyczkowym”. Twierdziłem, że gdybym w owym czasie posłał do banku swojego psa, to wróciłby z pożyczką na dom. Było łatwo, bez sprawdzania, pożyczki ludziska brali, a że potem były kłopoty z ich spłatą… Banki na tym nie straciły.

To był moment, kiedy dało się zauważyć powroty Polaków do starej Ojczyzny, a raczej do Unii Europejskiej. Niepewne życie w Ameryce, życie często bez stałego pobytu i prawa do pracy, woleli zamienić na życie w bezpieczeństwie, a przynajmniej go spróbować. Niektórzy, choć mieli uregulowane kwestie prawne, wracali po spokój i z tęsknoty.

Chyba nikt nie potrafi podać dokładnych danych, ilu Polaków wróciło wtedy z USA do Polski (UE). Może było to 50 tys. ludzi, może 100, może 200 tys. a może i więcej. A może mniej, ale jedno jest pewno: ten ubytek był zauważalny choćby przez liczbę malejących polonijnych biznesów czy też pogarszającą się sytuację polonijnych mediów. Podobną falę powrotów daje się zauważyć w ostatnich latach. Różne są jej przyczyny. Jedni zaczęli się obawiać o swoje bezpieczeństwo i swoich dzieci, żyjąc w dużych miastach, gdzie przestępczość wymknęła się spod kontroli, a swą siłę przybrała latem 2020 r. podczas protestów i napadów ruchów Black Lives Matter i Antify. Spora część Polaków wraca do Ojczyzny „na starość”, wychodząc z założenia, że wypracowana w Ameryce emerytura pozwoli im na spokojne życie. No i wracają Polacy ze zwykłej tęsknoty, tęsknoty za rodziną i znajomymi kątami.

Nie należę do tych, którzy głoszą, że Polacy do Ameryki będą wyłącznie przyjeżdżać na wakacje i w odwiedziny najbliższych. Że nie będzie już kolejnej dużej fali emigracyjnej z Polski. Oby tak było. Obym się mylił. Wystarczą bowiem dwie rzeczy, aby sytuacja się zmieniła. Kiedy rozwali się dziwny twór zwany Unią Europejską z dziwakami wydającymi decyzje w Brukseli i Strasburgu. Bo jedyne co łączy ów twór – z amerykańskiej perspektywy – to nie fikcyjne wartości, a waluta. A sztuczna waluta może się załamać w każdej chwili. I po drugie – wojna. Ona nie musi być wyłącznie na Ukrainie. Ona może być również na Bałkanach. Wojna w Europie może się zacząć także w Paryżu, Berlinie czy Rzymie. To może być europejska wojna domowa wywołana przez przybyszów z Afryki i Azji.

Wtedy, jak teraz dla ludzi z Ameryki Łacińskiej, Ameryka dla Polaków nadal może być – jak zawsze – ziemią wolności i dobrobytu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content