32,2 C
Warszawa
piątek, 19 sierpnia, 2022

Dorotka – mała wojowniczka – Izabela Kozłowska – Dobre Nowiny

26,463FaniLubię

Opowieść o „Wojowniczce” przeplata w sobie wiele różnych wątków, a jej fundamentem jest historia Tatiany i Adama. Ona urodziła się w Grodnie na Białorusi. Do Torunia przyjechała na studia. On pochodzi z Torunia, choć na kilka lat opuścił to piękne miasto i zamieszkał w Poznaniu. Jednak to w grodzie Kopernika zbiegły się życiowe drogi Tatiany i Adama, a od 2017 r. tworzą jedną, spójną całość.

Tatiana o dobrego męża modliła się przez wstawiennictwo św. Józefa. Wielokrotnie pielgrzymowała do jego sanktuarium w Kaliszu, gdzie przed cudownym obrazem zawierzała swoją życiową drogę i życiową drogę mężczyzny, z którym z woli Pana Boga założy rodzinę. Dała się prowadzić i zaufała Bożym wskazaniom. Swoją wiarę umacniała również poprzez członkostwo we wspólnocie „Pustynia serca”. Z kolei Adam był – jak sam siebie nazywa – „niedzielnym katolikiem”. „Co tydzień do kościoła. Trochę z tego, że tak wypadało, że tego nauczyłem się w domu. Nie byłem w żadnej wspólnocie, bo takie grupy wydawały mi się sektami. To nie były moje klimaty” – mówi Adam.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

W sercu mężczyzny zrodziła się jednak potrzeba poszukania informacji o wspólnotach katolickich. W ten sposób natrafił na filmik, w którym Tatiana z promiennym uśmiechem opowiadała o „Pustyni serca”. „Zachwyciła mnie. Na filmiku oglądałem młodą dziewczynę, która z ogromnym wdziękiem mówi o jakiejś katolickiej wspólnocie. Zaryzykowałem i napisałem do niej” – wspomina. Z kolei Tatiana opowiada: „Pewnego dnia dostałam wiadomość od jakiegoś Adama z Poznania, który napisał coś o dworcu. Później pojawiło się zaproszenie na wyjazd wspólnoty „Pustynia serca”, lekki strach i urwany kontakt.

Mróz, spotkanie i… rower

Nigdy wcześniej nie spotkali się „na żywo”. Wszystko zmieniło się blisko rok później. „To było pod koniec 2015 roku. Pojechałem kupić bilety na koncert. Kiedy wyszedłem i odpinałem rower, minęła mnie Tatiana. Początkowo nie wiedziałem, kim jest ta napotkana przypadkiem dziewczyna, ale na jej widok przez moment straciłem mowę. To było niczym uderzenie w głowę czymś mocnym” – opowiada Adam. Z tamtego spotkania Tatiana z kolei zapamiętała przenikliwy mróz i szalonego chłopaka, który w taką pogodę jeździ na rowerze.

Kwietniowa rodzina

Niespełna rok później Tatiana i Adam rozpoczęli wspólną drogę. Każde z nich miało swoją wizję, ale nigdy nie ustalali, jak dużą rodzinę planują mieć. Obojgu zależało, aby ich dom był pełen miłości i szacunku. „29 kwietnia 2017 r. w homilii wygłoszonej podczas naszego ślubu usłyszeliśmy, że weszliśmy do kościoła jako Tatiana i Adam, a wyszliśmy jako jedność – Tatiana, Adam i Pan Jezus. Te słowa towarzyszą nam w małżeństwie każdego dnia. One też pozwalają ufać, że cokolwiek by się działo, to nigdy nie jesteśmy sami, bo jest z nami Chrystus” – mówi Tatiana.

Szczególnym miesiącem dla tego młodego małżeństwa jest kwiecień. W tym miesiącu Tatiana i Adam się pobrali. Rok później, w 2018 r. urodził się Karol, a dwa lata później – Urszula. Również w tym roku kwiecień będzie dla rodziny Muzalewskich ważny…

Mała bohaterka

Przez pierwsze trzynaście tygodni nic nie wskazywało na to, że w ułamku sekundy życie rodziny Muzalewskich zmieni się o 360 stopni. Dzień, w którym po raz pierwszy rodzice usłyszeli diagnozę, zapamiętają do końca życia. Typowe w ciąży badanie diametralnie zmieniło historię życia całej rodziny. Tatiana i Adam nie załamali się po diagnozie, którą usłyszeli. „Badanie powtórzyliśmy i w zasadzie od razu rozpoczęliśmy podróże po Polsce do najlepszych specjalistów. Przy kolejnych konsultacjach lekarskich nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać. Raz diagnoza pogłębiała niepewność, raz była już światełkiem nadziei. Jedną z diagnoz była heterotaksja, czyli nieprawidłowe ułożenie narządów klatki piersiowej i jamy brzusznej” – wyjaśnia Adam.

Dramatyczne chwile rodziny Muzalewskich stały się ich siłą. „Kilkukrotnie sugerowano nam aborcję. Mówiono, że z tymi wadami Dorotka nie przeżyje albo pożyje kilka dni, miesięcy, może rok. Lekarze o naszej córeczce wypowiadali się dość oschle, zazwyczaj określali ją jako «płód», to było bardzo dołujące. Wszystko było bardzo trudne, ale ani przez chwilę nie zwątpiliśmy i nie myśleliśmy, że nasza walka o Dorotkę nie ma sensu. Wręcz przeciwnie. Ta sytuacja jeszcze pogłębiła naszą relację, staliśmy się dla siebie większym wsparciem. Co ważne, jeszcze bardziej zaufaliśmy Chrystusowi. Modliliśmy się o cud, ale jednocześnie przyjęliśmy z wiarą wolę Pana Boga wobec nas i naszej córeczki. Przecież dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

To nam udowodnił podczas kolejnego badania w Warszawie” – mówi Tatiana i wyjaśnia, że w czasie wizyty lekarz oznajmił, iż wszystkie poprzednie diagnozy nie potwierdziły się i Dorotka nie ma żadnej wady genetycznej, lecz bardzo poważną wadę serca. A to ogromna różnica. „Z jednej strony ogromna ulga, bo córeczka nie ma wad genetycznych ani heterotaksji. Z drugiej, wiedzieliśmy, że walka trwa dalej, a jej wada serca jest rzadko spotykana” – podkreśla Adam.

Bezcenna „gwiazda”

Poród Dorotki odbędzie się pod koniec kwietnia w Łodzi. Również tam dziewczynka przejdzie pierwszą, paliatywną operację. Jednak ta najważniejsza operacja, która pozwoli córeczce Tatiany i Adama zdrowo żyć, musi być przeprowadzona w Stanach Zjednoczonych. „Niestety, w Polsce operacja double switch nie jest wykonywana, mimo że mamy wielu wybitnych specjalistów. Skierowano nas do kliniki w Bostonie, która jest najlepszą w korygowaniu tej wady serca i ma największe doświadczenie. A operacja jest ryzykowna i bardzo skomplikowana” – wyjaśnia Adam.

Koszt operacji wyceniono wstępnie na milion złotych. Poprzez portale społecznościowe, zbiórki, wiadomości w mediach lokalnych i ogólnopolskich o małej „wojowniczce” już usłyszał cały świat. Mama Dorotki z uśmiechem mówi o nienarodzonej córeczce „nasza mała gwiazda”.

„W tym trudnym dla naszej rodziny czasie doświadczamy ogromnej miłości Pana Boga, która wyraża się również w życzliwości ludzi. Co chwilę Pan Bóg podsyła nam ludzi, którzy w bezinteresowny sposób chcą nas wesprzeć, podsuwają pomysły, realizują różne inicjatywy. Czasem im się wydaje, że są to małe sprawy, ale każda jest dla nas bardzo ważna” – mówi Adam.

Najlepszy reżyser…

Historia życia rodziny Muzalewskich daje nadzieję innym rodzicom, którzy znajdują się w podobnie dramatycznej sytuacji. Oni sami nie mają wątpliwości, kto kieruje ich życiem. „My, nieświadomi niczego «aktorzy» daliśmy się poprowadzić. I dzisiaj, kiedy toczymy jedną z najtrudniejszych walk, Bogu dziękuję za każdy ruch, który wykonał w naszym życiu. A przede wszystkim za mojego męża, naszą rodzinę i tak wielu ludzi dobrej woli” – konkluduje Tatiana.

Nie wiemy, jak potoczy się dalej historia serduszka małej Dorotki. Każdy z nas może jednak dołożyć swoją cegiełkę, do happy end’u.

O losach serduszka Dorotki można przeczytać na blogu „Nietypowe serce Dorotki”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Żródło:Dobre Nowiny

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content