4,3 C
Warszawa
poniedziałek, 22 kwietnia, 2024

Pilnujmy Polski – Artur Adamski

26,463FaniLubię

„Co zaniedbasz – to stracisz” przestrzegał chiński mędrzec Konfucjusz. Polacy nie raz przekonali się już o tym bardzo boleśnie.

W XVIII wieku odbieranie nam niepodległości odbywało się przy akompaniamencie słów jeszcze piękniejszych od tych, jakimi okraszone są czekające na podpis polskiego premiera nowe „Traktaty Europejskie”. Tak, jak i nad rozbiorowymi, w wysmażonych właśnie przez ludzi Berlina też aż kipi od frazesów o dziejowych koniecznościach, nadrzędnych wartościach, niezbywalnych wolnościach. Akt likwidacji Rzeczpospolitej również przedstawiany był tylko i wyłącznie jako cudowne wręcz dobrodziejstwo wyświadczane w interesie polskiego narodu, na który spływać miała nadzwyczajna łaska berlińsko – wiedeńsko – petersburskich opiekunów wielce zatroskanych naszym losem. Karty dzisiejszych traktatów też otwierają wzruszające slogany o „budowie wspólnego, sprawiedliwego europejskiego domu”. Te z roku 1795 zaczynały się od nie mniej chwytającego za serce zdania: „W imię Trójcy Przenajświętszej…” Większość brała to za dobrą monetę a ciężkiego szoku doznała dopiero wtedy, gdy wszystko było już rozstrzygnięte a spóźniony opór – daremny. Skutek był taki, że po stłumieniu niepodległościowych zrywów każdego pokolenia jeszcze ponad sto lat później Pan Młody w „Weselu” Wyspiańskiego ubolewał, że „my ciągle w psiej niewoli”. Ból bohatera dramatu był tym większy, że ową „psią niewolę” na ojczyznę sprowadzili stojący w XVIII wieku u steru polskiego państwa. Niemieccy i rosyjscy władcy cichcem wypłacili ówczesnym odpowiednikom premiera i ministrów pół miliona dukatów a ci zrobili wszystko, czego zleceniodawcy od nich oczekiwali. Włącznie z podpisaniem traktatu pełnego cudownych słów o dziejowej konieczności gwarantującej wspólne bezpieczeństwo, powszechną praworządność i ład zaprowadzający wszelaką szczęśliwość. Jak widać tradycja sporządzania kasujących naszą niepodległość aktów prawnych, nad których szlachetnymi treściami płakać można ze wzruszenia, w ojczyźnie zaborców pragnących przychylić nam Nieba ciągle ma się świetnie. Ową bezinteresownie żywioną do nas miłość głoszono wtedy nie mniej intensywnie, niż to się czyni dzisiaj i nie mniej niż dzisiaj było przekonanych o najlepszych intencjach tych, którzy ją deklarowali. Pamiętniki naszych rodaków z przełomu XVIII i XIX wieku pełne są zdumienia, że „przecież miało być tak przepięknie”, wszak „o obronę należnych nam praw” i „o wspólne dobro” chodziło a potem nagle „jakimś gwałtem niepojętym wszystko okazało się czymś zgoła innym”. Większość obywateli Rzeczpospolitej nawet nie zauważyła momentu, w którym znalazła się w „psiej niewoli”, którą jeszcze wiek później cierpieli i goście wspomnianego „Wesela” i wszyscy ówcześni Polacy.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Przeczytałem 267 punktów nowych „Traktatów Unii Europejskiej” i stąd moje ostrzeżenie: po ich podpisaniu będziemy w niewoli niewiele mniej psiej od tej, w jaką równie niepostrzeżeni strącono naszych pradziadów w XVIII wieku. Poza tym, że coś takiego, jak Polska, pozostanie na mapach, nasza państwowość stanie się pozbawioną samostanowienia fikcją. Wpływ Polaków na los całkowicie już teoretycznego państwa będzie mniejszy, niż mieszkańców zaboru austriackiego na los Małopolski po reformach Franciszka Józefa. Więcej też o wszystkich naszych sprawach do powiedzenia będzie miała rezydująca w Brukseli „Egzekutywa” niż polski sejm, senat, rząd i prezydent razem wzięci.

Doświadczenia ostatnich paru dekad zarazem pełne są przecież dowodów tego, do czego zdolni potrafią być niektórzy rządzący naszą ojczyzną. W pierwszych latach tzw. transformacji ustrojowej Polacy byli światowymi rekordzistami w skali zaufania do rządzących. Gdybyż choć promil terapii szokowej, jaką w latach dziewięćdziesiątych poddano nasze społeczeństwo, spróbował ktoś zaaplikować np. Francuzom to paryscy realizatorzy tego rodzaju pomysłów spłonęliby nie tylko razem z gmachami państwowych urzędów, ale i ich prywatnymi domami. Tymczasem nieskończenie ufni Polacy dawali wiarę zapewnieniom, że „przejściowo musi być gorzej, by potem mogło być lepiej” i posłusznie stosowali się do apeli o ponoszenie trudów „w imię odpowiedzialności za wspólne państwo”. Pod tak szczytnymi hasłami wielką część społeczeństwa zdegradowano odbierając milionom rodzin podstawy egzystencji, elementarną godność i wszelkie życiowe szanse. Kto poza nabywcami zagranicznymi czy nomenklaturowymi miał jakąś korzyść z wyprzedawania kolejnych zakładów za cenę niższą od wartości gruntów, na których stały? Przy czym ustalona cena, zwykle o śmiesznej wysokości, często wypłacana być miała w terminie odroczonym – dopiero z zysków, jakie w przyszłości nowi właściciele uzyskać mieli z eksploatowania tychże nabytków? Odpowiedź na takie pytania znają tylko osoby w imieniu naszego państwa zawierające tego rodzaju transakcje. Tak, jak też tylko one potrafią znać jakąkolwiek korzyść mającą wynikać ze sprzedaży takich np. Polskich Nagrań wraz z zasobem praw do dziesiątek tysięcy i najbardziej popularnych piosenek i narodowych pieśni w rodzaju „Czerwonych maków na Monte Cassino”. Swoją drogą niezły musiał mieć ubaw niemiecki kontrahent za psi grosz stający się właścicielem nie tylko największych polskich szlagierów, ale i utworów przez pokolenia postrzeganych jako część narodowego sacrum, przy taktach którego kolejne generacje Polaków stawały na baczność, jak przy dźwiękach hymnu. Dorywający się w Polsce do władzy arcymistrzowie totalnej wyprzedaży wielekroć udowodnili, że opchnąć, i to za grosze, potrafią dosłownie wszystko. Nie tylko przedsiębiorstwa najbardziej strategiczne i stanowiące o bezpieczeństwie państwa, nie tylko wodno – kanalizacyjne czy ciepłownicze sieci polskich miast, ale nawet skarby polskiej kultury oraz to, co dla każdego patrioty stanowi narodową świętość. Zdajmy sobie sprawę, czego w najpełniejszym słów tego znaczeniu doświadczyliśmy. Otóż doświadczyliśmy najprawdziwszej wyprzedaży naszego kraju kawałek po kawałku. W niedawnej przeszłości mieliśmy u władzy ludzi zdolnych do takich procederów. Jeśli więc chcemy, by odziedziczony po przodkach kraj nadal był nasz, nie mamy prawa ufać nikomu, kto ośmieli się podejmować podobnie nikczemne kroki. Jeśli chcemy mieć Polskę jako ojczyznę, w której jesteśmy u siebie, to musimy jej pilnować i w razie potrzeby Polski bronić. I to bronić protestami takimi, jakich obrona Polski wymaga. Czynami, na jakie nasza Polska zasługuje.

Wiele pokoleń Polaków zapisało się w naszej historii jako generacje zasłużone walką o wolność. Cały ich szereg był uciskany i eksploatowany aż dopiero roczniki, którym dane było doczekać roku 1918, nadludzkim trudem zdołały odzyskać utraconą w XVIII wieku niepodległość. My stoimy dziś przed perspektywą przejścia do historii jako ci, którzy beztrosko skarb niepodległości oddali za darmo, w interesie wyłącznie obcym oraz garstki rodzimych sprzedawczyków i zaprzańców.

Artur Adamski

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content