2,6 C
Warszawa
wtorek, 31 stycznia, 2023

Ekspertka sterowana odruchami tłumu – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Małgorzata Bonikowska należy do analityczek politycznych najczęściej wypowiadających się w mediach.

Tzw. Wikipedia informuje, że jest to „politolożka” od lat związana z ośrodkami takimi, jak Centrum Stosunków Międzynarodowych i całe mnóstwo innych. Włącznie z takimi, jak Instytut Lecha Wałęsy. I to chyba wystarczyłoby już za odpowiedź na wszystkie nasuwające się pytania. A nasuwać się one muszą, kiedy jakże często przychodzi wysłuchiwać tyrad o tym, jak to nieskończenie szlachetna i praworządna jest Unia Europejska wraz ze swoimi wszystkimi organami i chyba każdą osobą zatrudnioną w jej strukturach. Z opowieści Bonikowskiej wynika, że mityczna Bruksela to centrum niedościgłych standardów uczciwości, przejrzystości, transparentności. Słuchając Bonikowskiej nabrać można wrażenia, że także – świętości. A rząd Mateusza Morawieckiego, Prawo i Sprawiedliwość wraz z wielką częścią tego, co my tu w naszym nieszczęsnym, jakże nieudanym kraju mamy – dokładnie przeciwnie. Z tej przyczyny to Berlino – Bruksela zawsze ma rację a przedstawiciele polskiego państwa – nigdy.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Niedawno na antenie Polskiego Radia 24 pod adresem Bonikowskiej padło wreszcie kilka arcy – logicznych, najbardziej oczywistych pytań. Po dłuższej chwili milczenia Bonikowska odpowiedzieć potrafiła tylko w jeden sposób: „Wie pan, jak wszyscy wokół przekonują do czegoś, do czego ja przekonana nie jestem, to ja się wtedy zastanawiam, czy przypadkiem to ta większość nie ma racji.” Ta odpowiedź wyjaśnia wszystko. I ostatecznie definiuje wartość wszystkiego, co mówi Bonikowska. I co mówią wszyscy inni, których azymutem jest stadny odruch otoczenia. Jeśli nikt jeszcze tej pani tego nie powiedział to może ode mnie się dowie o istnieniu takiej nieznanej jej zasady, że prawda leży tam, gdzie leży a nie tam, gdzie leży wg większości. Bo gdyby tak było to by znaczyło, że rację miała większość wybierająca Hitlera, jak też większość radośnie uginająca grzbiet przed caratem, Leninem, Stalinem, Pol Potem, Kim Ir Senem. Prawda nie leży też nigdy pośrodku, bo to by znaczyło, że jeśli wg jednej opinii np. Polska leży w Azji a wg innej, że w Australii to wg tej „prawdy pośrodku” miejsce Polski wypadłoby gdzieś w okolicach Borneo. A prawda, tak jak Polska, leży nie tam, gdzie to ktoś to ustali, czy z ruchu stada wywnioskuje, lecz tam, gdzie leży. I nigdzie indziej.

Jest takie pojęcie, którego nazwa brzmi: osobowość. W przypadku rzeczywistej analizy czy prawdziwej nauki – dla osobowości liczą się tylko fakty i logiczne myślenie. Jeśli chce się być osobowością naukową czy po prostu prawdziwym analitykiem to nie może być miejsca dla uwzględniania w swym myśleniu tego, co myśli tłum i w którym kierunku zmierza owczy pęd. Bo jak ktoś ma stadne odruchy to znaczy, że nie ma do powiedzenia niczego więcej ponad to, co w głowie ma każdy z szeregowych członków stada. I niestety tylko do takiej wartości ograniczają się tzw. analizy” pani Małgorzaty Bonikowskiej.

Artur Adamski

5 KOMENTARZE

  1. Mówiąc najkrócej: beznadziejna baba nie mająca literelnie nic do powiedzenia, ale jakimś „trafem” wywindowana na stanowistka, do pełnienia których nie ma absolutnie żadnych rzeczywistych kwalifikacji.

    • Panie Arturze, obrażanie innych jest slabą strategią.
      Chętnie z Panem porozmawiam bezposrednio -moze skonfrontujemy nasze poglady?
      W swoich wypowiedziach nie bazuję na opiniach tylko na faktach. Polska nie lezy w Azji ani na Borneo tylko w srodkowo-wschodniej Europie między Rosją a Niemcami, jest czlonkiem UE i NATO. To powinno okreslac naszą politykę.

  2. Droga Pani, wypowiadając się o jakiejś mojej „strategii” „strzela” Pani tak, jak to często bywa w Pani wypowiedziach, „kulą w płot”. Ja do uprawiania żadnej strategii nie pretenduję. Mój głos na temat Pani wypowiedzi jest jedynie odruchem protestu przeciw serwilizmowi, czyli stanowisku, które Pani uznaje za słuszne w relacjach Polski z Niemcami (czy Unią Europejską, w coraz większym stopniu będącą narzędziem imperialnych niemieckich interesów). Każda ze znanych mi Pani wypowiedzi zawsze brzmi jak głos rzecznika Berlina czy Brukseli. A to przecież Komisja Europejska łamie traktaty, uzurpując sobie prawo ingerowania w obszary, na ingerowanie w które Polska w żadnych umowach nigdy nie wyraziła zgody. To, że Polska nie leży na Borneo dla mnie nie jest argumentem za tym, by Polska miała wyzbywać się swej podmiotowości. Dla mnie podmiotowość ta jest wartością ważniejszą od samopoczucia osób, dla których, jak można wnosić z głoszonych przez nie stanowisk, znaczącą wartością ona nie jest.

  3. W moich wypowiedziach nie „strzelam” tylko wyjaśniam. Przykro mi ze odbiera Pan jako serwilizm wobec Brukseli czy Berlina negatywną ocene polityki europejskiej prowadzonej przez Polskę od kilku lat, zwlaszcza że tak ją tez ocenia wiele osób z Pana obozu politycznego. Bo, obiektywnie, cóz na tym zyskał nasz kraj? Patrzę z perspeltywy polskiej racji stanu. Zajmując się UE od 25 lat wiele rzeczy w jej funkcjonowaniu mi się nie podoba, czesto mowie ze wymaga ona reformy, ze zachodnie kraje, przyzwyczajone do bycia w swoim gronie nie „przerobily” jeszcze mentalnie rozszerzenia UE. Ale jednoczesnie wiem, ze dzięki funkcjonowaniu Unii Europejskiej Polska (a nawet mała Malta czy Luksemburg) ma realny wplyw na politykę zagraniczną Niemiec czy Francji. Nie mamy takiego wplywu w przypadku Wielkiej Brytanii czy USA, ktore oczywiście są super waznymi sojusznikami, ale jednak zawsze mogą zmienic zdanie. Natomiast w UE mamy narzędzia wzajemnego roznowazenia pozycji. Powinnismy to wykorzystac aby przedstawiac argumenty i walczyc o realizację naszych propozycji – tylko trzeba je mieć. No i umieć rozmawiac zamiast się konfliktowac i obrazac naszych partnerow, tak jak Pan obraza mnie. Niemcy nie są naszym wrogiem tylko trudnym partnerem politycznym i najwiekszym partnerem gospodarczym. Komisja Europejska nie jest naszym wrogiem, ale dziala w interesie 27 panstw lącznie. Naszym wspolnym wrogiem jest teraz Rosja. Przed nami wiele wyzwań, ktorych nie rozwiazemy w pojedynke – inflacja, problemy energetyczne etc. Warto sie na tym skupić i wspolpracowac w ramach UE zamiast ją podkopywax od srodka. Jest niedoskonala, ale bez niej byloby nam wielokrotnie trudniej.

  4. „Komisja Europejska działająca w interesie 27 państw”… 🙂 … „Rosja wspólnym wrogiem” – dla Niemiec także? Dla tych Niemiec, które budowaly Nordstream? Dla tych, które dopiero w wyniku potężnych nacisków zezwoliły przelatywać nad swym terytorium samolotom transportującym pomoc dla broniącej się Ukrainy? Tym, które jeśli już coś dostarczały to przeciwczołgowe granatniki, które nie działały? Wie Pani, co znaczy iść na czołg z bronią, która nie działa? Skala takich procederów jest zbyt powszechna i zbyt bezwyjątkowa, by niemieckiej polityki nie definiować jako dywersji, mającej na celu rosyjskie zwyciestwo. Odróżniajmy zasłonę dymną słów od rzeczywistych działań i prawdziwych celów. Zresztą i ze słów nie jednego można sie było dowiedzieć. „Po co z wami rozmawiać, przecież za kilka dni was nie będzie” – zna Pani te słowa? Unia od dawna nie wyznacza prawdziwych podziałów, bo i dawno nie jest już tym, czym miała być wg jej założycieli. Polityka energetyczna – kamiennego węgla kopać nie należy, choć mniej emisyjny od brunatnego. Ale kamienny ma Polska, Niemcy brunatny – więc bez żadnych ograniczeń. „The Nature” pisał niedawno o prawdziwych przyczynach globalnego ocieplenia, oczywiście nie mającego nic wspólnego z CO2. No ale jakże to poręczne narzędzie realizacji niemieckich interesów. Jakże można tego nie widzieć!? Szczególnie po latach dziewięćdziesiątych, w których usłużnie pozbyliśmy się najcenniejszych składników naszej gospodarki, zastępując naszą produkcję i nasze biura technologiczne hurtowniami Siemensa i innych niemieckich potentatów. A kiedy zabrakło już przewagi konkurencyjnej i manipulacji „dostosowawczych” wymyśla się nowy strategiczny oręż – „politykę klimatyczną”. Mantra frazesów, którą Pani uparcie powtarza, nie jest żadną analizą opartą na faktach. To raczej jakaś upiorna satyra, o ile nie coś gorszego. Szczerze radzę przemyśleć to, co Pani wygaduje o rzekomej „Unii wspólnych interesów” czy „wspólnej polityce energetycznej”. Tak ewidentne bujdy na resorach trafiać mogą tylko do wiedzoodpornej gawiedzi. A nawet ona przekonuje się dzisiaj, jak np. ta „wspólna polityka energetyczna” wygląda, bo jakoś nie dało się ukryć kolosalnych wysokoemisyjnych inwestycji niemieckich powstających krótko po tym, jak mniejsze i mniej emisyjne polskie miały nie mieć prawa bytu. To nieco bardziej działa na wyobrażnię od doktryny „niemieckiej wyższej kultury prawnej”, skutkiem której Konstytucja RFN jest wobec prawa UE nadrzędna, ale Konstytucja RP wobec tegoż samego prawa musi być – podrzędna. Może Pani pasuje taka „Unia równych i równiejszych”, mi to nie odpowiada. I tym, czym martwię się najbardziej, jest skala nieszczęścia, jakim może być katastrofa tego tzw. „projektu europejskiego”. Katastrofa nieuchronna, jeśli UE nie przezwycięży zwyrodnienia, w którym się pogrąża i nie skoryguje kursu w stronę samozatracenia, ku któremu organizmem tym kierują jego nieszczęśni sternicy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
321SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content