-0 C
Warszawa
środa, 17 grudnia, 2025
Strona głównaFelietonNajtańsza z metod podboju - Artur Adamski

Najtańsza z metod podboju – Artur Adamski

Data publikacji

spot_img

Sun Zi, przez wielu uznawany za arcymistrza strategii wszech czasów wskazywał, że najkorzystniejsze zwycięstwo to takie, dla osiągnięcia którego nie jest konieczne wyjmowanie z pochwy miecza.

Najeźdźcy cierpliwi, przebiegli, dobrze znający swoje ofiary, o ile kluczowe spośród nich postacie zdołają zaprząc do swoich celów – wszystkie swe zamierzenia osiągnąć mogą oszczędzając światu bitewnego zgiełku. Cała sztuka w uśpieniu przeciwnika lub jego zdezorientowaniu. W tym, by podbijana zbiorowość bez reszty ufała koryfeuszom już chodzącym na niewidzialnych smyczach sterowanych przez wroga. Zawsze w zanadrzu mieć też trzeba arsenał szyderstw, jakimi szybko wyśmiać i zdyskredytować można zdolnych do rozpoznania toczącej się już gry i wzywających do obrony przed nadciągającym zagrożeniem. Jeśli więc przebiegły najeźdźca trafnie rozpozna i właściwie użyje słabe ogniwa w łańcuchu swoich ofiar a w zanadrzu mieć będzie sposoby stłumienia wszczynanych alarmów – panem podbijanej krainy zostać może zanim jeszcze dowiedzą się o tym jej mieszkańcy.

Z pamiętników naszych pradziadów przekonać się możemy, że w końcu XVIII wieku likwidacja Rzeczpospolitej przebiegła jakby najściślej według recepty tegoż właśnie wschodniego architekta cichych podbojów. Najpierw mieszkańców Rzeczpospolitej przekonano o rzekomym obowiązywaniu zasady, w myśl której jeśli ich państwo nie zagraża innym to i z ich strony jest ono bezpieczne. Nauczano, że nawet władcy ościennych mocarstw zaliczają się do obrońców interesów i wolności Polaków. Od roku Sejmu Niemego naród szlachecki oswajał się też z obecnością na ojczystej ziemi obcych garnizonów. Stąd też kiedy w roku 1795 pojawiać się ich zaczęło jakby nieco więcej – najczęściej rozumiano to jedynie jako z jakichś przyczyn liczniejsze przemarsze wojsk już przecież u nas zadomowionych i do których dawno się już przyzwyczajono . Dopiero inne flagi na urzędach, czarne a nie białe orły w ich godłach, drakońskie zmiany w prawach i podatkach wszystkim uświadomiły radykalną zmianę. Na przebudzenie z błogiego snu, w którym pogrążona była beztroska większość, było już jednak za późno. Dla większości wstrząs przyszedł dopiero po dokonaniu się tego, przed czym mniej liczni i skutecznie zagłuszani od dawna ostrzegali. Własne państwo, dziedzictwo dziesiątek minionych pokoleń, przestało właśnie istnieć.

Analogiczną strategią wykreślono granice wielu państw obydwu Ameryk czy Bliskiego Wschodu. Narody solidnie uczone w szkołach historii (czy jednak należą do nich Polacy z ich szkołami, z których już ponad trzydzieści lat temu zabrano wielką część lekcji z tej dziedziny?) mechanizm ten znają świetnie. Jacyś przybysze oferują niezłe pieniądze za kolejne składniki narodowego majątku czy kawałki ziemi. Nie wszystkim, ale ci, którzy nagle z dwóch stron mają nowych, obcych sąsiadów, zaczynają się czuć nieswojo. Jedni reagują na to oporem, ale inni dochodzą do wniosku, że warto się przenieść w miejsce nieco inne, jak to zresztą zalecają szanowani liderzy. Czyli autorytety dyskretnie acz sowicie od dawna już wynagradzane przez przybyszy z danym kawałkiem kraju wiążących własne plany. I kiedy tylko plany te osiągają odpowiedni etap – na maszty wciągane są już flagi nowych władców.

Zdawałoby się, że naród którego skórę wygarbowano takimi właśnie procederami, powinien rozpoznawać je w lot i wręcz alergicznie na nie reagować. Każdy Polak znać przecież musi straszną prawdę o pewnych naszych rodakach z XVIII wieku, o – jurgieltnikach. Czyli o członkach elit państwa systematycznie opłacanych przez śmiertelnych państwa tego wrogów. Wszak znana jest nawet kwota pięciuset tysięcy dukatów, przyjęta przez posłów, senatorów, ministrów i przez lwią część elit opiniotwórczych. Tych, w których słowa ufnie wsłuchiwała się wielka część obywateli. Rosyjskie dukaty wypłacane im były przez dziesięciolecia. Aż do dnia, w którym zadanie zostało ostatecznie wykonane. Co znaczyło, że polska państwowość przestała istnieć.

Co w państwie, które bywało już kawałek po kawałku sprzedawane a w końcu likwidowane przy aktywnym udziale dużej części swoich własnych politycznych i medialnych elit, myśleć można o sprzeciwiających się badaniu obcych wpływów? Kimże mogą być przeciwnicy sprawdzenia, czy rosyjskie dukaty znów do kogoś nie płyną od wieków dobrze przetartymi drogami? Czy nadal nie są transferowane w podobnych celach, albo czy niewidzialne nitki już nie sterują czyimiś złowrogimi działaniami? Kto i z jakich przyczyn może z tak tragicznie doświadczonej ewentualności szydzić? Któż ze znających od wieków niezmienny stosunek Rosji do Polski może przeciw temu protestować? Jakiemuż Polakowi znającemu najoczywistsze, odwieczne, przyrodzone Moskwie praktyki ostrożność taka może przeszkadzać?

Artur Adamski

Najnowsze

WIERZYĆ, CZYLI WIDZIEĆ WIĘCEJ

Zawsze zdumiewała mnie ta niczym przecież nieuzasadniona nuta dumy jakże fałszywie, ale często wyraźnie...

CZY DO POLSKI WRACA „PŁONĄCA GRANICA”?

Pożary – coraz częstsze, coraz większe i groźniejsze, włącznie z tym z Krakowa, gdzie...

WROCŁAWSKA SZTUKA MARNOWANIA SWOICH SZANS

Wpadła mi w ręce obszerna publikacja, która przypomniała mi wydarzenia, nad którymi ubolewałem dziewięć...

MISTRZOWSKI PRZEWODNIK NIEZRÓWNANEGO REKOLEKCJONISTY

Robert Barron od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych duchownych współczesnego świata. Urodził się...

Powiązane

CZY DO POLSKI WRACA „PŁONĄCA GRANICA”?

Pożary – coraz częstsze, coraz większe i groźniejsze, włącznie z tym z Krakowa, gdzie...

O RZECZNIKACH BUDOWANIA NA OSUWISKACH I PROWADZĄCYCH KU SAMOZATRACENIU

Przypisywana świętemu Augustynowi zasada mówi, że gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu – także...

RECYDYWA STALINIZMU W POLSKIM RADIU W LIKWIDACJI

Nie daję rady słuchać Polskiego Radia. Po jego zdobyciu przez pałkarzy Donalda Tuska i...
Przejdź do treści