14.8 C
Warszawa
wtorek, 21 maja, 2024

Premier w Heidelbergu – Artur Adamski

26,463FaniLubię

W ostatni poniedziałek Mateusz Morawiecki wygłosił wykład na najstarszym z niemieckich uniwersytetów. Nie od rzeczy będzie przy tej okazji przypomnieć, że pierwsza z uczelni sąsiadów zza Odry i Nysy powstała całe dziesięciolecia później od naszej krakowskiej alma mater. W swoim wystąpieniu szef polskiego rządu faktem tym się nie przechwalał, ale świadomość wielkości reprezentowanej przez niego tradycji brzmiała w każdym wątku jego wypowiedzi. Jeśli ktoś w Niemczech miał jeszcze w tej kwestii jakieś wątpliwości to po wykładzie Morawieckiego wie już na pewno – wszelkie kompleksy Polaków w stosunku do Niemców to niedorzeczność, o której w RFN należy raz na zawsze zapomnieć.

Rzadko się zdarza, by wystąpienie polityka nie będącego prezydentem Stanów Zjednoczonych, premierem Wielkiej Brytanii czy sekretarzem generalnym chińskiej partii komunistycznej odbiło się w świecie równie szerokim echem. I to bynajmniej nie w charakterze relacji o czymś odbiegającym od konwencji, ale wartego rozważenia zestawu argumentów. Wśród stanowisk najbardziej odbiegających od tych, w jakich okopani są partnerzy zza Odry, najmocniej zabrzmieć musiała kwestia nierozliczonych niemieckich zbrodni oraz ostrzeżenie przed skutkami forsowanego przez Berlin przekształcania Unii Europejskiej w superpaństwo.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Szef polskiego rządu stwierdził jasno, że to nie winnemu zbrodni przysługuje prawo orzekania o tym, czy sprawa zadośćuczynienia jest już zamknięta. Przypomniał też o kolosalnym rozmiarze polskich ofiar, braku jakiejkolwiek formy naprawienia wyrządzonych krzywd i nieistnieniu żadnych podstaw mogących stanowić o rzekomej nieaktualności polskiego roszczenia.

Komentatorzy najwięcej uwagi zwrócili na słowa o rzeczywistych źródłach tożsamości europejskiej oraz ostrzeżenia przed odchodzeniem od fundamentalnych zasad wspólnoty, wskazanych przez jej ojców – założycieli. Morawiecki przypomniał o niezbywalnym fundamencie chrześcijańskiego uniwersum, na którym po piekle straszliwej wojny drogę odbudowy wspólnego europejskiego domu kreślili Schumann, Adenauer i Gasperi. Zauważył, że obecny kierunek coraz bardziej uzasadnia porównania z budowaną niegdyś pod patronatem Związku Sowieckiego Radą Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. W niej też tętniły piękne hasła, ale aktywność większości jej członków koncentrowała się na rozpaczliwych próbach obrony przed zakusami hegemona uprzywilejowanego pozycją, pozwalającą mu nie liczyć się z nikim i z niczym. Nasz premier stwierdził niemal wprost, że egoizm Niemiec już doprowadził do wyhodowaniu tuż za wschodnimi rubieżami Unii zagrożenia o skali nieznanej od lat II wojny światowej.

Mimo, że niemiecka w większości publiczność zmuszona była do wysłuchania wielu cierpkich słów wykład premiera Mateusza Morawieckiego nagrodziła owacją na stojąco. Bezlik relacji składa się też na wniosek, że prawdziwe uznanie zyskuje się nie tanim wazeliniarstwem, jakiego polscy politycy dostarczyli Niemcom już nader wiele, lecz zasadą szacunku do sprawy, którą się reprezentuje oraz śmiałym artykułowaniem własnych racji. I to nawet takich, które słuchającym mogą być nie w smak. Trudno też nie zauważyć kopernikańskiej wręcz zmiany pozycji, w jakiej stawia się dzisiejsza Polska w porównaniu z tak niedawnymi przecież czasami, w których ustami sterników jej dyplomacji sama przedstawiała się jako brzydka stara panna bez posagu. Oddaliliśmy się o lata świetlne od czasów, w których standardem polityki III RP były hołdownicze prośby do Berlina o jeszcze bardziej zdecydowane obejmowanie nadzoru nad Europą. Mowy też już nie ma o skrajnie kompromitującym łaszeniu się wyrazami wdzięczności za niemiecką politykę, która właśnie walnie się przyczyniała do rozpętania wojny, jakiej kontynent nasz nie widział od kilkudziesięciu lat.

Tym, co w wystąpieniu Mateusza Morawieckiego docenione zostało najbardziej, było oparcie każdego wątku na opoce twardych faktów. Zamiast oferty ideologicznej zawierało ono propozycję twórczego czerpania z wielkiego a ze szkodą dla wszystkich odrzucanego dziś skarbca cennych doświadczeń. Wygląda też na to, że przynajmniej części niemieckich partnerów premier nasz zdołał uświadomić, że z prawdziwym pojednaniem możemy mieć do czynienia dopiero wtedy, gdy o jego zaistnieniu przekonana jest nie jedna, ale każda z jego stron. Nie bez pewnej racji Niemcy uchodzą za ten kawałek świata, w którym język twardych realiów miewa cenę wyższą od niezbyt uchwytnych fikcji. Swym heidelberskim wykładem Morawiecki nie pieścił dobrego samopoczucia gospodarzy. Mając jednak za mównicę uniwersytecką katedrę wszedł w tym miejscu w rolę najwłaściwszą – dał swym słuchaczom paletę tematów do solidnego przemyślenia.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content