Weronika Kostrzewa JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ

Jak tylko to się skończy”… Tak ostatnio brzmi planowanie przyszłości. Do realizacji marzeń zamierzamy przystąpić jak „to” stanie się wspomnieniem. Nie ma znaczenia, czy zakończy „to” szczepionka, innowacyjne lekarstwo czy cud. Nasze zdrowie psychiczne tych marzeń bardzo potrzebuje. Gdy człowiek powie sobie „jak tylko to się skończy, jadę w Bieszczady”, to już prawie czuje, jak mu ciąży plecak z konserwą, wodą mineralną i termosem, jest już bliski mówienia „cześć” każdemu, kogo mija na ulicy, bo już mu się zdaje, że ruszył na szlak. Jednak tak jak nie da się żyć marzeniami, bo ani rodzina, ani pracodawca tego nie zrozumieją, a marzyciel zrujnuje życie sobie i bliskim, tak nierozsądnym byłoby się pogrążyć w hibernacji na czas pandemii i jedynie wypatrywać jej końca.

W pewien sposób przymuszeni do spędzania czasu z rodziną, do uczynków miłosierdzia, do przemyślanych zakupów możemy wejść w te narzucone nam buty lepszych nas. Początkowo będzie coś uwierać, zrobią się odciski – w końcu to nowe buty – ale z czasem krok stanie się pewny i to będzie krok we właściwą stronę. Zmiana chorego świata, o którym mówił papież Franciszek, musi się zacząć od nas. Buty wyczynowe, o założenie których już dawno apelował Ojciec Święty, wcale nie muszą służyć do survivalowych misji, może raczej do cierpliwej miłości, czasu poświęconego innym, do cichego zamykania drzwi. Tam zaczyna się świętość i niech będzie nam do niej bliżej jak „to” się skończy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię