8.6 C
Warszawa
poniedziałek, 8 grudnia, 2025
Strona głównaFelietonZWYCIĘSTWO BEZPIEKI, CZYLI AGENTURA OBIEKTOWA W DZIAŁANIU

ZWYCIĘSTWO BEZPIEKI, CZYLI AGENTURA OBIEKTOWA W DZIAŁANIU

Data publikacji

spot_img

Niezmiernie rzadko, ale jednak bywa, że niedostatek wiedzy potrafi przynieść pozytywne owoce. Bez wątpienia nie jestem bowiem jedynym, który gdyby zdawał sobie sprawę z rozmiarów systemu totalnej kontroli nad społeczeństwem, wszelkie konspiracyjne aktywności być może uznałby za z góry skazane na całkowite niepowodzenie.

Mając kilkanaście lat wiedziałem, że o wielu sprawach głośno w komunistycznej Polsce mówić nie wolno. Zanim skończyłem szesnaście lat może i z tysiąc razy słyszałem ostrzeżenia, że ten czy tamten to ormowiec, inny to krewny działacza partyjnego czy milicjanta. Albo zawodowego wojskowego, co zawsze było w najwyższym stopniu podejrzane. W ciągu pierwszych kilkunastu lat mojego życia od wielu członków rodziny, od znajomych a czasem od ludzi przypadkowych (np. od starszej pani, która na przystanku tramwajowym była świadkiem tego, jak z kolegą opowiadam sobie kawały wyszydzające Sowietów) dowiadywałem się, że „wielu ludzi donosi”. I że „niektórzy w ten sposób zarabiają pieniądze, dostępują różnych przywilejów a w pracy – awansują”. Z wszystkiego tego w moich chłopięcych latach powstawał obraz świata, w którym niemała część społeczeństwa to sprzedajne szuje wysługujące się sowieckim okupantom, szkodzące ludziom, dla pieniędzy i kierowniczych stanowisk gotowe uczestniczyć w zakuwaniu Polski kolejnymi kajdanami niewoli. Z tego wszystkiego, co na ten temat słyszałem wnioskowałem jednak, że wszystkie te odrażające szuje rozlokowane są w Polsce bardzo nierównomiernie. Czyli – że w jednych miejscach (głównie w tych, gdzie fruktów więcej, a z takimi żadnego styku nie miałem) tych paskudnych donosicieli jest multum. A w innych – wielekroć mniej. Wynikał stąd błędny jak się potem okazało wniosek, że wystarczy uważać na to, co się mówi. I że są miejsca, w których można mówić swobodnie.

Istotę komunistycznego systemu zacząłem poznawać dopiero dzięki szkoleniom prowadzonym przez ludzi Solidarności Walczącej. Czyli późno – w „głębokim” stanie wojennym i na etapie, na którym byłem już uczestnikiem konspiracyjnego kursu poligrafii sitodrukowej. Wtedy wiedza pozyskiwana w czasie tych szkoleń podziałała na mnie porażająco. Była – ciężkim szokiem. Dziś o tych realiach, dla każdego zmagającego się z PRL – owskim reżimem fundamentalnych, czytać można w niezliczonych publikacjach Instytutu Pamięci Narodowej. Z dokumentacji jednego z tajnych współpracowników SB, o kryptonimie „Truskawka”, dowiadujemy się np. dzisiaj, że „odbył szkolenie z działań operacyjnych w zwalczaniu konspiracyjnych struktur młodzieżowych”. Taki był stopień profesjonalizacji i specjalizacji agentury, jaką Służba Bezpieczeństwa wprowadzała do różnych kręgów opozycji! TW „Truskawka” – od roku 1985 był znanym działaczem wrocławskiego Międzyszkolnego Komitetu Oporu. Inny ubek w sprawie swoich szkoleń, odbytych pod kierunkiem wykładowców z SB, sam się wygadał w rozmowie z włoską dziennikarką. Było to na przełomie roku 1980 i 1981 a dziennikarką tą była Oriana Fallaci przypuszczająca, że rozmawia z przewodniczącym NSZZ Solidarność, choć bliższe prawdy było to, że wywiad ten przeprowadza z TW SB działającym pod pseudonimem „Bolek”. Oriana Fallaci oczywiście szybko się zorientowała, że jej rozmówcą jest prymitywny tuman, co ją nie tylko bezbrzeżnie rozczarowało, ale i rozzłościło. Zadała więc Wałęsie pytanie: „Jakie książki pan czyta?” Na co Wałęsa odpowiedział: „Nigdy w życiu nie przeczytałem ani jednej książki”. Po usłyszeniu tej odpowiedzi – ostentacyjnego tumaństwa jej rozmówcy było dla tej włoskiej dziennikarki już za wiele. Wykrzyknęła więc zdanie, które paść wtedy musiało: „Stoi pan na czele dziesięciomilionowego ruchu a nie przeczytał pan ani jednej książki??!” Krzyk Oriany Fallaci musiał być na tyle mocny, że nawet ktoś z mózgiem Wałęsy zdał sobie wtedy sprawę, że jednak coś w swej paplaninie musi skorygować. I, ciągle jakby oszołomiony krzykiem temperamentnej Włoszki, szybko się poprawił. Wtedy to Oriana Fallaci z ust Wałęsy usłyszała zdanie: „Troszkę przesadziłem – czytałem „Psychologię tłumu” Gustawa Le Bona…” Zastanówmy się, dlaczego Wałęsa wymienił właśnie tę książkę? Jej historia jest taka, że owe dzieło klasyka psychologii do czasu rozmowy Oriany Fallaci z Wałęsą miało w Polsce tylko dwa wydania. Obydwa w nakładach bardzo niewielkich i obydwa we Lwowie – w roku 1899 i 1929. Następne, nakładem PWN, do księgarń trafiło dopiero w roku 1986, czyli prawie sześć lat po tym, jak Wałęsa przyznał się do tego, że ta książka, dostępna wówczas wyłącznie w czytelniach niektórych instytutów naukowych, była mu znana. Najszerzej – znana była agenturze SB, dla potrzeb której przedwojenne jej wydania powielano na kserografie w postaci skryptów z klauzulą „Do użytku wewnętrznego służb Ministerstwa Spraw Wewnętrznych”. Wszystkich więc łudzących się, że Wałęsa to samorodny talent nadzwyczaj uzdolniony w wygłaszaniu przemówień i oczarowywaniu tłumów – muszę rozczarować. Zbyt wiele bowiem wskazuje na to, że ów „talent” rodził się na prowadzonych przez MSW kursach, których uczestnicy szkoleni byli w oparciu o najbardziej profesjonalną literaturę.

Jak liczna była tego rodzaju agentura? Zasadniczo SB miała ją rozlokowaną w dwóch wielkich siatkach. Pierwszą była agentura adresowa a drugą – obiektowa. Zaznaczyć trzeba, że SB nie posługiwało się tu pojęciem „agenci”, lecz właśnie: „agentura”. Celem permanentnego weryfikowania wiarygodności otrzymywanych raportów w każdym miejscu SB musiało bowiem mieć co najmniej dwóch agentów nawzajem nie wiedzących o swoim istnieniu. Dzięki temu esbecy mogli się upewniać, czy otrzymywane informacje są pełne i wiarygodne. I odpowiednio się rozprawić z takim agentem, który by im przysyłał wiadomości nieprawdziwe lub pomijał w swych doniesieniach cokolwiek z tego, do informowania o czym był zobowiązany. W siedzibie wrocławskiego IPN – u zachowały się oryginalne stanowiska służące do kontroli aktualności agentury. Duża jej część bowiem przez całe lata nie miała o czym raportować. A w związku z tym, że agentów były dziesiątki czy nawet setki tysięcy – trzeba było mieć pewność, czy dany agent, który raportów nie przysyła, w ogóle jeszcze funkcjonuje. Czyli – czy się nie rozchorował, nie umarł albo nie „zbzikował”. Z najbardziej nawet milczącymi – przynajmniej jeden kontakt w roku musiał być. I czasem ten kontakt prowadził do wniosku, że w danym miejscu pilnie potrzebny jest – nowy agent.

Jeśli chodzi o agenturę adresową – zasadniczo wystarczała służąca jedynie donosami. Grunt, żeby ta agentura była w każdym bloku mieszkalnym, w każdej kamienicy, w każdej wiosce, na każdej ulicy itd. Agentura obiektowa – zainstalowana w każdym ośrodku kultury, każdym klubie (wędkarskim czy miłośników hodowli kanarków), stowarzyszeniu, każdej placówce gastronomicznej a nade wszystko – w każdym zakładzie pracy. I taka agentura, czyli obiektowa, przynajmniej w części musiała mieć kwalifikacje wyższe. Na przykład właśnie kwalifikacje trybuna wiecowego. Po to, by w razie wiecu agent taki okazał się być mówcą najlepszym i by to po jego stronie opowiedziała się większość. Rozlokowanie agentury – nie było równomierne, ale była – wszędzie. Najwięcej – na uczelniach, w mediach, w zakładach prowadzących produkcję zbrojeniową (czyli niemal cały przemysł metalowy, maszynowy, chemiczny itd.), fabrykach mających kooperantów ze świata zachodniego oraz tam, gdzie kiedyś doszło już do strajków.

Wiemy, że za decyzją o dogadaniu się ze strajkującymi w Sierpniu 1980, zamiast typowego dla komunizmu „rozwiązania czołgowego” stały dwie przesłanki. Pierwsza – że SB nie upilnowała i nagle strajków w Polsce było już zbyt wiele (istna fala strajkowa od Pomorza po Śląsk i Podkarpacie). I druga – że w wielu kluczowych dla ówczesnych wydarzeń miejscach na czele strajków stanęła komunistyczna agentura – w Stoczni Gdańskiej TW „Bolek”, w Szczecińskiej TW ‘Święty” itd. Z tej przyczyny komunistyczny reżim miał podstawy do przypuszczeń, że nad ruchem w tak dużym stopniu przez sam reżim sterowanym – uda mu się zapanować. Dzięki temu – komuniści się ugięli i powstał NSZZ Solidarność. Jak się jednak okazało już parę tygodni później – skala nowego zjawiska znów wszystkich zaskoczyła. Dziesięciomilionowy związek w zbyt dużej części nie poddawał się operacyjnym działaniom komunistycznej bezpieki. Sukcesy w obsadzaniu przez agentów SB ważnych w związku stanowisk były znaczące, ale jednak zbyt małe, by komuniści „z Solidarnością mieli spokój”. PRL – owski reżim postanowił więc Solidarność spacyfikować albo interwencją wojsk sowieckich albo stanem wojennym.

W Solidarności, jak i we wszystkich innych niezależnych organizacjach, esbeckiej agentury było jednak niestety – bardzo dużo. O jej liczebności przekonać się mogliśmy po roku 1989, kiedy to jakże wielu działaczy NSZZ Solidarność, jak i podających się za „opozycjonistów” – wystąpiło przeciw lustracji. Pierwszy rząd, samozwańczo i bez najmniejszych do tego podstaw nazywający się „niekomunistycznym”, de facto zdecydował o spaleniu milionów teczek pracy komunistycznej agentury. Przeciw próbom zlustrowania choćby tylko najściślejszych elit polskiego państwa – 4 czerwca 1992 zagłosowała WIĘKSZOŚĆ polskiego Sejmu.

Nic nie przekreśli doniosłości narodowego zrywu z Sierpnia 1980. Nic nie umniejszy wielkości tego dokonania, jakim był utworzony po tym Sierpniu NSZZ Solidarność. W roku 1992 w sposób niezaprzeczalny i dobitny przekonaliśmy się jednak, że zwycięzca jest niestety – jeden. I że jest nim agentura obiektowa Służby Bezpieczeństwa. A raczej – jej dysponenci. To oni zwyciężyli w wielkich zmaganiach z Polską i Polakami. W tych zmaganiach, w których największym, choć niestety nie ostatecznym polskim zwycięstwem był Sierpień roku 1980.

Artur Adamski

Najnowsze

WIERZYĆ, CZYLI WIDZIEĆ WIĘCEJ

Zawsze zdumiewała mnie ta niczym przecież nieuzasadniona nuta dumy jakże fałszywie, ale często wyraźnie...

CZY DO POLSKI WRACA „PŁONĄCA GRANICA”?

Pożary – coraz częstsze, coraz większe i groźniejsze, włącznie z tym z Krakowa, gdzie...

WROCŁAWSKA SZTUKA MARNOWANIA SWOICH SZANS

Wpadła mi w ręce obszerna publikacja, która przypomniała mi wydarzenia, nad którymi ubolewałem dziewięć...

MISTRZOWSKI PRZEWODNIK NIEZRÓWNANEGO REKOLEKCJONISTY

Robert Barron od lat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych duchownych współczesnego świata. Urodził się...

Powiązane

CZY DO POLSKI WRACA „PŁONĄCA GRANICA”?

Pożary – coraz częstsze, coraz większe i groźniejsze, włącznie z tym z Krakowa, gdzie...

O RZECZNIKACH BUDOWANIA NA OSUWISKACH I PROWADZĄCYCH KU SAMOZATRACENIU

Przypisywana świętemu Augustynowi zasada mówi, że gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu – także...

RECYDYWA STALINIZMU W POLSKIM RADIU W LIKWIDACJI

Nie daję rady słuchać Polskiego Radia. Po jego zdobyciu przez pałkarzy Donalda Tuska i...
Przejdź do treści