2,8 C
Warszawa
wtorek, 5 marca, 2024

Podręcznikowy bestseller – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Nigdy wcześniej nie spotkałem się z podręcznikiem, który okazałby się być podobnym fenomenem. A najbardziej niezwykłe jest w nim to, że w tym bestsellerze zaczytują się nie tylko ludzie młodzi, ale co najmniej równie często dorośli. I to tacy, którzy dawno ukończyli studia i mają za sobą wiele lat pracy jako nauczyciele, dziennikarze czy naukowcy.

Zapewne jest to porównanie bardzo niewłaściwe, ale przypominam sobie jedyny tylko przypadek podręcznika, który wzbudziłby w jakiś sposób podobne poruszenie. Wydarzyło się ono już trzydzieści lat temu za sprawą Andrzeja Leszka Szcześniaka. Najpierw, w połowie lat osiemdziesiątych, ukazała się jego „Historia dla klasy VIII”. Mówiło o niej wtedy wielu a że miałem wówczas młodszego brata, kończącego właśnie edukację w podstawówce, więc miałem i w domu słynny wtedy podręcznik. Rzeczywiście w lekturze był świetny a tym, co zaskoczyło mnie najbardziej, było jakby napomknięcie o krzywdach, jakie we wschodnich województwach II Rzeczpospolitej spotkały Polaków po 17 września 1939 roku. Z bezbrzeżnym zdumieniem zobaczyłem też wtedy, że Szcześniak napomykał nawet o Zbrodni Katyńskiej! Będąc dość świadomym mieszkańcem (bo przecież pojęcie „obywatel” w kontekście ówczesnego niby – państwa brzmi jak kpina) PRL-u wiedziałem, że nie jest to owoc jakiejkolwiek „gry z cenzurą”. Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk składał się przecież z kanalii inteligentnych i zawsze doskonale wiedzących, co robią. Jak więc należało wtedy zrozumieć to, że do podręczników szkolnych wpuszczają one odrobinę tego, co było zakazane najbardziej kategorycznie, stąd pojawiało się tylko i wyłącznie w bibule drugiego obiegu? Wraz z przyjaciółmi dyskutowaliśmy wtedy nad tą zagadką i doszliśmy do wniosku, że komunistyczny reżim zaczyna uprawiać „politykę zaworów bezpieczeństwa”. Czyli – że liczy się z rosnącym wpływem niezależnych publikacji, zagranicznych rozgłośni radiowych a także, że obawia się kolejnych fal społecznego niezadowolenia. Jak się po paru latach okazało – podręcznik Szcześniaka był też jedną z wielu zapowiedzi pieczołowicie przygotowywanej przez komunistyczne służby ustrojowej transformacji. A sam Szcześniak znów stał się sławny na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to ukazała się kolejna wersja jego podręcznika. Tym razem zamykała się ona opisem wydarzeń najnowszych, tych z lat 1989 – 1993. I opis ten doprowadził do istnej furii wielką część ówczesnych mediów i politycznych elit. Swymi recenzjami „Gazeta Wyborcza” podręcznik Szcześniaka starała się wdeptać w ziemię. Wiele „autorytetów” samozwańczych i „wystruganych z kartofla” przez tzw. „główny nurt mediów” żądało wycofania podręcznika ze szkół. Ogólnopolski wrzask ucichł wówczas chyba głównie dlatego, że do postkomunistycznych furiatów często o esbeckim rodowodzie dotarło, iż w roku 1991 rząd Jana Krzysztofa Bileckiego we wszystkich polskich szkołach zlikwidował przecież aż połowę lekcji historii. A znaczyło to, że najprawdopodobniej w żadnej nie starczy czasu na omówienie tematu, który tak wzburzył kręgi beneficjentów okrągłego stołu.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Co przed trzydziestu laty do tak wielkiej wściekłości doprowadziło post – PRL – owskie łże – elity? Chodziło dosłownie o dwie ostatnie strony tej książki. W opisanej na nich najnowszej historii Polski Szcześniak zauważył, że „lewica laicka”, która wraz z komunistami sformowała rząd w roku 1989 zawsze była bardzo ściśle rodzinnie i towarzysko związana z establishmentem PRL-u. Stąd też kiedy rząd gromko okrzyknięty jako rzekomo „pierwszy solidarnościowy” czy nawet „pierwszy niekomunistyczny” zaczął sprawować władzę to szybko doprowadziło to do wielkiego rozczarowania Polaków. I że zawód ten był tak ogromny, że skala przekonania o byciu przez „opozycję okrągłostołową” oszukanym doprowadziła do powrotu do władzy nomenklatury PZPR – u.

Rok temu furia tych samych środowisk była o całe piekło większa a ich wściekłość tym razem wywołał podręcznik prof. Wojciecha Roszkowskiego pt. „Historia i Teraźniejszość”. Mimo jednak krzyku większego od tego sprzed trzydziestu lat pozycja żadnego z obecnych „wyjców” nie jest już dziś nawet cieniem tej, jaką w Polsce mieli okrągłostołowi krzykacze z lat dziewięćdziesiątych. Ówczesne spreparowane autorytety wraz z tabunami osobników ciężko chorujących na urojenia wyższościowe miały do dyspozycji medialny quiasi – monopol. W Polsce lat dziewięćdziesiątych tylko jedno przecież środowisko miało prawo do mówienia pełnym głosem. Inni mogli sobie co najwyżej popiskiwać w swoich parafialnych gazetkach. Ten czas już jednak minął, więc na furię nienawiści wycelowanej w profesora Roszkowskiego i wydawców jego podręcznika było już komu i skąd odpowiedzieć. Mimo, że media o rodowodzie postkomunistycznym nadal stanowią w Polsce przytłaczjącą większość, to jednak nie są to już jedyne dobrze słyszalne rozgłośnie czy telewizje i nie jedyne ogólnodostępne gazety. Kiedy więc ochrypły głosy post – bolszewickich furiatów na łamach prawdziwie niezależnych czasopism czy portali internetowych zaczęła się dyskusja prawdziwa. A w ślad za nią ruszyła istna lawina dyskusji małych: towarzyskich, środowiskowych, domowych, „wakacyjno – biwakowych”. Tylko w ostatnich tygodniach byłem świadkiem lub uczestnikiem kilku. Ton wszystkich – entuzjastyczny. Najczęstsze emocje – z kategorii fascynacji. Nawet historycy, politolodzy i socjolodzy powtarzają, że „podręcznik Roszkowskiego doskonale wyjaśnia najważniejsze pojęcia i zjawiska współczesnego świata”. Książkę tę klasyfikują jako „znakomite i wręcz niezbędne kompendium”. Wśród ocen powtarza się pogląd, że „jest to dzieło niezrównane w swym profesjonalizmie i obiektywizmie”. Do tego „jest niemal wyczerpujące” a „nie ma innego w sposób równie całościowy opisujący polską, europejską i światową współczesność, pozwalając poznać i zrozumieć to, co wokół nas dzieje się dziś najważniejszego i w ogóle – istotnego”. Przynajmniej parę razy słyszałem, jak o podręczniku Roszkowskiego ktoś o naprawdę dużej wiedzy przyznawał: „Z książki tej dużo się dowiedziałem” a prawdziwi erudyci stwierdzali: „znacząco uzupełniła i bardzo uporządkowała moją wiedzę”. Niezliczoną też ilość razy spotkałem się z ludźmi, którzy nie mają już dzieci w wieku szkolnym a „Historię i Teraźniejszość” autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego kupili po prostu dla siebie.

Kiedy poprzednim razem pojawił się jakikolwiek podręcznik, który byłby nie tylko książką przeznaczoną do nauki szkolnej, ale kompendium wiedzy przez ludzi dojrzałych uznanym za dla nich wręcz niezbędne? A także wakacyjną lekturą czytaną wręcz z zapartym tchem? Ja podobnego fenomenu nie pamiętam.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
273SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content