23.4 C
Warszawa
niedziela, 19 maja, 2024

Solidarni z szowinizmem – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Kiedy z ust osoby publicznej pod adresem zbiorowości narodowej padają słowa definiujące tę historyczną wspólnotę jako złożoną z bytów nieposiadających fundamentalnych cech ludzkich, reprezentanci tak potraktowanych obywateli nie mają prawa milczeć. Na wygłaszane na antenie potężnych mediów antypolskie potwarze Barbary Engelking premier Mateusz Morawiecki odpowiedzieć więc musiał. I podziwiać należy zdolność szefa naszego rządu do stonowania reakcji na wyartykułowaną chłodno i precyzyjnie – animalizację Polek i Polaków. Na nieznany w naszej kulturze rozmiar poniżania jakiegokolwiek narodu. Na wykwit tego poziomu pogardy, do jakiego w całej naszej historii nie posuwali się nawet życzący Polakom najgorzej.

W reakcji na oczywisty i jakże spokojny protest premiera zaroiło się od wypowiedzi przepełnionych histerią, nigdy nie odnoszących się do istoty tego, co się wydarzyło i najczęściej stanowiących znaną wszystkim klasykę odwracania kota ogonem. Standardem traktowania adresatów takich listów i oświadczeń jako bezrozumnych przygłupów jest posługiwanie się zarzutem rzekomego „wyrwania słów z kontekstu”. Przypomnijmy więc, do jakiego konkretnie poglądu odnosił się premier i wyjaśnijmy, że chodzi o stwierdzenie o charakterze wartościującym naród polski. O jego lakoniczne zdefiniowanie – ontologiczne zaszeregowanie. O jednoznaczne stwierdzenie, czym (bo jak się okazuje – uważać można, że nie „kim”) są Polki i Polacy. Pełna treść tego poglądu jest następująca: „Dla Polaków śmierć to kwestia biologiczna, naturalna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to tragedia, dramatyczne doświadczenie, metafizyka”. Mamy więc do czynienia z poglądem, wg którego istnienie osoby narodowości żydowskiej polega na współwystępowaniu bytu biologicznego oraz metafizycznego, czyli duchowego. Rzecz jasna – takie stanowisko to dla każdego katolika oczywistość. Jednak w przypadku osoby narodowości polskiej – zdaniem Barbary Engelking – do czynienia mamy wyłącznie z bytem biologicznym, pozbawionym jakiegokolwiek pierwiastka duchowego.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Każdemu w minimalnym choć stopniu zorientowanemu w elementarnych podstawach naszego kręgu cywilizacyjnego znane być musi pojęcie personalizmu. Dla chrześcijan, którymi jest większość Polaków oznacza on, że linię podziału między światem ludzi a światami zwierząt, roślin i innych składników przyrody wytycza właśnie czynnik metafizyczny. Wychowani w naszej kulturze wiedzą, że dla chrześcijan tym czynnikiem, który stanowi o byciu czymś więcej, niż jedynie byt biologiczny, jest składnik metafizyczny – posiadanie duszy. Stwierdzenie więc, że „w waszym przypadku śmierć to tylko biologia” jest równoznaczne ze stwierdzeniem: „wy zaliczacie się do tej części rzeczywistości, która jest tylko biologią”. Poglądu aż tak umniejszającego wartość niektórych nacji nie werbalizowali nawet posługujący się pojęciem „podludzi”. Konstrukcja ich podłych kalumnii pozwala bowiem domniemywać, że nikczemnie bredzący o „podludziach” na myśli mieli jakiś „podgatunek” w ich mniemaniu niepełny czy jakościowo gorszy, ale jednak zaliczający się do „może i znacznie mniej wartych, ale jednak ludzi”. Natomiast głoszenie, że przedstawiciele jakiegoś narodu pozbawieni są czynnika metafizycznego, czyli że nie posiadają nieśmiertelnej duszy, jest brednią idącą niepomiernie dalej. Powiedzenie komuś: „ty nie masz duszy” jest bowiem równoznaczne ze stwierdzeniem: „nie jesteś człowiekiem”. Doprawdy trudno wyobrazić sobie pogląd nacechowany równie skrajnym – szowinizmem…

Arsenał kalumnii, jakimi miotano w Polaków w ciągu blisko już jedenastu stuleci naszych dziejów, jest naprawdę bogaty. W najdawniejszych wieków bywało, że jak innych Słowian i naszych praojców nazywano niewolnikami (miało to pewne uzasadnienie – bywali nasi rodacy przedmiotem handlu), Fryderyk II pisał o nas „Irokezi” (mnie to nie obraża – indiańskie plemię o ciekawej przecież kulturze), bolszewicy wyzywali nas od krwiopijców, niemieccy okupanci od nierogatych zwierząt hodowlanych (w emocjonalnych interakcjach, raczej nie oficjalnie głoszonych stanowiskach). Na tle wcześniejszych deprecjacji członków naszej zbiorowości pogląd wyrażony przez Barbarę Engelking jest zabiegiem degradującym nas najbardziej. I jeśli jest on wyrażany w mass medich oraz przez kogoś, kto przynajmniej formalnie nie jest byle kim, bo posiadającym naukowy tytuł przedstawicielem znaczących gremiów i instytucji, stanowczy protest jest czymś więcej, niż oczywistym. Chyba, że zamierzamy być zbieraniną niezdolną do elementarnego szacunku ani wobec siebie samych, jak też wszystkich pokoleń naszych poprzedników. Na opłakane konsekwencje pogodzenia się z własnym, jakże bezprzykładnie depresyjnym spozycjonowaniem, nie trzeba by długo czekać.

Utożsamiający się z poglądami Barbary Engelking sygnatariusze oświadczeń i listów otwartych znani są z zaliczania siebie samych do elity naszego kraju. Na szczęście, pomimo zatrudnienia w miejscach mogących się kojarzyć z prestiżem, mamy do czynienia jedynie z urojeniami, wielu służącymi za źródło dobrego samopoczucia. Strach przecież pomyśleć, jaką przyszłość mogłaby mieć zbiorowość mająca za przewodników tego rodzaju… „elity”.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content