22.8 C
Warszawa
poniedziałek, 27 maja, 2024

Polska państwem czy landem? – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Niemiecka niecierpliwość w dążeniu do zdegradowania, odarcia z podmiotowości i pozbawienia naszego kraju szans rozwoju jest naprawdę zdumiewająca. Bezceremonialność sposobiących się do roli kontynentalnego hegemona źródło ma w ultra – nacjonalistycznym kuriozum, jakimi zawsze były niemiecka oświata i wszystkie (nawet te uchodzące za lewackie) niemieckie media.

Niemcy w swoich szkołach zawsze uczyli się wszystkiego poza jednym – nigdy nie poznawali w nich najbardziej fundamentalnej prawdy o sobie samych. Żaden Niemiec w żadnej niemieckiej szkole, z żadnego niemieckiego podręcznika i z żadnej niemieckiej gazety nigdy nie miał szansy dowiedzenia się o tym, czego przede wszystkim w kolejnych wiekach dokonywały niemieckie państwo i niemiecki naród. Cały czas za to każdy Niemiec dowiadywał się o tym, jak bezprzykładnie wspaniałe jest jego dziedzictwo i co za tym idzie – że to Niemcom i tylko Niemcom należy się w Europie pozycja i znaczenie, jakie nie należą się nikomu innemu. Nie inaczej było także w byłej NRD, w której bez większych ograniczeń rozkwitały najbardziej obrzydliwe formy niemieckiego nacjonalizmu. To o nich w 1980 roku śpiewał Andrzej Garczarek, gdy w jego pieśni pt. „Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał” pojawiały się słowa o wznoszonych we wschodnim Berlinie pomnikach Fryderyków i różnych innych „pruskich kaprali”. W 1971 roku Stasi, na zlecenie Ericha Honeckera wykradło z terenu niegdysiejszego wrocławskiego cmentarza garnizonowego zwłoki jednego z największych twórców pruskiego militaryzmu Carla von Clausevitza (jego grób znajdował się mniej więcej tam, gdzie dziś jest stacja benzynowa koncernu Shell, na rogu ul. Wiśniowej i Ślężnej). Po przewiezieniu do stolicy NRD zaciekły wróg wszystkiego, co polskie i piewca idei pangermańskiej Europy został pochowany z ceremonią niezbyt głośną, ale skupiającą wierchuszkę wschodnioniemieckiej partii komunistycznej. Procesy takie nie były specjalnie ukrywane – od lat siedemdziesiątych TVP pokazywała reportaże autorstwa Borysa Siezieniewskiego o tym, jak to w Lipsku, Dreźnie czy w samym sercu „socjalistycznego Berlina” przywracane są pomniki Fryderyka II i że wracają do łask nawet tradycje Zakonu Najświętszej Marii Panny. Tego samego, który po sfałszowaniu aktów nadania Ziemi Dobrzyńskiej dokonał napaści i ludobójstwa na Pomorzu Gdańskim, stając się największym zagrożeniem dla Polski i Litwy. Tego samego, od którego wzięły symbolikę niemieckie wojenne czołgi i samoloty z lat wszystkich zbrodniczych wojen i którą Bundeswehra posługuje się także dziś.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Można by zadać pytanie, dlaczego Niemcy od wieków tak uparcie trzymają się tradycji bez reszty utkanej z wprost niesłychanie podłych zbrodni. Mają przecież i inne jej wątki. Odpowiedź jest prosta. Od zarania niemieckiego systemu edukacji kolejne pokolenia Niemców nie uczą się żadnej historii, lecz wyłącznie bajek i legend. Tego chciały wszystkie kolejne wcielenia niemieckiej państwowości. Od początku niemieckiego systemu szkolnego Polska w programach niemieckich szkół była zjawiskiem nieistniejącym. A o to, żeby rzeczywiście przestała istnieć, troszczył się nawet sam Johann Wolfgang Goethe, przez pruskie władze zatrudniony jako autor planów doszczętnego wymazania polskości i urzędnik w randze ministra, stojący na czele armii funkcjonariuszy powołanych do realizowania tego celu. Wraz z końcem roku 1918 dla nazwania Polski ukuto pojęcie „państwo sezonowe”. Od września 1939, mordując średnio dwa i pół tysiąca Polaków dziennie państwo niemieckie głosiło, że „sezon” ten już się skończył. Od roku 1945 pojęcie polskiego „państwa sezonowego” powróciło, choć raczej do języka potocznego, niż do propagandy. Ta ideę tę wyrażała innymi sposobami. Należało do nich uparte nazywanie niemieckich obozów zagłady – polskimi a także drukowanie map, wg których blisko połowa terytorium państwa polskiego to jedynie „obszar pod tymczasową administracją polską”. Wg absolutnie wszystkich map drukowanych czy to dla szkół, atlasów drogowych, biur podróży czy linii lotniczych Polska była tylko kadłubkiem pozbawionym ziem zachodnich i północnych. Żadne mapy przedstawiające rzeczywisty kształt granic aż do roku 1991 w RFN, Berlinie Zachodnim czy Austrii nie były drukowane. A szkoły, bez końca opowiadające o „niezawinionych cierpieniach niemieckich wypędzonych” nie uczyły niemal niczego na temat niemieckich zbrodni dokonanych na Polakach. Sam prezydent RFN Roman Herzog, uniwersytecki profesor prawa i historii, na obchodach 50 rocznicy Powstania Warszawskiego wygłosił przemówienie na temat powstania w getcie żydowskim. Jak się nieopatrznie sam potem przyznał – o jakimkolwiek innym powstaniu, mającym miejsce w polskiej stolicy, nigdy wcześniej nie słyszał. Jakże wiele to mówi o naszych sąsiadach zza Odry! Można wymordować setki tysięcy ludzi, stolicę państwa o tysiącletniej historii zamienić w wypaloną pustynię a potem uczynić to faktem bez znaczenia. Faktem nieznanym nikomu, nawet elicie państwa o takim dziedzictwie, nawet profesorom historii, nawet prezydentowi tego państwa.

Naród uformowany kłamstwem, mający w swoim dorobku największe zbrodnie w dziejach świata, ale nigdy z tymi zbrodniami nierozliczony i nie mający o tych zbrodniach pojęcia, musi być narodem bardzo ciężko chorym, narodem niebezpiecznym. Brak wiedzy o swej przeszłości, brak rozliczenia ze straszliwą przeszłością i zamiast tego – potęga fałszywego mitu i duma z rzekomych osiągnięć. Rzekomych, bo opartych na grabieży i zbrodni – fundamentalnym czynniku wszystkich po 1945 roku sukcesów Niemiec. Co z tego może wyniknąć…? Na razie forsowany jest cały zestaw gruntownych reform, które rękami organów Unii Europejskiej wydrzeć mają Polsce kontrolę nad stanowiącymi blisko 30% naszego terytorium obszarem polskich lasów. Upośledzanie polskiego rozwoju polegać ma też na uniemożliwieniu regulacji rzek, zalaniu morzem ponad tysiąca kilometrów kwadratowych Żuław Wiślanych i wielu tysięcy kilometrów kwadratowych terenów rolniczych na terenie całej Polski. Nasza energetyka opierać się ma na kuriozach wymyślanych w Niemczech a budowa nowoczesnych polskich elektrowni ma być zakazana. Listę podobnych obostrzeń, sprowadzających się do jednego – totalnego degradowania naszego kraju, można by wyliczać jeszcze długo. Dużo w tym zakresie już się zresztą wydarzyło. Wiemy przecież dziś już na pewno, że od roku 1989 rząd RFN niemal otwarcie powołuje w Polsce swoich własnych polityków, całe posłuszne mu partie i samorządy, niezliczone ośrodki opiniotwórcze. Jeśli jesienią wybory wygrają niemieckie marionetki – Niemcy z Polską będą mogły zrobić wszystko, co zamierzają.

Wg eurodeputowanego Jacka Saryusza – Wolskiego tym, co najgroźniejsze, są jednak forsowane obecnie przez Berlin zmiany unijnego prawa. Idą one tak daleko, że ich wdrożenie oznaczać może jednoznaczne przekreślenie naszej niepodległości. Jak stwierdził polski poseł z Grupy Konserwatystów i Reformatorów: „Trwają zmagania o to, czy Polska pozostanie państwem czy też stanie się jedynie – landem”. Dodajmy, że landem najgorzej traktowanym, odartym ze swej narodowej i historycznej tożsamości i tak biednym, że opuszczanym przez oduczane w nim polskości pokolenia pragnących żyć a nie wegetować.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content