4,6 C
Warszawa
poniedziałek, 26 lutego, 2024

„W CUDZYCH DOMACH” – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Pod takim tytułem („In den Hausen der anderen”) ukazała się w RFN książka Karoliny Kuszyk, wcześniej przez wydawnictwo „Czarne” opublikowana pod tytułem „Poniemieckie”. Premiera miała miejsce w słynnym, utworzonym z inicjatywy Eriki Steinbach berlińskim Muzeum Ucieczka Wypędzenie Pojednanie. Potężnie nagłośniona przez media spotkała się z przyjęciem bardziej, niż entuzjastycznym. Mimo, że od pojawienia się w księgarniach minęło ledwie parę miesięcy, autorka już uhonorowana została pierwszymi nagrodami. Spodziewać się jednak można, że to dopiero początek zachwytów, laurów, triumfów i wszelkiego rodzaju trofeów, jakimi będzie obsypywana autorka „W cudzych domach”.

Dość znamienny jest pierwszy z wawrzynów, przyznanych Karolinie Kuszyk. Jest nim bowiem Nagroda im. Artura Kronthala. Warto wiedzieć zarówno kim jest patron owej nagrody, jak też czym jest instytucja honorująca bonusami jego imienia. Kronthal był urodzonym w 1859 roku Prusakiem pochodzenia żydowskiego, który korzystając z niemieckich programów osadnictwa w Wielkopolsce (finansowe zachęty sprawiły, że w krótkim czasie odsetek Niemców w niektórych naszych miastach sięgnął 50%) przeniósł się z Berlina do Poznania. Zajmował się w nim przede wszystkim dowodzeniem „odwiecznej niemieckości Wielkopolski”. Do jego publikacji należą dzieła takie, jak np. „Poznań oczami Prusaka wzorcowego” czy całe cykle poświęcone rzekomo z gruntu niemieckiej historii Poznania i jego zabytków. Sławę przyniosło mu np. „udowodnienie”, że orzeł z wieży poznańskiego ratusza nigdy nie miał związku z tradycją polskiego państwa i narodu. Nagrodę imienia Kronthala przyznaje Komission fur die Geschichte der Deutschen in Polen, specjalizująca się głównie w dokumentowaniu niemieckiego dziedzictwa na Wschodzie, ze szczególnym uwzględnieniem „niemieckiej historii prowincji poznańskiej”. Instytucję tę w roku 1950 w Hesji zakładał przede wszystkim Gotthold Rhode – za Hitlera funkcjonariusz NSDAP w randze Sondernfuhrera, jeden z najbliższych współpracowników osławionego ludobójstwem i największymi grabieżami polskich dzieł sztuki gubernatora Dystryktów Kraków oraz Galicja Gruppenfuhrera Ottona von Wachter. Równocześnie, od kwietnia 1939 aż do maja 1945 Rhode był referentem do spraw polskich w Instytucie Europy Wschodniej we Wrocławiu. Tym samym, który walnie się przyczynił do stworzenia Generalplan Ost. Rhode (który zmarł w Moguncji dopiero w roku 1990) do końca życia nie ukrywał zresztą, że „zawsze dążył do umacniania niemieckości na Wschodzie”.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Niemieckie zachwyty książką Karoliny Kuszyk nie mogą dziwić. Już jej tytuł przecież sugeruje, że Polacy z tzw. Ziem Odzyskanych mieszkają „w cudzych domach”. Czyli jakby „nie są u siebie”. A tytuł to dopiero początek tych obrazków Polski i Polaków, których Niemcy łakną najbardziej. Za filmy z takimi obrazkami ich twórcy na Berlinale automatycznie mają przecież zapewnionego przynajmniej Srebrnego Niedźwiedzia. Podobnie przedmiotem uwielbienia i damą czy kawalerem całego strumienia medali zostaje każdy, kto zasłynie „bonmotem” w rodzaju: „W czasie okupacji bardziej bałem się Polaków niż Niemców”. Wśród ludzi pióra odkrywcą tej prawidłowości był Andrzej Szczypiorski. Po opublikowaniu powieści, w której ofiary niemieckiego terroru swą podłością ścigają się z funkcjonariuszami Gestapo grafomański gniot tego funkcjonariusza PRL-owskiego aparatu propagandy a następnie tajnego współpracownika UB i SB stał się bestsellerem bijącym rekordy zarówno pod względem rozmiaru sprzedanych nakładów, jak też wysokości autorskich honorariów i ilości przyznanych nagród. Widząc odkrytą przez Szczypiorskiego prawidłowość do realizacji niemieckiego zapotrzebowania już dawno rzucili się inni. Czasem nie poprzestając nawet na produkowaniu kolejnych doskonale wstrzeliwujących się w oczekiwania książek, ale tworząc całe firmy wydawnicze o odpowiednim profilu. Z niemieckiej strony nigdy nie spotyka ich rozczarowanie.

Przymusowe wyrwanie ze stron rodzinnych i znalezienie się w przestrzeni w dużej mierze obcej było doświadczeniem wielkiej części Polaków. Z ojczyzny przodków wyrzucono miliony mieszkańców wschodniej połowy terytorium II Rzeczpospolitej. Nie miały też dokąd wracać setki tysięcy więźniów niemieckich obozów. Nie raz słyszałem też wstrząsające wyznania niegdysiejszych warszawian, dla których ich rodzinne miasto w roku 1944 było już jedynie miejscem, w którym Niemcy wymordowali ich rodziny. W ich przypadku zamieniona w pustynię polska stolica na zawsze by

już miała wyłącznie wspomnieniem masowego mordu. Do końca życia pozostawała „zabudowanym cmentarzem” (nigdy nie zapomnę wstrząsającego tembru głosów wypowiadających takie właśnie „poniemieckie” imię Warszawy). Swoje życie odbudowywali więc na innych gruzach, np. wrocławskich. Czytając książkę Karoliny Kuszyk przychodziło mi do głowy pytanie o to, jak odebraliby ją ci, którzy mówili o sobie: „jesteśmy ocaloną resztką”. I może dobrze, że nie doczekali czasów, w których spod polskiej ręki wychodzić potrafią wytwory w rodzaju „W cudzych domach”. Pierwsze, co można powiedzieć o autorce tej książki to oczywiście porażająca skala ignorancji. Ubolewając nad losem niemieckiego dziedzictwa Ziem Zachodnich i Północnych niemal nie zauważa ona historycznego kontekstu. Nie jest więc skłonna dostrzec, że ci, którzy od roku 1945 stawali się dysponentami niemieckich nieruchomości i ruchomości są narodem przez niemieckie państwo skazanym na eksterminację. O sytuacji tych ludzi w wierszu pt. „Ocalony” Tadeusz Różewicz pisał jako o szczęściarzach, którzy przeżyli mimo, że już prowadzono ich na rzeź. Kiedy będąc nastolatkiem zetknąłem się literackim świadectwem Różewicza wcale mnie ono nie zaskoczyło. Od najmłodszych lat znane mi było wspomnienie mojego ojca, który po powrocie z okupacyjnej poniewierki dowiedział się, że z grona pedagogicznego jego szkoły wojnę przeżył tylko jeden nauczyciel. Urodziłem się dziewiętnaście lat po wojnie a podobnych opowieści usłyszałem bez liku. Tymczasem z książki pani Kuszyk dowiadujemy się przede wszystkim o cierpieniach Niemców, o smutnym losie cmentarzy, jakie pozostawili w Szczecinie czy Legnicy. Zupełnie tak, jakby szukający jakiegoś dachu nad głową naród polskich niedobitków w latach opłakiwania śmierci najbliższych, w czasach nędzy i głodu nie miał do roboty niczego bardziej pilnego od otaczania troską niemieckiego dziedzictwa. Na jakże licznych stronach tej książki spotykamy się też z relacjami prowadzącymi do wniosku, że pojawienie się Polaków nad Odrą czy Nysą było czymś na kształt zderzenia dzikich hord z nieznanym im światem wysokorozwiniętej cywilizacji. Jedna z opowiastek przywołuje np. zabawę, polegającą na wożeniu przez dzieci na saneczkach zwłok wydobywanych z grobowców. Uwierzyć mi w coś takiego trudno, ale też nie mam podstaw do zanegowania wydarzenia opisanego w książce pani Kuszyk. Dziwi mnie jednak, że dając wiarę takim relacjom pisarka nie zdobyła się na refleksję nad przyczynami, na gruncie których wykwitnąć mogły tego rodzaju wynaturzenia. Nad zaplanowaną i konsekwentnie przez Niemców realizowaną zagładą nie tylko wszystkich Polaków choć trochę wykształconych. Nad postanowieniem, wg którego Polakowi dostępne mogą być co najwyżej kwalifikacje cieśli, ale już nie stolarza. Nad szeregiem lat wszechobecnego zadawania przez Niemców śmierci. Nad dorastaniem młodego pokolenia w takich właśnie realiach. Zamiast tego mamy tyrady o czcigodnych Niemcach oraz ich niezawinionym cierpieniu. I o pozbawionych sumienia Polakach skupionych na grabieniu i niszczeniu. Polakach stanowczo zbyt prymitywnych, by być zdolnymi docenić i racjonalnie korzystać z tego, co im po sobie pozostawili Niemcy.

„In den Hausen der anderen” Karoliny Kuszyk to kwintesencja wszystkiego, co niechętni Polsce Niemcy chcieliby czytać o sobie i oczywiście – o Polakach. Niemiecki odbiorca znajdzie w tej książce dobitne potwierdzenie wyznawanej przez niego wersji historii XX wieku a każdy negatywny stereotyp Polaka za sprawą tej lektury zostanie nie tylko „udowodniony”, „udokumentowany”, ale też ugruntowany i wzbogacony obrazkami, na stworzenie których trzeba było naprawdę nielichej wyobraźni. Triumfalny pochód autorki i jej dzieła jest więc bardziej, niż pewny. Deszcz nagród i wszelakich korzyści – zagwarantowany.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
273SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content