2,4 C
Warszawa
czwartek, 2 lutego, 2023

W oparach kłamstwa – Andrzej Bafalukosz

26,463FaniLubię

Tegoroczny listopad oszukał nawet przyzwyczajonych do łagodnej jesieni Greków, obdarzając kraj wysokimi ponad dwudziestopięciostopniowymi temperaturami, pozwalając na dość beztroskie korzystanie ze spacerów i przebywanie na świeżym powietrzu podczas wypadów do ulubionych tawern i kawiarni.

Tę relaksową atmosferę zakłóciły, jak co roku obchodzone 17 listopada, rocznice protestów studenckich na Politechnice Ateńskiej w 1973 r. Po złożeniu zwyczajowych wieńców i kwiatów przed wejściową bramą uczelni tworzony przez organizatorów pochód przemierza rutynową kilkukilometrową trasę w kierunku amerykańskiej ambasady, by wykrzyczeć tradycyjne antyamerykańskie i antykapitalistyczne hasła, po czym część demonstrantów rozchodzi się do domów, lecz dla wielu rozpoczyna się dopiero również tradycyjna „zadyma”. Zamieszki trwają czasem do świtu, a skutkiem ich są najczęściej zniszczone witryny sklepowe, ”walająca się” wszędzie wyrwana kostka brukowa i nierzadko spalone samochody. Taki „krajobraz po bitwie” wymusza na władzach za każdym razem wyłączanie centrum Aten z normalnego ruchu, a mieszkańców i właścicieli do zamykania na kłódkę i barykadowania znajdujących się w tym rejonie lokali i mieszkań. Wydarzenia sprzed prawie 50-ciu lat, jakie miały miejsce na Politechnice Ateńskiej podczas rządów tzw. „junty pułkowników” są nie tylko ważnym epizodem historycznym, ale też wartą głębszej analizy ilustracją propagandowego i politycznego w sensie osobistych karier zdyskontowania dość istotnego, ale nie decydującego faktu. Obrazek, jaki utrwalił się z tego zdarzenia, to kilkuminutowe, nagrane z ukrycia, staranowanie głównej bramy uczelnianej przez czołg sił reżimowych. Okupują- cych przez trzy dni studentów, wraz ze wspomagających ich reprezentantów różnych głównie lewicowych środowisk, wyprowadzono, a niektórych zaaresztowano. Na mieście doszło do wielu utarczek z policją, użyta została broń, co niestety poskutkowało co najmniej kilkunastoma ofiarami śmiertelnymi osób cywilnych. Wokół całej tej tragicznej historii niemal od początku zaczęły krążyć różne opowieści i relacje niby naocznych świadków wypaczających fakty, czy wręcz będących zmanipulowanymi informacjami, a nawet ordynarnymi kłamstwami. Pierwszy z tych nieprawdopodobnych do dziś podtrzymywanym mitów jest twierdzenie, jakoby ta kilkudniowa rewolta studencka obaliła wojskowy reżim, czy też w bardziej umiarkowanej interpretacji, przyczyniła się do upadku junty siedem miesięcy później. W rzeczywistości w listopadzie 1973 r. rządząca krajem od 1967 r., po zamachu stanu, wojskowa junta znacznie złagodziła swoją dyktaturę i uznając kraj bezpieczny od komunistycznych wpływów powołała rząd cywilny i programowała na początek przyszłego roku wybory, choć wielu obserwatorów w tym czasie miało wątpliwości, czy będą one w 100% wolne. Pułkownik Jeorgios Papadopulos, główny protagonista zamachu stanu z 21 kwietnia 1967 r., został wybrany na prezydenta państwa. Po wydarzeniach 17 listopada dyktator Papadopulos został również w drodze puczu usunięty przez twardogłową radykalną frakcję skupioną w wojskowej służbie śledczej (greckie WSI) dowodzonej przez Dimitrisa Joanidisa. Nowa ekipa ani myślała o demokratyzacji kraju, natomiast próbowała wzmocnić swą polityczną pozycję poprzez przyłączenie Cypru do Grecji w pierwszym działaniu organizując zamach na arcybiskupa Cypru Makariosa. To z kolei sprowokowało Turcję do inwazji na Cypr i zajęcie niemal pół wyspy przy bierności greckiej armii. W tej sytuacji geopolitycznej i z braku jakiegokolwiek zewnętrznego poparcia w czerwcu 1974 r. grecka junta upadła. Drugim, nawet nie mitem a po prostu kłamstwem, są rozpowszechniane i do dziś powtarzane informacje o zabitych studentach i innych cywilach przez wojsko na terenie Politechniki. Jak zaznaczyłem wcześniej postrzeleni śmiertelnie lub ranni byli w różnych dzielnicach, a to wskutek użycia broni przez policję podczas różnych starć ulicznych, ale z uczelnią niewiele miały wspólnego. Oczywiście były to informacje grubo przesadzone, mówiono m.in. o masowych grobach koło cmentarza w jednej z dzielnic. Rok po tych wydarzeniach pewien młody człowiek na bramie uczelni umieścił zdjęcie młodej, pięknej dziewczyny z pisemną prośbą o jakąkolwiek wiadomość postrzelonej owego pamiętnego dnia Ilieny Asimakopulu (tak podobno nazywała się dziewczyna). Szkic dziewczyny ukazał się w wielu ówczesnych mediach wywołując ogromne wzruszenie mieszkańców Aten dopóki się nie wyjaśniło, że cała ta historia została wymyślona przez młodzieńca, a urodna dziewczyna ze zdjęcia jest co prawdą osobą jak najbardziej realną, ale jest to mieszkanka Wlk. Brytanii i do tego znana nowozelandzka modelka występująca często w reklamach. Ostatecznie wnioski z prokuratorskiego śledztwa z 1975 r. zawierają liczbę 12 potwierdzonych postrzelonych, z których większość była przypadkowymi ofiarami tzw. zabłąkanych kul czy rykoszetów. Inne wiarygodne badania mówią o dwukrotnie większej liczbie. Mimo, że jest udowodnione, iż nie użyto broni i nikt na terenie Politechniki nie zginął, do dziś wersja o „masakrze” jest rozpowszechniana również w szkołach podczas lekcji historii. Ogólnie rzecz biorąc wielu postreżimowych polityków mocno zadbało o swój wizerunek bohaterskiego oporu wobec wojskowej junty przez 7 lat jej rządów. Tymczasem, jak twierdzi jeden z naocznych świadków, gdyby 1/4 z tych, którzy później chodzili w glorii opozycjonistów rzeczywiście przeciwstawiała się, to junta nie wytrzymałaby nie 7-miu lat, ale nawet 7-miu dni. Oczywiście rządy „pułkowników” nie były liberalną, dobroduszną i wyrozumiałą władzą. Raczej odwrotnie. W pierwszych dniach po objęciu władzy zawieszono działalność parlamentu, zdelegalizowano polityczne partie, wprowadzono cenzurę itp. Natomiast należy pamiętać, w jakich czasach i w jakiej sytuacji miały przebieg te zdarzenia. Trwała zimna wojna i walka o utrzymanie kraju w orbicie tzw. demokratycznego świata przy wzrastającym zagrożeniu ze strony różnych grup i kręgów spod znaku „czerwonej gwiazdy”. W greckiej przestrzeni politycznej krążyło coraz bardziej odczuwalnie widmo anarchii, a nawet implozji państwa. Społeczeństwo greckie miało jeszcze świeżo w pamięci okrutną i bezwzględną wojnę domową jaka toczyła się bezpośrednio po zakończonej niemieckiej okupacji w latach 1946-1949. Stąd pragnienie spokoju i względnej stabilizacji, jakie wiele krajów zachodniej Europy doświadczały zwiększając znacznie poziom swego dobrobytu oczywiście pod ochronnym, militarnym, amerykańskim parasolem, o czym mało kto pamięta. Również mało kto wspomina czy przytacza fakt, że zorganizowane w 1968 r. referendum konstytucyjne przez rząd Papadopulosa, w którym wzięło udział prawie 80% uprawnionych, uzyskało poparcie ponad 90% głosów. Nawet w Wikipedii zaznacza się, że mimo pewnych wątpliwości co do procesu wyborczego, to jednak większość społeczeństwa w tym zakresie poparła juntę. Jednakże ten artykuł nie o (ciekawej skądinąd) historii Grecji przełomu lat 60- tych i 70-tych traktuje, a raczej stanowi asumpt do refleksji nad manipulacją historii, relatywizacji faktów i legendowaniu osobistych osiągnięć ułatwiających przede wszystkim polityczne kariery. Znamy to oczywiście i z własnego „podwórka”. Kłamstwa, półprawdy, oszczerstwa, konfabulacje, krętactwa itd. to rzecz jasna znany oręż w prowadzeniu działalności politycznej (nie tylko w biznesowej też popularny) używany zgodnie z zasadą, że cel uświęca środki. We współczesnych mediach, zwłaszcza tych społecznościowych, kłamstwo jest wszechobecne i niekontrolowane. Różne logarytmy używane m.in. w Facebooku czy You Tubie „wycinają” niepoprawne politycznie teksty i nie reagują na stek kłamstw, a raczej wzmacniają to drugie. Niestety wielu polityków i dziennikarzy również świadomie posługuje się tą bronią mijając się nie tylko z prawdą, ale też ze swoją społeczną misją. Symbolem cynicznej manipulacji i bezwstydnego kłamstwa jest w Polsce niedawno zmarły Jerzy Urban. Rzecznik prasowy rządu W. Jaruzelskiego podczas stanu wojennego zapisał się na kartach współczesnej historii Polski jako człowiek amoralny i jednocześnie błazen żonglujący faktami w sposób kolidujących ze zdrowym rozsądkiem, jak to się potocznie określa, „wywracając kota ogonem”. Po 1989 r. został propagatorem tzw. „panświnizmu”, „zapaskudzając” wszelkie wartości moralne i etyczne. Niestety stał się guru dla nie tak małej liczby zwolenników. Jego naśladowcami są m.in. Palikot i Niesiołowski. Urban pomimo swej „wymiotnej” aktywności był człowiekiem przewidywalnym i w pewnym sensie otwartym. Wiedzieliśmy z kim mamy do czynienia nie mając złudzeń co do jego charakteru. Starego capa na odległość było czuć sadomasochistyczną perwersją i samozadowoleniem z szerzenia nikczemności i łajdactwa.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Warto się zastanowić, czy nie gorsi są ci, których postępki są sprzeczne z ich słowami. Jeśli ktoś mówi, że zawsze kochał Polskę i się jej poświęcił, a jednocześnie jest ona dla niego nienormalnością, i dla której nie zrobił dosłownie nic, do tego wraz ze swymi współtowarzyszami szkodząc jej na forum międzynarodowym, to czy obłudnik nie przerasta drania? Jak powiedział znakomity dramaturg Tennessee Williams („Kotka na gorącym dachu”, ”Tramwaj zwany pożądaniem”) „Jedyną rzeczą gorszą od kłamcy jest też kłamca będący jednocześnie hipokrytą”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
321SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content