2,4 C
Warszawa
czwartek, 2 lutego, 2023

Najważniejsze, by w sercu mieć Polskę – Rozmowa z dr Pawłem Zyzakiem, konsulem generalnym Polski w Chicago – Marek Bober

26,463FaniLubię

W 2009 r. odwiedził Pan po raz pierwszy Amerykę, a dokładnie Chicago. Był Pan wtedy bardzo młodym człowiekiem, ale już interesującym się Stanami Zjednoczonymi. I jakie miał wyobrażenia o USA i Polonii?

– Wyobrażałem sobie Polonię jako bardziej jednolitą strukturę, która w ważnym historycznie momencie, w sposób naturalny, jednoczy się wokół konkretnej idei. Dopiero obcując z Wami poznałem koloryt życia polonijnego oraz liderów, działaczy i ich rodziny, dziennikarzy czy duchownych z krwi i kości, i te dziesiątki wydarzeń, spraw i problemów, jakie składają się na obraz życia Polonii między tymi historycznym momentami.

Dr Paweł Zyzak w swoim gabinecie. 6 września 2022 roku objął stanowisko Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej
w Chicago. „W Chicago i na Środkowym Zachodzie gościłem dotąd jako badacz i autor prac historycznych – mówi.
– Spotkania z Polonią, ciekawe i inspirujące, mocno zapadły mi w pamięć. Jest mi niezmiernie miło, że teraz, w tej nowej
roli, będę miał możliwość pracować tak z Państwem, jak i dla Państwa.”
Konsul Paweł Zyzak podczas Mszy św. w kościele św. Franciszka Borgii ingerującej nowy rok szkolny 2022/2023 w Polskiej
Szkole im. 7. Eskadry Kościuszkowskiej przy Konsulacie Generalnym RP w Chicago (10 września).
Konsul Generalny Polski Paweł Zyzak podczas spotkania i sympozjum polskich żołnierzy-weteranów z członkami Gwardii
Narodowej stanu Illinois, które odbyło się we wrześniu br. w bazie w Marseilles, IL
Fot.: Brian Ellison / Illinois National Guard.
- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

– Co spowodowało, że zechciał Pan zostać konsulem generalnym RP właśnie w Chicago?

– Niepowtarzalna okazja uzyskania wpływu na to, co do tej pory tylko śledziłem, badałem i opisywałem: dzieje Polonii, relacje polsko-amerykańskie i świadomość społeczeństwa amerykańskiego, jeżeli chodzi o polskie dziedzictwo historyczno-kulturowe oraz bieżące priorytety.

– Rola konsulatu sprowadza się zasadniczo do dwóch rzeczy: obsługa obywateli Polski w 10 stanach Midwestu oraz kwestia reprezentacyjna, czyli uczestnictwo samego konsula generalnego lub jego podwładnych w różnego rodzaju wydarzeniach. I zapewne już Pana o to pytano, więc i ja zapytam: co się zmieni? A może nic się nie zmieni?

– Obsługa obywateli polskich, ale również polonijnych, zainteresowanych naszą ofertą, może być wielkim atutem konsulatu generalnego. Już poprzez sprawną obsługę, dobrą politykę informacyjną i ułatwienia logistyczne, np. pod postacią dyżurów konsularnych, może on ułatwić pracę swojemu urzędowi i podwładnym, jak i klientom. Wzmocnić reputację, dzięki czemu łatwiej będzie uczynić ją miejscem integrowania Polonii, celem choćby budowania jej znaczenia we wspomnianych przez Pana stanach. Kwestie reprezentacyjne uważam za istotne, co widzę po owocach własnej aktywności. Społeczności polonijne czują się docenione i dowartościowanie prostą obecnością przedstawiciela państwa polskiego. Natomiast nie chcę na reprezentowaniu poprzestawać. Pomiędzy owymi weekendowymi zwykle wydarzeniami polonijnymi powinna odbywać się wspólna praca polegająca na rozwiązywaniu problemów, które Polskę i Polonię trapią obecnie, np. słabnącym znaczeniem politycznym Polonii oraz zanikaniem języka polskiego i polskiej kultury w młodszych jej generacjach.

– Polonia w Pańskim okręgu ma dwa duże ośrodki: Chicago i Detroit. Czy będzie Pan pamiętał – i co zamierza ewentulanie zrobić – o Polonii np. w Minneapolis czy St. Louis?

– Oczywiście. W ten weekend odbędzie się dyżur konsularny w Minneapolis. Niedawno zakończył się w Hamtramck. Dyżury to dobra sposobność, by poznać lepiej miejscowy żywioł polski. Staramy się obecnie mapować skupiska polonijne w różnych stanach, by lepiej je poznać. Z St. Louis jest prosta sprawa, mamy tam bardzo aktywnego Konsula Honorowego. Wkrótce zresztą odwiedzę Missouri i południową część Illinois. Nie ukrywam, że owo rozpoznanie pomoże mi w przyszłości wytypować kandydatów na konsulów honorowych w innych stanach.

– W przyszłym roku odbędą się, przynajmniej takie są plany, wybory parlamentarne w Polsce. Czy na dzisiaj jest szansa na głosowanie korespondencyjne dla Polonii?

– Jestem wielkim zwolennikiem powrotu głosowania korespondencyjnego. Niestety, w tej chwili nie mogę Państwu niczego zapowiedzieć. Formalnie jest to decyzja władz i Państwowej Komisji Wyborczej.

– Polonia ma swoje liczne problemy. Nadal nie jest najlepiej w Orchard Lake Schools w stanie Michigan, nie jest najlepiej wokół Pomnika Katyńskiego w Jersey City czy też jeśli chodzi o likwidowanie zbudowanych przez Polaków kościołów w Chicago. Czy Polska, państwo polskie, polska dyplomacja mogą spełnić tutaj jakąś rolę, czy też możliwości są ograniczone?

– Może spełniać rolę pośrednika, podobnie zresztą jak polski Episkopat, któremu leży na sercu los OLS i polskich świątyń w Chicago. Nie zatrzymamy trendów demograficznych przerzedzających polskość w tradycyjnie polskich rejonach miasta, ale możemy odpowiednio prędko zareagować, by w kościołach, którym zagraża widmo desakralizacji, pojawiły się Msze św. w języku hiszpańskim i amerykańskim, a zatem wierni, którzy pomogą unieść ciężar utrzymania naszych polonijnych zabytków. W piątek wraz z Referatem Polonijnym spotykamy się w Konsulacie z biskupem Piotrem Turzyńskim, Delegatem Komisji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Emigracji Polskiej. Sprawą Orchard Lake zainteresowałem się jeszcze przed moim przyjazdem do USA i zajmuje ona jedno z pierwszych miejsc na liście moich priorytetów.

– Jak Pan zauważył, Polonia nie odgrywa w USA poważniejszej roli politycznej, przynajmniej na tyle poważnej jak nakazywałaby jej liczebność. Jak się na to patrzy w Warszawie?

Obóz władzy w Polsce ma świadomość potencjału Polonii, darzy polską diasporę szczerą sympatią i szczerze pragnie ją wspierać. Dużo pracy musi wykonać sama Polonia, która potrzebuje sprawnych i przebojowych liderów. My, dyplomaci, również mamy swoją rolę do odegrania, właśnie wspierającą, koordynującą i jednoczącą. Właśnie w moim okręgu konsularnym, gdzie jest zresztą kilka „stanów wahających się”, Polonia może pokazać pazur choćby podczas najbliższych wyborów „połówkowych”, wspierając kandydatów, którzy w jej ocenie najlepiej znają problemy Polaków i czynią najwięcej dla umacniania relacji polsko- amerykańskich. Poniekąd swe możliwości Polonia pokazała w wyborach prezydenckich w 2016 r.

– A jak się patrzy na Polonię jako taką? Czy nadal jest to obraz polonusów skłóconych ze sobą, tańczących polkę czy kujawiaka i pielęgnujących tradycję ruskiego pieroga i bigosu? Albo obraz niedawnego jeszcze emigranta, wykonującego ciężką robotę, niekoniecznie legalnie tutaj przebywającego i ciułającego dolary?

– Ten ostatni obraz, zresztą popularny w polskich filmach fabularnych kręconych do pierwszych lat 2000. odszedł już do lamusa. Obraz realistyczny, ale jednocześnie pesymistyczny. Obraz polonijnych grup folklorystycznych jest wciąż żywy, ale również obraz Polonii mocno zaangażowanej w sprawy polskie, raczej konserwatywnej, potrafiącej wciąż skutecznie bronić dobrego imienia Polski. Ja chciałbym pracując tu z Państwem przez najbliższe lata namalować obraz Polonii odkrywającej swoje korzenie, zarówno wśród pokoleń dzieci emigrantów ostatnich dekad, jak i wśród polonusów drugiego, trzeciego czy czwartego pokolenia. Nie powiem, ludzi sukcesu, bo to zabrzmi efekciarsko, ale Polish-Americans należących do upper midlle class, wykonujących zawody sytuujące ich w gronie elit oraz wynalazców i przedsiębiorców, stanowiących w większej liczbie, gdy się ich sprzymierzy z tradycyjnymi organizacjami polonijnymi, silny oręż polityczno-ekonomiczny.

– Wielkim osiągnięciem szeroko rozumianej emigracji solidarnościowej, ale i tej późniejszej – tej, która wylosowała „zielone karty”, jest bardzo dobrze, a przynajmniej przyzwoicie, wykształcona młodzież – dzieci i wnuki. Często pojawia się pytanie: dlaczego Polska tych ludzi nie wykorzystuje? Nie należę do tych, którzy sądzą, że tę część Polonii można w Polsce jakoś „zagospodarować”, skorzystać z jej wiedzy, wykształcenia i umiejętności. Tutaj mają bowiem nadal lepsze szanse rozwoju, zarobku i po prostu życia. Jaka jest Pańska opinia na ten temat?

– Wprawdzie dyskusja o wykorzystaniu naszej wielomilionowej obecności w USA do budowy Polish-American Lobby czy na rzecz polskiej soft power sprofilowanej na USA trwa odkąd pamiętam, jeszcze dużo wysiłku przed nami, by osiągnąć rezultaty, jakie osiągają Niemcy czy Izrael. Właśnie utrzymywanie permanentnej łączności z kształcącym się czy wykształconym młodym pokoleniem stanowi trzon tamtejszej polityki wobec diaspory w Ameryce. I wcale nie jest ona nastawiana na powodowanie masowych powrotów. Nasza również, w mojej ocenie, być nie powinna, przynajmniej w kwestii zamieszkania i zawodu. W dzisiejszym świecie granice otwierają się i będą dalej otwierać, podróże będą krótsze, praca zmienia swe oblicze, itd. Niech nasi rodacy osiągają wielkie sukcesy w USA, zostają senatorami, generałami i rektorami. Najważniejsze, by w sercu mieli dalej Polskę. Jestem natomiast totalnym zwolennikiem proliferacji języka polskiego, jako owego nośnika polskiej kultury i tradycji, przełamującego barierę kulturową z Polakami nad Wisłą, a także, po prostu drugiego języka, wzbogacającego aparat zawodowy człowieka.

– Jaka będzie Polonia za 10-20 lat? W jakim kierunku zmierzamy? Emigracji z Polski raczej nie należy się spodziewać…

– Będzie taka, jaką ją wspólnie ukształtujemy. Wy, jako rodzice, my, jako polscy politycy, dyplomaci czy urzędnicy i eksperci rządowi. Praca nad formacją moralno-ideową zaczyna się w domu, potem może być wzmocniona zaangażowaniem w organizacji społecznej czy kościelnej. Państwo polskie może wspierać ten dom i tę organizację społeczną. Ponieważ wielkich fal napływu emigracji ekonomicznej i politycznej z Polski do USA nie należy się spodziewać, skupić się powinno na Polish-Americans i – jak trafnie Pan zauważył – zagospodarować potencjał już w USA obecny. Moim marzeniem jest utrzymująca się fala, ale polegająca na migrowaniu Polish- Americans do kraju swoich przodków, by poznawać ich losy i dzieje ich ojczyzny, a przede wszystkim polski język, jako podstawowe narzędzie poznawania polskiej kultury.

– Jaki jest Pański główny cel? Tzn. taki cel, że za cztery lata będzie Pan mógł sobie powiedzieć: warto było, moja misja miała sens.

– Jeśli pozostawię po sobie taki stan relacji wewnątrz Polonii oraz między konsulatem a Polonią, wzbogacony o nowoodkryte grupy i środowiska Polish-Americans, że mój następca stwierdzi: jest na czym budować – powiem sobie, że warto było zawracać sobą głowę.

– Dziękuję.

Rozmawiał: Marek Bober

Od redakcji: Paweł Zyzak urodził się w Żywcu, jest doktorem nauk humanistycznych, absolwentem kierunku historia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz studiów doktoranckich na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie obronił pracę doktorską pt.: Dzieje współpracy amerykańskich i polskich związkowców, 1918- 1989 r. Od listopada 2018 r. uczestniczył w tworzeniu Centrum Analiz Strategicznych KPRM, jako członek Zespołu Organizacyjnego CAS i doradca Szefa CAS, a od 2019 r. jako zastępca Departamentu Studiów Strategicznych CAS. W jego kompetencjach znajdowało się m. in. bezpośrednie zwierzchnictwo nad Wydziałem Studiów Międzynarodowych oraz nadzór nad obiegiem dokumentów niejawnych w CAS. Specjalizuje się w historii najnowszej oraz tematyce amerykanistycznej. W swoich badaniach naukowych zajmował się stosunkami polskoamerykańskimi, historią najnowszą Stanów Zjednoczonych i problematyką polonijną, przede wszystkim aktywnością środowisk polonijnych w USA i Europie Zachodniej. Jest autorem i współautorem artykułów, raportów oraz książek naukowych o tematyce historycznej i międzynarodowej. W 2016 r. ukazała się jego dwutomowa publikacja: Efekt domina. Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce?, przedstawiająca historię relacji polsko-amerykańskich w XX w. na wielu poziomach, dzieje Polonii amerykańskiej i amerykańskiej pomocy dla antykomunistycznej opozycji w Polsce. Jako badacz spędził wiele miesięcy w najważniejszych archiwach amerykańskich, jako autor był częstym gościem środowisk polonijnych, najczęściej w Nowym Jorku po Kalifornię. Był stażystą i stypendystą takich instytucji, jak: The Institute of World Politics, The Albert Shanker Institute, Institute for Democracy in Eastern Europe oraz World Affairs Institute, wszystkich mieszczących się w Waszyngtonie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
321SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content