3,9 C
Warszawa
środa, 1 lutego, 2023

Most Kerczeński i atomówka – Wiesław Prostko

26,463FaniLubię

Jedyna pewna droga Krymu z Federacją Rosyjską, Most Kerczeński, wziął się i zniszczył…

Krym zgodnie z bandyckim prawem Putina jest częścią FR. Zgodnie z prawem międzynarodowym jest częścią Ukrainy. Co do tego nie ma dwóch zdań. Po znacznym zniszczeniu mostu (szczegóły będą znane później) pojawiły się głosy radości. Ja jednak chciałbym skoncentrować się na innym głosie.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Do napisania tego tekstu sprowokował mnie jeden z moich ulubionych publicystów red. Łukasz Warzecha, którego publicystykę cenię, jednak w sprawach ukraińskich zupełnie się z nim nie zgadzam. Po ataku na Most Kerczeński red. Łukasz Warzecha na TT napisał: Wśród powszechnej radości ze zniszczenia Mostu Krymskiego, przypomnę tylko, że każde takie zdarzenie ma swoją drugą stronę: zwiększa prawdopodobieństwo eskalacji z użyciem TBJ.

Mam 61 lat, jestem mężem, ojcem i dziadkiem. Wydaje się, że stabilność, spokojne dożycie czasu, który przede mną, byłoby sensowne. Wydawać by się mogło, że powinienem być w pierwszej linii mitygujących „gorące głowy”. Tak nie jest. Jak dziecko cieszę się z rozwalenia „dumy Putina” – Mostu Krymskiego. Dlaczego? Bo widzę szerszy obraz – nie znaczy to, że się nie mylę, ale inni też się mogą mylić.

Założenie 1.

Od lat pierwszym i głównym zagrożeniem dla Polski jest Rosja. Jej realny wpływ na politykę naszych zachodnich sąsiadów (szczególnie Niemców) jest bezpośrednim zagrożeniem dla politycznego i ekonomicznego bezpieczeństwa naszego kraju.

Czasami to zagrożenie jest bardzo wyraźne, czasami mniej, ale nigdy nie ustępuje. Celem Rosji jest pozbawienie Polski samostanowienia, sprowadzenie jej do roli państwa buforowego, a jeszcze lepiej podległego. Najlepiej wyraził to szef MSZ FR Ławrow, kiedy w grudniu 2021 roku, przesyłając notę do Stanów Zjednoczonych, zażądał, aby wszelkie instalacje NATO zostały cofnięte poza granice Paktu sprzed 1997 roku. Polska miałaby zostać pozbawiona instalacji, które ma, oraz możliwości posiadania ich w przyszłości. Ławrow powiedział nie wprost: Niech sobie Polska w NATO będzie, ale w stanie takim, jak przed przystąpieniem do Paktu.

Wcześniej Rosja wielokrotnie szantażowała Polskę energetycznie. A to zamykając kurki gazociągów i ropociągów, a to pozostawiając Polskę w pewnym sensie energetycznie okrążoną przez dwa Nord Streamy.

Założenie 2.

Im bardziej bezpieczna, silna i stanowiąca o sobie samej Ukraina, tym bardziej bezpieczna Polska. To samo dotyczy Białorusi, ale na razie musimy poczekać na lepsze czasy. Polska powinna podejmować wszelkie możliwe działania, aby wzmocnić ten pożądany cel. Aby Ukraina i Białoruś (daj Boże w niedalekiej przyszłości) były krajami samodzielnymi i silnymi.

Założenie 3.

Oparcie bezpieczeństwa Polski jedynie na zakotwiczeniu w Zachodzie – politycznie w ramach UE, militarnie w ramach NATO – jest dużą naiwnością.

Polityczne bezpieczeństwo byłoby możliwe, gdyby kraje UE także przyjęły to, co napisałem w Założeniu 1., czyli gdyby realnie dążyły do tego, aby Rosja przestała być istotnym elementem politycznych decyzji w Europie. Tak się nie stało. Przez polityczno-ekonomiczne powiązania Rosja zaczęła być kluczowym elementem europejskiej ekonomii i polityki. Wspomniane już bałtyckie rury, które były przedstawiane jako jedynie ekonomiczny projekt, były niemal domknięte i uzyskały nawet „błogosławieństwo” Bidenowskiej administracji USA. Nasycenie politycznymi wpływami Rosji kluczowych środowisk politycznych wielu krajów UE, przede wszystkim Niemiec, Austrii, Francji, krajów Beneluksu, stało się realnym zagrożeniem dla interesów Polski.

Z kolei militarne bezpieczeństwo stawało się coraz bardziej iluzoryczne. Kraje europejskie właściwie pozbawiły się możliwości bojowych, a Stany Zjednoczone coraz wyraźniej sygnalizowały, że ich rola w Europie musi zostać co najmniej zmieniona. Z zagrożeniami na Pacyfiku Stany nie miały już zamiaru łożyć środków finansowych i militarnych na zapewnienie bezpieczeństwa bogatej Europy.

Wnioski z założeń

Niczym niesprowokowany atak na Ukrainę mógł oczywiście zostać zignorowany przez władze Polski, co byłoby karygodnym błędem podyktowanym polityką „niedrażnienia niedźwiedzia”, ale na szczęście stało się inaczej. Podjęto szereg działań, które miały Ukrainę wesprzeć. Na początku pewnie jeszcze nie wiedziano, czy to miałoby być wsparcie w długotrwałej walce obronnej czy też w walce o zwycięstwo.

Od samego początku Polska podjęła działania, które były realną pomocą walczącemu sąsiadowi, a które na pewno powodowały eskalację napięcia w naszych relacjach z Rosją.

Ustanowienie hubu transportowego w Rzeszowie i przerzucanie międzynarodowej pomocy Ukrainie przez polskie terytorium od początku było 1) konieczne i skuteczne, 2) niebezpieczne w relacjach z Rosją. Polska to niebezpieczeństwo zaakceptowała i ciągle akceptuje. Nie tylko udostępnia swoje terytorium, ale także przekazuje swoją broń lekką i ciężką (warto tu szczególnie wspomnieć o czołgach i Krabach, ale także o potężnej ilości naszej amunicji). Podjęliśmy to ryzyko. Powiem trochę brutalnie – nie ze względu na sympatię do Ukrainy (chociaż jest jej w nas naprawdę dużo), ale ze względu na nasz polityczny interes. Im słabsza Rosja, tym bezpieczniejsza Polska. Lepiej też osłabiać Rosję na terytorium państwa sąsiedzkiego niż na własnym.

Tak, to była eskalacja w naszych relacjach z Rosją. Podjęta w pełni świadomie.

Władze Polski na forum europejskim stały się jednym z kluczowych rozgrywających w staraniach o coraz mocniejsze sankcje, o coraz większą i skuteczniejszą pomoc militarną oraz o skuteczne odcinanie moskiewskiej pępowiny od europejskiej polityki.

To jest eskalacja – władze Rosji widzą to wyraźnie.

Polska ponosi konsekwencje przyjęcia swojej roli oraz uczestniczenia w miarę skoordynowanych działaniach europejskich. Tymi konsekwencjami jest obciążenie ekonomiczne. Nie państwa przecież, ale obywateli. I tu niespodzianka – naprawdę duża część obywateli bierze to obciążenie na swoje barki. Nie zawsze wszystko jest idealne (węgiel, potężne świadczenia społeczne), ale wydaje się, że wytrzymujemy.

Rosjanie podnoszą stawkę. Rysują różne „czerwone linie”, po przekroczeniu których może stać się coś strasznego… „Referenda” w czterech obwodach, ich „aneksja” do Federacji Rosyjskiej – wszystko to ma podbić stawkę i przerazić Zachód. Podniesienie kwestii broni jądrowej jest następnym etapem. Bandyta wziął do ręki kij i mówi: „Rozwalę głowę tej kobiety”. Co można w takiej sytuacji zrobić? Odruch podpowiada: „Bierz, co chcesz, tylko nie rób krzywdy”. Mądrość mówi: „I tak weźmie, co chce, a krzywdy nie unikniemy”.

Straszne rzeczy już się dzieją na Ukrainie, masowe uchodźctwo, spadek PKB do katastrofalnego poziomu, zniszczenie infrastruktury państwa, zabójstwa, wywózka ok. 2 mln obywateli Ukrainy (liczba niezweryfikowana). Co jeszcze może przerazić Ukraińców?

Znam relacje z frontu. Zacięte twarze żołnierzy: „Niech robi, co chce, my i tak Ukrainę wyzwolimy”. Naiwne? Myślę, że bardzo dojrzałe. „Znamy cię, bandyto. Widzimy codziennie twoje dzieło. Morderstwo, gwałt, ruina. Myślisz, że wystraszymy się twojej groźby? Spróbuj”.

Taka dzisiaj jest Ukraina. Nie patrzy na nic, po prostu „rzuca peta” na Most Kerczeński i pokazuje Władimirowi Władimirowiczowi gest Kozakiewicza!

Czy ktokolwiek uważa, że prezydent Zelenski podjąłby rozmowy, aby tylko uniknąć eskalacji? Czy ktokolwiek uważa, że na Ukrainie ktokolwiek takiego przywódcy by usłuchał? Nie, oni będą walczyć choćby saperkami, choćby przyszło zostać z kałaszami.

Cała ruska gra jest nakierowana na mnie, na Pana, Panie redaktorze Łukaszu Warzecho, na przywódców państwa polskiego, na przywódców krajów zachodnich, na społeczeństwa tych krajów.

Czy „wymiękniemy” tylko dlatego, że bandyta ma pałę w ręce? Naprawdę wystarczy Polska, Rumunia, kraje bałtyckie, Stany, Wielka Brytania i bandyta będzie skończony.

Tu nie chodzi o romantyczne rzucanie się z szabelką na ruskie tanki, tu chodzi o chłodną kalkulację naszego narodowego interesu. Rosję można pokonać. Rosję można odsunąć na margines. Rosję można uratować przed nią samą.

Ale czy nam, mnie i Panu, Panie redaktorze Łukaszu Warzecho, czy naszym rodakom, czy społeczeństwom kilku krajów starczy determinacji. Wierzę, że tak. Przeszliśmy długą drogę. Okazuje się ona skuteczna.

Ukraina może być wolna, Polska może być silna militarnie, Białoruś może się zmienić. Przed nami perspektywy, o jakich nie marzyli nasi ojcowie, nie marzyli nasi dziadowie.

Dokończmy dzieła i przestańmy „wymiękać”. Rosję można pobić!!!

Wiesław Prostko
ekspert Instytutu Ordo Caritatis, członek Prawicy Rzeczypospolitej

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
321SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content