20,2 C
Warszawa
niedziela, 14 sierpnia, 2022

Z dymem pożarów…. – Adam Maksymowicz

26,463FaniLubię

Pieśń „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej” …, powstała w 1846 roku po upadku powstania krakowskiego. Słowa do niej napisał Kornel Ujejski pod wrażeniem związanej z tym powstaniem rabacji chłopskiej. Chłopi zachęcani przez władze austriackie zaczęli napadać na dwory. Niszczyli księgi dworskie, zabierali inwentarz, a nierzadko zabijali pana wsi i jego oficjalistów.

W wyniku tych zajść zginęło około tysiąca osób, 470 dworów zostało zniszczonych. Na czele rabacji stał m.in. Jakub Szela ze wsi Smarzowa w obwodzie jasielskim. Zorganizował on prawie regularne oddziały chłopskie. Polacy przez wieki uznawali „Chorał (Z dymem pożarów)” za hymn narodowy. Los narodu modlący się zawierzają woli Bożej, wołając „O, rękę karaj, nie ślepy miecz!” Choć od powstania tej pieśni minęło już ponad półtora wieku, jej treść wydaje się nadal aktualna. Przestrzega, aby patrzeć na ręce tych, którzy prowadzą naród do wojny i do bratobójczych powstań.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Jeszcze starsza przestroga tego samego typu płynie z monumentalnego dzieła walki narodu izraelskiego z rzymskim okupantem. Ponieważ historia żydowskiego powstania jest doskonale udokumentowana, warto zastanowić się nad płynącą z niej nauką dla przyszłych pokoleń.

Wojna żydowska” Jej autorem był Józef Flawiusz – rzymski historyk, jeden z żydowskich przywódców powstania skierowanego przeciwko panowaniu Rzymian w Jerozolimie (66–70 r. po Chrystusie). Nie byłoby powodu wspominać tego dzieła, gdyby nie dołączona do polskiego wydania nota tłumacza Jana Radożyckiego, który cytuje Roberta Eislera o powszechnym zainteresowaniu opisanymi wydarzeniami z tamtych czasów: Czytano, tłumaczono i odpisywano w białych nocach podbiegunowej Rosji i w skąpym cieniu pod palącym słońcem Abisynii, u Armeńczyków i Gruzinów Kaukazu, i u narodów „orbis Romani”, jak szeroko i długo rozumiano po łacinie, aż na koniec stało się budującą książką ludową Anglosasów, mieszkających we wszystkich częściach świata”. Dlaczego praca ta stała się tak popularna na całym świecie? Wszak pozornie nie różni się od wszelkich innych opracowań związanych z historią Żydów. Jest to tym dziwniejsze, że Józef Flawiusz, który osobiście brał aktywny i dowódczy udział w tej wojnie, opisał ją na pięciuset stronach książki dużego formatu. Jednym z jej walorów jest to, że jako jeden z dowódców powstania (był mu przeciwny), ukazuje jego przebieg bezstronnie, przytaczając uchybienia wojskowe Rzymian, jak i sukcesy żydowskich powstańców. Praca ta po raz pierwszy ukazała się w Rzymie już w pięć lat po opisanych wydarzeniach. Pierwsze egzemplarze otrzymali cezar Wespazjan i jego następca Tytus, zwycięscy wodzowie likwidujący żydowskie powstanie. Pierwsze powojenne polskie wydanie, chyba nie bez przyczyny, ukazało się w okresie przełomu stanu wojennego w 1984 r., nakładem wydawnictwa św. Wojciecha w Poznaniu. Ostatnia edycja nie cieszy się popularnością (Wydawnictwo „Rytm” – 2001), książkę znacznie przeceniono.

Siła prowokacji

Józef Flawiusz dokumentuje kolejne prowokacje rzymskich namiestników, wodzów i armii skierowane przeciwko Żydom. Nie jest jasne, czy były one podejmowane umyślne dla wywołania buntu, który łatwo było potem stłumić, niszcząc przy okazji wszelkie jego źródła. Z opisu i okoliczności ich wystąpień wynika, że ich prowokacyjny charakter bardziej pochodził z pychy i rzymskiej dumy zwycięzców, a często z głupoty i niezrozumienia miejscowej sytuacji prokuratorów pełniących role namiestników. Sytuację tę współcześnie można porównać do pierwszych lat istnienia PRL. Zbrojny bunt też był wtedy przygotowywany, jego bohaterami byli nazywani dzisiaj Żołnierze Wyklęci. Na szczęście w tamtych latach znalazł się prawdziwy mąż stanu – prymas Stefan Wyszyński, który umiał ocenić i powstrzymać reakcje na podobne prowokacje podejmowane zarówno w stosunku do niego, jak i do całego narodu. Wolał podpisywać porozumienia z władzami, których naród nie akceptował, wolał iść do więzienia, aniżeli wzywać do otwartego sprzeciwu. Zdawał sobie doskonale sprawę, że poddanie się prowokacji może się skończyć podobnym rozlewem krwi, jak w nieodległym jeszcze wtedy Powstaniu Warszawskim. Tymi prowokacjami wobec ugodowej postawy prymasa były aresztowania księży i biskupów, poddawanie ich torturom i zakładanie równoległego Kościoła „księży patriotów”. Prymas był temu przeciwny, ale publicznie i wobec władz starał się łagodzić presję, tłumacząc, że zarzuty są bezpodstawne. Represje nie wytrącały go z równowagi i mimo ich nasilenia zawsze był gotów rozmawiać z władzami, które szanował mimo ich zbrodniczego charakteru. Jeszcze w 1980 roku, przyjmując delegację „Solidarności”, przypominał jej liderom, „że głowa jest powyżej serca”. Ta polityka prymasa to jakby dalekie echo podobnych wydarzeń z czasów wojny żydowskiej w Jerozolimie. Znaczącą prowokacją wobec Żydów było wejście zwycięskiego wodza Pompejusza do przybytku w świątyni, do czego miał prawo tylko arcykapłan. Mimo że Pompejusz niczego w świątyni nie ruszył, a wielu sprzyjających mu Żydów odznaczył, został powszechnie znienawidzony. Tych coraz bardziej drastycznych prowokacji zaczęło być coraz więcej, co powodowało, że stronnictwo dążących do powstania zelotów stawało się coraz silniejsze. Jeszcze bardziej znaczącej prowokacji dopuścił się prokurator Judei, Piłat. Kazał wnieść do miasta wizerunki cezara, co było zabronione religijnym nakazem miejsca poświeconego jedynie Bogu. Otoczeni przez wojsko Żydzi gotowi byli umrzeć, aby nie dopuścić do profanacji. Piłat pod wrażeniem ich determinacji zgodził się wycofać znaki cezara z miasta.

Powstańcza nienawiść Coraz gorzej odbierane rzymskie prowokacje pod adresem wiary, zwyczajów i kultu budziły powszechną nienawiść do Rzymian, co stało się przyczyną wybuchu powstania. Było oczywiste, że rzymską armię trudno będzie pokonać. Mocarstwo to było wtedy największe, najlepiej zorganizowane i najsilniejsze. Rzucanie mu wyzwania do walki na śmierć i życie było czynem samobójczym. Zdawał sobie z tego sprawę autor tego dzieła, przeciwnik powstania, a zarazem jeden z jego najważniejszych dowódców. Jego armia liczyła 100 tys. ludzi, a Rzymianie wystawili 60 tys. Łatwo pokonali liczebnie silniejszego przeciwnika dzięki dyscyplinie i umiejętnościom na polu walki. Tytus, widząc ich zapał i wolę walki, tak w przemówieniu przedstawił ich wzajemne relacje: Żydzi wprawdzie odznaczają się niezwykłą odwagą i zdolni są gardzić śmiercią, lecz brak im dyscypliny wojskowej i doświadczenia wojennego i dlatego zasługują raczej na nazwę motłochu niż wojska…. Wojen nie wygrywa się liczbą ludzi, chociażby byli oni zdatni do walki, lecz ich dzielnością nawet przy niewielkiej liczbie. Po czterech latach wojny Rzymianie zdobyli Jerozolimę i doszczętnie ją zniszczyli. Zginęło ok. 1,1 mln ludzi, co stanowiło około jednej trzeciej całej ludności żydowskiej. Do niewoli wzięto ok. 100 tys. ludzi. Była to największa tragedia tego narodu, do czasu II wojny światowej. Kończąc opowieść o zburzeniu Jerozolimy, Józef Flawiusz pisze: Miasto nie zasłużyło na tak okropny los niczym innym, jak tym, że wydało pokolenie, które wtrąciło je w otchłań zagłady.

Polskie refleksje Uniwersalność tego dzieła polega na ukazaniu tragicznych skutków ulegania uniesieniom patriotycznym nawołującym do zbrojnej walki bez przygotowanej do tego armii, w obliczu przeważających pod każdym względem sił przeciwnika. Co gorsza, uniesienia, wysoki poziom emocji, nienawiść spowodowana prowokacjami powodują całkowite zaślepienie autorów na rzeczywisty stan rzeczy. To sprawia, że wszystkie głosy rozwagi, rozsądku, a także zwykłe rachunki uważane są za zdradę, za którą w warunkach wojennych groziła śmier

. Dzieło Flawiusza nasuwa skojarzenie wypadków sprzed prawie dwóch tysięcy lat z Powstaniem Warszawskim, z podobnymi skutkami – straty w ludziach i zrujnowanie miasta. Co gorsza, to się stało po upadku powstania listopadowego w 1830 r. i styczniowego w 1863 r. Późniejsza gloryfikacja powstańców jako bohaterów narodowych jest całkowicie zrozumiała, nawet konieczna dla ukazania ich hartu ducha, odwagi i poświęcenia. Gorzej, jeśli upamiętnieniom tych wydarzeń nie towarzyszy żadna refleksja na wyższym poziomie. Jaki był cel powstania? Jakie były efekty powstańczych decyzji? Jakie były szanse ich realizacji? I to szanse nie życzeniowe, ale realne i wcześniej przygotowane. Tej refleksji wciąż brakuje. Obchody kolejnych rocznic są tego najlepszym przykładem. Oto największym wydarzeniem są koncerty powstańczych pieśni. Oczywiście są to bardzo potrzebne imprezy. Tyle tylko, że powinien być to początek wszelkich obchodów. Tymczasem na tym się kończy. Żadnych strategicznych i politycznych analiz tych wydarzeń nie ma. Jak to nie ma? Ależ są, wydano przed laty doskonałe materiały o tej tematyce. Jednak nie są one wznawiane i powszechnie dostępne. Ten brak jest również tragiczny. Zwiastuje kolejną powtórkę katastrofy narodowej dla tych, którzy niczego nie chcą się nauczyć z minionej historii i biorą z niej tylko rzeczy przyjemne i miłe.

Znajdujemy się w sytuacji, kiedy przypominanie o wojnie żydowskiej i jej skutkach staje się konieczne tylko po to, abyśmy nigdy więcej nie musieli przeżywać podobnych wydarzeń.

Adam Maksymowicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content