25,9 C
Warszawa
poniedziałek, 4 lipca, 2022

Rok Józefa Wybickiego w wykonaniu Władz Miasta Wrocławia

26,463FaniLubię

Rok 2022 jest Rokiem Józefa Wybickiego. Ciekawe, czy prezydent Sutryk wraz ze swoją, jakże boleśnie nam znaną i jakże godną pożałowania „świadomością historyczną” cokolwiek zrobi w związku z tym faktem.

Józef Wybicki spędził we Wrocławiu łącznie kilka lat swojego życia. W latach 1803 – 1804 mieszkał w kamienicy, w której działał jeden z gościńców o najdłuższej tradycji w całej Europie! „Wjazdny Dom Pod Złotym Berłem” działał bowiem od początku XVI wieku, odwiedzało go całe mnóstwo Polaków, w tym znaczących postaci naszej kultury. Do lata 1945 roku o tej wielowiekowej tradycji przypominał zabytkowy szyld. Niestety, w dopalających się ruinach wczorajszego Festung Breslau, wraz z setkami niemieckojęzycznych szyldów strącono i ten, liczący parę wieków a napisany po polsku. „Wjazdny Dom” jakoś przetrwał Bismarcka, Hakatę, Kulturkampf i nawet Hitlera. Wrocławskich Polaków masowo wywożono do obozu zagłady Gross – Rosen, ale „Wjazdny Dom” z polskojęzycznym napisem jakoś ciągle trwał i przyjmował gości jeszcze w latach czterdziestych. Niezwykłe jest to, że w kwartale ulic Szewska, Kuźnicza, Nożownicza i Kotlarska był jedyną kamienicą, która choć pokiereszowana, to przetrwała zagładę miasta. I dziś jest jedynym zabytkiem, stojącym w tym kwartale najstarszej jego części. Jakże charakterystyczne jest to, że tablica informująca o jego historii jest głęboko ukryta. Zupełnie tak, jakby polską historię tego miejsca koniecznie chciano ukryć, jako nie pasującą do tej wersji historii Wrocławia, która od ponad trzydziestu jest w naszym mieście forsowana w sposób skrajnie bezczelny i powiedzmy sobie szczerze – cyniczny, głupi i chamski. Najzwyczajniej podłe jest to, co władze Wrocławia wyprawiają z polskimi wątkami jego dziejów. Chcę, żeby to zabrzmiało jasno i wyraźnie: stosunek ludzi od roku 1990 rządzących Wrocławiem do polskiej części jego historii jest pasmem nikczemności. Kamienica, w której mieszkał Józef Wybicki, jest jednym z wielu na to dowodów.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Na trzeźwy, w minimalnym choćby stopniu zdrowy rozum, posiadanie w historii miasta kogoś takiego, jak autor hymnu narodowego, powinno być przecież powodem do chwały. Przecież to splendor godny pomników, tablic pamiątkowych, publikacji, filmów dokumentalnych, utworów literackich, muzycznych itp. itd. Władze Wrocławia zrobiły jednak wszystko, by prawdę tę ukryć. Mury miasta obwieszono tablicami upamiętniającymi najzwyklejsze pierdoły. Nie przeszkadza mi to, bo może i warto wiedzieć, że tu czy tam jakiś niemiecki reżyser nakręcił w roku 1920 czy 1930 jakiś film, którego nikt nie kojarzy, bo od kilkudziesięciu lat nigdy nie był upowszechniany a każde ze związanych z nim nazwisk nic nikomu nie mówi, bo i nie bardzo jest o czym w tych miejscach na te tematy mówić. Powtórzę jednak – nie przeszkadzają mi one. Przeszkadza mi – antypolska wybiórczość. Przy Kuźniczej mamy bowiem np. właśnie dom, w którym kawałek życia spędził autor jednego z paru najstarszych narodowych i państwowych hymnów na świecie. Tak się składa, że właśnie naszego, polskiego. I że właśnie w tym miejscu, najściślej w tej kamienicy, napisał on swoją najważniejszą książkę – podsumowujący jego biografię tom pt. „Życie moje”. Kto z wrocławian o tym wie? Czy dowie się też o tym któryś z turystów, tłumnie przemieszczających się między Rynkiem a Uniwersytetem? Przecież na fasadzie tej kamienicy nie ma najmniejszej tabliczki, informującej o takim fakcie! Może wreszcie coś się zmieni w tym roku? W Roku Józefa Wybickiego?

Niestety, Rok Józefa Wybickiego uchwalony został decyzją nie Bundestagu i nie jest to Rok Augusta Adolfa Helmuta Heinricha Hoffmanna von Fallersleben, czyli autora słów hymnu, zaczynającego się od słów „Dutschland, Deutschland uber alles…” i w drugiej zwrotce mówiącego o Niemczech w granicach obejmujących niemal cały obszar obecnego państwa polskiego (tak tak, jest taka strofka w hymnie RFN i wbrew kłamstwom na ten temat nigdy nie została z niego wykreślona, jedynie Niemcy w ostatnich dekadach śpiewają ją nieco rzadziej). Niestety, chodzi jednak o autora hymny bez słów „Deutschland, Deutschland”, ale ze słowami „Jeszcze Polska nie zginęła”. Nie ulega bowiem dla mnie wątpliwości, że gdyby to nie polski Sejm, ale ten parlament z Berlina i nie dla uczenia autora polskiego hymnu, ale niemieckiego i gdyby choć raz stopa tegoż Augusta Adolfa Helmuta Heinricha Hoffmanna von Fallersleben choć raz dotknęła wrocławskiego bruku to mielibyśmy z tego powodu we Wrocławiu całoroczny festiwal z codziennymi koncertami, odsłanianiem tablic pamiątkowych a zapewne także pomników. Od lat przecież wszystkim wiadomo, że władze Wrocławia szczególną troskę przywiązują do upamiętniania każdego niemieckiego pierdnięcia w naszym mieście. Teraz jednak chodzi o polski hymn narodowy, którego autorem jest człowiek, który przez ładnych parę lat był wrocławianinem, który we Wrocławiu żył i tworzył. Ciekawe, czy władze naszego miasta będą skłonne, by w sprawie tej zrobić – cokolwiek.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content