20,2 C
Warszawa
niedziela, 14 sierpnia, 2022

Im większe straty Rosji – tym lepiej dla Polski – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Miałem niespełna 16 lat, kiedy od sędziwego, może osiemdziesięcioletniego dziadka mojego kolegi usłyszałem niezrozumiałe dla mnie wtedy słowa – wstrząsające i oburzające. Właśnie zaczęła się wojna w Afganistanie i Radio Wolna Europa podało informację o dużej liczbie ofiar wśród sowieckich żołnierzy. Dziadek kolegi powiedział wtedy: „Im więcej ich zginie – tym lepiej dla nas”.

Poraziły mnie wtedy te słowa. To, że Związek Sowiecki i jego armia to dla Polski i Polaków okupanci i wrogowie, było jasne. Jednak zwykłych szarych mieszkańców ZSRS czy żołnierzy powoływanych do służby w jego wojsku postrzegałem nie jako wrogów, ale niewolników tej samej bolszewickiej satrapii. Czyli jako kogoś w rodzaju towarzyszy niedoli, z którymi dzielimy ten sam los. Jako niczemu niewinnych nieszczęśników. Stąd też słowa „im więcej ich zginie – tym lepiej” odebrałem jako bardzo niesprawiedliwe i wręcz nieludzkie. Od tego czasu zacząłem się dopytywać mojego kolegi o to, skąd się mógł wziąć tak „nieludzki” stosunek jego dziadka do Rosjan. I zaczął się wtedy przede mną otwierać ogrom przerażających doświadczeń, jakich jego rodzina zaznała w kontaktach z Rosją i Rosjanami. Dziadek mojego kolegi pochodził ze Lwowa i w latach I wojny światowej był już nastolatkiem. Tamta wojna była okrutna, mordowali i grabili zarówno Niemcy, jak i Austriacy. Ci ostatni mieli obsesję na punkcie szpiegów. Już w 1914 roku potrafili na ulicach nałapać całkiem przypadkowych ludzi, których sądy doraźne skazywały za domniemane (i najczęściej nie mające żadnej podstawy) szpiegostwo, po czym biedacy ci byli tego samego jeszcze dnia wieszani na pierwszych lepszych drzewach. Na ziemiach zaboru austriackiego bywało bardzo często tak, że ojciec rodziny nie wrócił z pracy, więc matka z dziećmi zaczynała go szukać i znajdowała – wiszącego na gałęzi, bo jacyś Austriacy uznali, że szpieguje, więc skazali i powiesili. Dziadek mojego kolegi zwyczajami takimi był przerażony, jak wszyscy, ale prawdziwego piekła zaznał dopiero wtedy, gdy Lwów został zajęty przez Rosjan. Wszystkie nikczemności, popełniane przez Austriaków, od razu zostały pomnożone przez co najmniej dwadzieścia. Terror potworny, areszty i więzienia pękające w szwach to była tylko część kacapskich rządów. Dochodziło do tego zachowanie zwykłych, szeregowych rosyjskich żołnierzy, którzy kradli, gwałcili, grabili i zabijali na każdym kroku. To był codzienny zwyczaj tej armii, nie tylko tolerowany ale wręcz zalecany przez jej dowództwo. Śmierdzący analfabeci obdzierali z wszelkiej własności ludzi chodzących po ulicach, włamywali się do mieszkań, gdzie na oczach ich właścicieli brali sobie wszystko, co im się spodobało, porywali młode dziewczęta, wypróżniali się na dywany salonów. To nie było dzieło caratu czy jakichkolwiek rosyjskich władz. Była to codzienność tysięcy zwykłych Rosjan. Dziadek kolegi w czasie tej okupacji stracił wielu bliskich sobie ludzi, widział tragedię krzywdzonych kobiet, grabionych rodzin. Potem wróciło to w czasie wojny z bolszewikami. Znów nie żadni jeszcze komuniści, ale zwykli Rosjanie zakopywali ludzi żywcem, przywiązywali schwytanych do pni drzew, by ćwiczyć odcinające kończyny cięcia szabel czy pchnięcia bagnetem. Znów kradli, palili, gwałcili i oczywiście – defekowali się w najbardziej spektakularnych miejscach. Mieli do dyspozycji toalety w kamienicach i dworach, często bardzo podobne do dzisiejszych. Woleli jednak ekskrementami znakować teren, wybierając do tego miejsca takie, które dla Polaków czy katolików były świętością lub po zbiorowym wypróżnieniu się całej kompanii przez jakiś czas trudno było przez nie przejść. Nie inaczej było w latach dwudziestych, gdy bandy Rosjan wdzierały się głęboko na polskie terytorium, by znów palić, mordować, grabić. Kres temu położyło dopiero utworzenie Korpusu Obrony Pogranicza. Dla wszystkich było wtedy jasne, że Rosja to napędzana żądzą zbrodni dzicz z piekła rodem, pozbawiona czegokolwiek, co dawałoby się nazwać kulturą. Stąd i za „pierwszego sowieta”, w latach 1939 – 41 i za drugiego (po roku 1944) nikt nie był zdziwiony tym, co oznaczały kolejne fale tej zarazy. Latem 1941 Rosjanie pognali tysiące lwowian, z którymi chcieli ujść przed naporem Niemców. Kiedy jednak szybkie oddziały wermachtu zaczęły deptać im po piętach – kto nie zdołał się uwolnić tego zakłuli bagnetami i sami rzucili się do ucieczki. Tydzień później w napuchniętych, rozkładających się zwłokach tych, których pomordowali w więzieniach, połowa lwowian rozpoznawała swoich bliskich.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Dziadek kolegi powiedział o tym tak: „Komunizm to tylko jedno z wcieleń rosyjskiego imperializmu. Kacapy wymyśliły taką metodę realizowania swych zbrodniczych celów. Kiedyś komunizm się skończy. A oni pozostaną tacy sami. Nieszczęściem Polski jest to, że nacja ta jest aż tak liczna. I póki będzie tak liczna – zawsze będzie nam zagrażać. Im więc ich mniej – tym dla nas lepiej.”

O stratach na Ukrainie wiadomo na pewno, że dużo bardziej istotne są te w sprzęcie, niż w ludziach. Dla postsowieckiego Dżyngis – Chana, którym jest Putin, strata jednego czołgu bolesna jest bardziej od śmierci batalionu piechoty. A zestrzelenie jednego śmigłowca czy odrzutowca odczuwa on dotkliwiej, niż rozerwanie na strzępy obsady całego pułku. Ważniejsze są więc koszty matariałowe, niż ludzkie. I jedno jest więcej, niż pewne – im armia kremlowskich satrapów stopnieje bardziej, tym większe będzie bezpieczeństwo naszego kraju.

Artur Adamski

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content