1,7 C
Warszawa
środa, 30 listopada, 2022

Kreatywność w służbie braku empatii – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Mam wiele powodów, by wrocławskie Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji darzyć ciepłymi uczuciami. Przez 35 lat pracowała w nim moja mama, w związku z czym będąc jeszcze przedszkolakiem poznawałem mnóstwo kierowców autobusów, motorniczych, konduktorów czy mechaników. Ileś razy, wraz z nimi spędzałem bowiem kawałek wakacji w Ustce, gdzie wrocławskie MPK miało wówczas swój ośrodek wczasowy. A propos przedszkola – moje mieściło się w barokowej kamienicy przy ul. św. Mikołaja, tuż obok kościoła św. Elżbiety. Nie miało podwórka, w związku z czym co jakiś czas dzieciarnię ze wszystkich grup pakowano w specjalnie do tego celu wynajmowany tramwaj, którym jechaliśmy do Parku Szczytnickiego. Co obfitowało w różne fajne sytuacje. Takie, jak np. wesołe skutki dodatkowych środków bezpieczeństwa, praktykowanych przez naszą panią Basię, która różnego rodzaju paskami i sznurami zawiązywała od środka wszystkie drzwi. Którymś razem nie uwzględniła, że pani konduktorka (biletów nie kasowaliśmy, ale jeździła wraz z nami) znajdowała się jeszcze na zewnątrz. Skutkiem tego, na dystansie co prawda krótkim, musiała ona gonić tramwaj, do którego nie mogła się już dostać. Od dziecka lubiłem też MPK z tego powodu, że motorniczowie czasem mówili bardzo fajną odmianą polszczyzny. Byli to ci, którzy fachu uczyli się jeszcze we Lwowie a potem przez całe dziesięciolecia swoim językiem i stylem zachowania Wrocławiowi nadawali odrobinę lwowskiego klimatu. Moją sympatię MPK wzbudzało także tym, że zatrudniając moją mamę jej dzieciom nadawało przywilej posiadania tzw. biletów wolnej jazdy. Czyli darmowego jeżdżenia bez żadnych ograniczeń, dzięki czemu do końca podstawówki zwiedzałem nasze miasto, przemierzając je wszystkimi liniami. Docierając do kolejnych pętli czy to na Świniarach czy Ołtaszynie trafiało się wtedy w realia często dość zdumiewające. Niejednokrotnie stokroć bardziej przypominające wioskę zagubioną gdzieś na dawnych Kresach niż metropolię zachodniej Polski. Bez MPK i biletu wolnej jazdy takich całkowicie nieosiągalnych dziś atrakcji bym nie miał. Najbardziej pokochałem MPK w Sierpniu 1980, kiedy przyłączając się do zainicjowanego na Wybrzeżu strajku pracownicy wrocławskiej komunikacji przesądzili o sparaliżowaniu ogólnonarodowym protestem niemal całego Dolnego Śląska. Bo to był w naszej części kraju najpotężniejszy akord tamtych wydarzeń. Od tego czasu MPK było bastionem Solidarności. Po wprowadzeniu stanu wojennego w MPK pracowało mnóstwo działaczy podziemia. Jednym z największych przyjaciół konspiracji młodzieżowej był technik mechanik z zajezdni na Grabiszyńskiej Andrzej Wawrzeń, dostarczający różnorakiej pomocy także naszej Polskiej Niezależnej Organizacji Młodzieżowej. W dużej mierze dzięki niemu dawaliśmy radę drukować swoje pismo pt. „Młodzież”, którego naczelnym redaktorem zostałem po aresztowaniu w roku 1983 Roberta Chmielarczyka „Hrabiego”. Drukując potem pismo „Solidarność Walcząca” wiele razy widziałem pojawiającą się u dołu ostatniej strony „Rodzinę z MPK”. Regularnie wymieniana tam była jako wpłacająca pieniądze mające wspierać antykomunistyczną i niepodległościową działalność. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych moja miłość do MPK weszła w wymiar najbardziej wymierny, bo dzięki Studenckiej Spółdzielni Pracy „Robot” zacząłem nocami pracować zamiatając i myjąc tramwaje. Jednym ze „współzatrudnionych” w zajezdni na Sępolnie był wtedy zresztą niejaki Paweł Kasprzak – wówczas student historii i radykał z NZS-u, z którym raz spędziłem nawet 48 godzin po zatrzymaniu przez SB, dziś znany jako lider tzw. Obywateli RP. No ale to już inna historia a MPK nie jest winne temu, że Paweł aż tak pobłądził.

Powodów do tego, by żywić dla wrocławskiego MPK moc ciepłych uczuć, mam więc wiele. Tym bardziej więc przykre jest to, że dzisiejsze wrocławskie MPK daje mi powody do tego, by te ciepłe uczucia się ostudziły. Korzystając z autobusów trudno mi bowiem dociec powodów, z jakich oczekując na odjazd na przystanku „końcowo – początkowym” muszą one mieć zamknięte drzwi. Pod dworcem głównym normą się stało to, że stoi sobie autobus, w środku osoba za kierownicą płci męskiej lub żeńskiej, przed pojazdem dziesiątki oczekujących. I trudne do odgadnięcia pytanie: dlaczego tych ludzi nie można wpuścić do środka? Latem – to nie był problem, nawet jeśli padał deszcz (wiadomo – jak ciepło to i krople z nieba zimne nie są). Widząc takie obrazki jesienią, gdy zacinał często bardzo już nieprzyjemny deszcz, przed którym schronić się nie było gdzie, postanowiłem zadać Miejskiemu Przedsiębiorstwu Komunikacji pytanie. Znalazłem odpowiednią stronę internetową i w kilku zdaniach przedstawiłem ten problem. Taki, że o późnowieczornej porze oto stoi sobie autobus linii 113 czy 112, w środku, w wyizolowanej kabinie, siedzi sobie pan kierowca a na dworze na wichrze i deszczu przez kilkanaście albo i ponad dwadzieścia minut marznie kilkanaście a czasem nawet i trzydzieści osób. Przed bardzo niezdrowymi warunkami atmosferycznymi schronić się nie mają gdzie. Czy więc nie można by tych ludzi wpuścić, otwierając im choćby te ostatnie, najdalsze od kierowcy drzwi?

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Czy coś w wyniku mojego zapytania, skierowanego do wrocławskiego MPK się zmieniło? Otóż – tak! To znaczy – na mój opis problemu i pytanie odpowiedzi nie dostałem. Natomiast nad przednią szybą autobusu zaczął się pojawiać świetlisty napis, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Brzmi on: „PRZERWA”. Wczoraj, gdy wiał najbardziej porywisty i najmroźniejszy (przynajmniej jak dotąd) wiatr tej zimy napis ten „przyświecał” grupie, wraz z którą na dostąpienie otwarcia drzwi do autobusu linii 113 stałem od godziny 21.35 prawie do terminu odjazdu, czyli 21.59.

Jestem naprawdę pełen podziwu dla kreatywności wrocławskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Tyle, że od takiej kreatywności, będącej skutkiem deficytów sumienia, gasną ciepłe uczucia, jakie się kiedyś miało dla tej firmy. Tym te uczucia robią się bardziej chłodne, im wyższą temperaturę pokazuje termometr, po który trzeba sięgnąć dzień po złapaniu choróbska na mrozie, pod drzwiami zamkniętego autobusu MPK.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content