16 C
Warszawa
sobota, 21 maja, 2022

Klara Anna Gonciarz – Stanisław Srokowski

26,463FaniLubię

Klara A. Gonciarz pisze opowiadania, zajmuje się także pisaniem wierszy. Na konkurs „Obywatelskiej” nadesłała strofy poetyckie i prozę. Szczególnie interesujące wydają się jej doświadczenia prozatorskie. Niespokojna wyobraźnia, duża wrażliwość, uczulenie na właściwości języka powoduje, że jej opowiadania, a właściwie – nowele, budzą zainteresowanie czytelnika. A oto, co sama mówi o sobie. (STS)

LAUREATKA O SOBIE:

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Jestem studentką pierwszego roku w Holandii na kierunku International and European Law (Prawo europejskie i międzynarodowe). Działam również w organizacji United Nations Association Polska, jestem członkiem komitetu w organizacji European Law Students Association oraz pracuję dla International Academic Competitions Polska – konsorcjum organizującego konkursy na całym świecie, a w tym roku po raz pierwszy w Polsce. Nie ukrywam, że sztuka w całym tego słowa znaczeniu jest dla mnie wybitnie bliska; pędzel, kredki czy zwykły ołówek nierzadko znajdują się w mojej dłoni. Jednak to właśnie literatura jest dla mnie odskocznią od rzeczywistości; czymś osobistym, pozwalającym na wewnętrzne podróże, okrycia. Mam na myśli nie tylko czytanie publikacji innych autorów, ale także bycie jedną z nich. Pisanie opowiadań, wierszy pozwala mi na ekspresję siebie, jakichś moich wewnętrznych przemyśleń. Jestem osobą, która dużo obserwuje, robi w myślach notatki, analizuje sytuacje czy otaczający mnie świat. Czasem czuję, że łatwiej jest mi nabazgrać kilka wersów poezji na marginesie notatnika, niż odpisać na prostego sms. Technologia potrafi być przerażająca [śmiech]. W tak szybko rozwijającym się świecie czasem trudno nadążyć za wszechogarniającym pośpiechem. Z całych sił staram się nadążyć za wszystkimi, lecz nie ukrywam, że to, co najbardziej sprawia mi przyjemność, to chwile samotności, tylko ze sobą samą i swoimi myślami. To właśnie wtedy powstają moje feeryczne opowiadania czy mozaikowate wiersze (…).

Literatura jest dla mnie ogromnie ważna, a rozmawianie o niej z innymi to niewątpliwie coś szczególnego i osobistego. Konwersowanie o ulubionych pozycjach to jak dzielenie się własną duszą, własnymi myślami. Takie samo uczucie towarzyszy mi, gdy inni czytają moje publikacje. Każdy uśmiech wywołany na twarzy czy łza wzruszenia w oku spowodowana moimi słowami to dla mnie największa nagroda i powód do niezmiernej satysfakcji i dumy. Jestem niezmiernie wdzięczna za taką możliwość, bo jest to zdecydowanie nieporównywalne doświadczenie.

Mydło Biały Jeleń w kolorze pestek słonecznika

Błądzę. Muszę to sama przed sobą przyznać. Im wcześniej to do mnie dotrze, tym lepiej. Jestem zgubiona i błądzę. Nie wiem, gdzie jestem. Omiatam chaotycznie wzrokiem otoczenie, próbując rozpoznać znajomy znak, miejsce odniesienia, znajomą wskazówkę. Pustka w głowie. Otwieram szerzej oczy, narażając je na syntetyczne, niezwykle nieprzyjemne światło. Podobne do tego z jarzeniówek.

Okropnie nienaturalne; rani moje zmęczone życiem siatkówki. Staram się pokonać ból i narastające uczucie niepokoju, rodzące się w moim brzuchu; od dziecka dokuczało mi to samo znajome, przykre ściskanie w żołądku za każdym razem, gdy czułam się zagubiona lub gdy nie wiedziałam, co robić w jakiejś sytuacji. Wdech i wydech. Na spokojnie. W końcu tylko spokój może nas uratować. Ze wszystkich sił staram zmusić zmęczony umysł do pracy. Jak to wszystko szło?

Znaleźć klucz, zapisać kopertę? Czy może zapisać klucz, odnaleźć kopertę? A może to była kłódka… Zamykam oczy, jednocześnie starając się skupić, jak najbardziej potrafię. Przeszukuję zakamarki mojej pamięci, ale czuję się bardziej jakbym brnęła przez gęstą jak kozie mleko mgłę. Moje wspomnienia są jak dziury w żółtym serze. Parmezan jest żółty, ale czy ma dziury? Dlaczego pomyślałam o witrynie. Takiej sklepowej? Czy ja szukałam jedzenia? Jak to Piwowski dobrze ujął: „Pytania są tendencyjne”.

Otwieram oczy. Czuję, że niemiłosiernie burczy mi w brzuchu. Staram się przypomnieć, kiedy ostatnio jadłam. Mój ostatni posiłek – wczorajsza kolacja. Jajko gotowane przez 7 minut we wrzącej wodzie, trzy kawałki pomidora z obiadu i dwie kromki ciemnego ziarnistego pieczywa z solonym masłem „Krasnystaw”. Skromnie i tak jak lubię najbardziej.

Poruszam bezwiednie prawą ręką; wzdrygam się, gdy moja pomarszczona i zgrubiała przez lata skóra natrafia na jakiś przedmiot. Zerkam wtamtą stronę i z przerażeniem cofam szybko dłoń, jak najdalej od leżącej obok mnie rzeczy. W głowie zaczyna ukazywać mi się obraz, znajomy wyraz. Jest nadal niewyraźny, lecz powoli wydobywa się z odmętów moich wspomnień. Słyszałam go przecież już tyle razy; każde dziecko go zna. Przynajmniej powinno. Kto tam wie, czego ich uczą w tych szkołach. Reforma za reformą. Wzdycham. Za moich czasów…

Opamiętaj się! Upominam sama siebie w myślach i jak na zawołanie słowo staje się czytelne. Patrzę na nie, oglądam, aż w końcu się z nim mierzę. Mysz. Przedmiot, którego przed chwilą dotknęła moja ręka to mysz. Z trudem nabieram powietrza w płuca i wypuszczam je powoli, starając się jednocześnie uspokoić i wmówić sobie, że wszystko będzie w porządku. Wdech nosem, wydech ustami. Wolno, w moim tempie. Sobotnia joga dla seniorów nie poszła na marne. Jola byłaby dumna.

Opornie sięgam więc po mysz. Dotykam ją z lekkim oporem i łapię od góry. Jest dziwna w dotyku, nie taka jakbym się spodziewała. Nie jest ani trochę futrzasta, ciepła. Jej powierzchnia jest gładka, metaliczna; zupełnie jakbym miała w ręce jajko lub kostkę białego pachnącego mydła „Biały jeleń” w kolorze szarych pestek słonecznika. Ale nie tych świeżych, jeszcze mokrych, prosto z kwiatu. Tych już obranych i grzecznie śpiących w plastikowym, żółto-zielonym nieekologicznym opakowaniu; czekających, aż jakaś konsumencka dusza skusi się na przecenę 3,99 zł za 100g.

Wspomnienie o mydle sprawiło, że poczułam się brudna i sfatygowana. Ile ja już tutaj siedzę? Moje pytanie odbiło się od ściany i wróciło z metalicznym pogłosem do moich uszu. Już nawet mój własny głos brzmi jakoś dziwnie, obco; jakbym słyszała dźwięk robota. Znów westchnęłam. Powoli wchodzi mi to w nawyk. Jak tak dalej pójdzie, skończę jako odczłowieczona maszyna, pomyślałam, wzdrygając się na samą ideę bycia zamienionym w kupkę dziurawych blach i rdzawych śrubek.

Dzisiaj znów poległam, przyznaję sama przed sobą. Kolejna próba zakończona rychłą porażką. Zaciskam zęby z frustracji, a kąciki oczu stają się delikatnie rozmazane przez łzy formujące się pod powiekami. Ocieram je wierzchem chropowatej dłoni i wstaję od biurka. Znowu będę musiała fatygować wnuczkę, żeby mi pomogła wysłać głupiego maila.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
321SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content