16 C
Warszawa
sobota, 21 maja, 2022

Odszedł Adam Łotocki – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Adama poznałem na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy wychodzący z podziemia ludzie Solidarności Walczącej, działający przez lata w małych i ściśle zakonspirowanych grupach, często po raz pierwszy spotykali się z członkami innych ogniw tej samej organizacji.

Zrobił na mnie wtedy wrażenie wręcz archetypowego człowieka podziemia. Brodaty, ubrany w gruby sweter robiony na drutach, emanował stoickim spokojem i czymś w rodzaju żelaznej, niemożliwej do złamania woli dążenia do wyznaczonego celu. Wtedy od razu pomyślałem, że esbeckie próby wydobycia z niego choćby odrobiny zeznań, musiałyby trafiać w próżnię. Potem dowiedziałem się, że tak właśnie było. Z naszych rozmów wynikało, że Adam nie ma najmniejszych złudzeń co do przełomu, rzekomo mającego się wtedy w Polsce dokonywać. Przeprowadzaną w naszym kraju operację rozumiał jako nadmuchiwanie balona wielkiej fikcji. Zauważał, że sądownictwo, media, służby, wraz ze wszystkimi strategicznymi narzędziami rzeczywistego sprawowania władzy, pozostawały w tych samych rękach. Wskazywał, że obrana droga do kapitalizmu polegała na uwłaszczaniu się partyjnej nomenklatury na narodowym majątku oraz jego grabieżczej wyprzedaży. Niektórzy spośród spotykających się w naszej ówczesnej siedzibie przy ul. Kotlarskiej liczyli na to, że podłość przy wdrażaniu modelu tzw. transformacji da się przezwyciężyć, a wykolejony pookrągłostołowy dryf w nieokreślonym kierunku da się jeszcze wprowadzić na tory prowadzące do lepszej przyszłości Polski i Polaków. Adam oczywiście też był zdania, że należy do tego dążyć, ale uważał, że jest to zadanie wymagające wysiłku nie mniejszego od tego, jaki wkładaliśmy dotąd w walkę o niepodległość. Jesienią 1990, także przy Kotlarskiej, w dość licznym gronie oglądaliśmy transmisję konferencji, w czasie której przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Andrzej Zoll obwieszczał, że Kornel Morawiecki nie otrzymał prawa do kandydowania w wyborach prezydenckich. Uzasadnia tę decyzję, że listy z podpisami popierającymi tę kandydaturę były liczone trzykrotnie. I chociaż za każdym razem wyniki różniły się o ok. 20 tysięcy, to jednak sprawdzający ani razu nie doliczyli się wymaganych stu tysięcy. Zoll uznał więc, że kolejne liczenie jest bezcelowe. Wielu z nas zareagowało wtedy gniewem, byliśmy oburzeni krańcowym bezwstydem urzędnika przyznającego bez zażenowania, że urząd, za który odpowiada, składa się z ludzi nieumiejących liczyć. I pomimo tak niewyobrażalnej kompromitacji Zoll podjął „prawomocną decyzję” o wykluczeniu jednego z kandydatów. Wśród wypowiadanych wtedy ocen odnoszących się do orzeczenia komisji: „Jeśli raz wynikiem było dziewięćdziesiąt tysięcy, a raz sześćdziesiąt, a nigdy nam nie wyszło sto, więc prawa kandydowania odmawiamy” dał się słyszeć spokojny głos Adama. Pomimo upływu lat wypowiedź tę zapewne wielu pamięta doskonale, bo późniejsze wydarzenia permanentnie potwierdzały jej trafność. Adam ze stoickim spokojem powiedział wtedy: „Temu Zollowi powinniśmy być wdzięczni. Przecież on jasno i wyraźnie nam uświadamia, jaki ład właśnie jest w Polsce zaprowadzany. On nam mówi wprost, żeby się rozstać z marzeniami o uczciwości, o rządach prawa, o elementarnej urzędniczej rzetelności. To, co właśnie od niego usłyszeliśmy, jest tym samym, co kwestia szatniarza z filmu Barei – nie mam pana płaszcza, no i co mi pan zrobisz? Doceńmy tę szczerość poinformowania nas o tym, jaki to porządek oni nam dziś w Polsce budują”. Pamiętam milczenie, jakie zapadło po słowach Adama. A także mój podziw dla jego zdolności formułowania kwintesencji tego, z czym mieliśmy wówczas do czynienia.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

W rozmowach ze mną Adam nie przejawiał skłonności do wspomnień. Jak większość tych, którzy budowali Solidarność Walczącą, miał wykształcenie politechniczne i ścisły umysł. Skupiał się na konkretnych działaniach i konkretnych celach. O tym, co robił w podziemiu, dowiadywałem się ze wspomnień innych naszych przyjaciół. Z Kornelem Morawieckim współpracował co najmniej od roku 1978, zajmował się transportem i kolportażem publikacji drugiego obiegu. Był wśród tworzących zaplecze poligraficzne Biuletynu Dolnośląskiego oraz Kooperatywy Wydawniczej Wyzwolenie. W 1980 włączył się do działalności NSZZ Solidarność, ale spodziewając się po komunistach wyłącznie najgorszego, koncentrował na działaniach konspiracyjnych. Wprowadzenie stanu wojennego nadmiernie Adama nie zaskoczyło. Spodziewał się ataku na odzyskujące podmiotowość społeczeństwo się i był przygotowany – współorganizował strajk w ZPUA przy ul. Tęczowej we Wrocławiu, już w grudniu 1981 roku włączył się też w budowaną przez Kornela Morawieckiego wydawniczo-kolportażową strukturę RKS NSZZ Solidarność Dolny Śląsk. Organizował drukowanie tajnych pism komitetów Solidarności kilku zakładów pracy. W czerwcu 1982 został członkiem Solidarności Walczącej. Oprócz drukowania zajmował się łącznością z nowo powstającymi ogniwami organizacji. Bodaj największy rozmach miała jego długotrwała współpraca z konspiratorami Małopolski. W czasie największej fali aresztowań w latach 1983 i 1984 dokonywał brawurowych ewakuacji sprzętu i materiałów drukarskich z lokali, do których już jechały samochody SB. W takich właśnie okolicznościach w kwietniu 1984 został zatrzymany w mieszkaniu Stanisławy Pielachy przy ul. Kamiennej. Dzięki temu, że w lokalu już nie było dowodów działalności, po dwóch dniach Adam został zwolniony. Wtedy jednak bez przerwy nękano go zatrzymaniami na 48 godzin. Odwetem za bezskuteczność przesłuchań było zwolnienie z pracy. Od tego czasu utrzymywał się z wykonywania różnych prac, w dużej mierze projektów inżynierskich. Potem rozpoczął własną działalnoś

gospodarczą o takim charakterze. Nauczył się skutecznie działać w podziemiu pomimo inwigilacji, prowadzonej przez SB. Wielu wspomina jego niezmienną gotowość służenia innym swoim czasem nawet wtedy, gdy oznaczało to konieczność zarywania nocy i przemierzania całej Polski wzdłuż i wszerz.

Adam umarł nagle, wywołując bolesny wstrząs w rodzinie, w kręgu przyjaciół i współpracowników z czasów konspiry. Wraz z jego odejściem utraciliśmy piękną postać, zasłużoną w walce o wolność Polski i wyzwolenie świata z okowów komunizmu. W ostatnią sobotę listopada żegnaliśmy się z Adamem na Cmentarzu Kiełczowskim, na którym spoczywa już kilkoro działaczy Solidarności Walczącej.

Kilkanaście metrów od jego grobu znajduje się mogiła Małgosi Brzozy, jednej z jego niegdysiejszych współpracowniczek, która zmarła niespełna rok temu.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
321SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content