-3,7 C
Warszawa
poniedziałek, 24 stycznia, 2022

UNIJNE PRAWO CZY BEZPRAWIE? – Artur Adamski

26,463FaniLubię

W 1998 roku rozpocząłem pracę w Kancelarii Prawnej „Causa” W. Malicki Spółka Komandytowa. W branży związanej z prawem gospodarczym, jako specjalista d.s. kontaktów z klientami, doradca prawny a potem szef zespołu negocjacyjnego zatrudniony byłem przez osiem lat.

Pierwszym, i to potężnym, moim wrażeniem z pracy w branży prawa gospodarczego był ogrom możliwości dochodzenia do ostatecznych orzeczeń sądowych i to nawet w przypadku spraw drobnych, by nie powiedzieć – banalnych. Właściciel kiosku z warzywami, jeśli był pewien swoich racji i miał wolę ich dochodzenia, przez całe lata potrafił bronić swoich praw, przeciw wielkiej międzynarodowej firmie skutecznie odwołując się do kolejnych instancji. I odwołując się do kasacji wyroku Sądu Najwyższego, w siódmym czy ósmym roku zaciętego sporu, wygrać z gigantem i kontynuować swą działalność w miejscu, które postanowił dla siebie bronić. W latach mojej pracy w kancelarii prawnej osobiście spotkałem się z dosłownie setkami (a słyszałem o tysiącach, bo tyle ich kancelaria prowadziła) spraw związanych z przeróżnymi budowami. Większość toczyła się z zaangażowaniem licznych biegłych, brnęła przez kolejne instancje, w których strony na wiele sposobów dowodziły swoich racji. Z każdą związana była masa dokumentacji, analiz i różnych propozycji dogadania się, kompromisu, zakończenia sprawy drogą polubowną. Ponad 90% tych spraw dotyczyła inwestycji małych – domków jednorodzinnych, małych bocznych dróg, pawiloników handlowych, modernizacji czy remontów. W każdej sędziowie i specjaliści różnych dziedzin pochylali się nad problemem. Nawet, jeśli jego skala byłą mała, często dotyczyła dosłownie paru ludzi, dążono do wyważenia racji, do tego, by po prostu nikogo nie skrzywdzić.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Wydawać by się mogło, że tzw. „stara Europa”, ponoć posiadająca tak bezbrzeżną, prastarą tradycję prawną, powinna mieć w tym zakresie standardy jeszcze wyższe. Kiedy Polska stała się członkiem Unii Europejskiej przyszło nam się jednak przekonywać, że niestety, ale – raczej tak nie jest. W tym zakresie w roku 2004 zaczęło się dla nas jedno wielkie pasmo rozczarowań, dających zarazem arcysolidne podstawy do pozbycia się wszystkich tego dotyczących kompleksów. Jakakolwiek jurystyczna wyższość tego wszystkiego, co leży między Odrą a Atlantykiem okazała się – nie istnieć. A w końcu nadszedł dzień, w którym jakiś hiszpański babsztyl, z powodu nie nadawania się do roboty politycznej przez jej macierzystą partię wsadzony na stanowisko sędziowskie w Brukseli, jednoosobowo podjął decyzję o natychmiastowej likwidacji ośmiu procent polskiego sektora energetycznego! Okazuje się więc, że Unia Europejska to taki twór, w którym kobiecina o umysłowych horyzontach węższych od szpary między drzwiami a futryną, udowadniając że nie bardzo kuma co to kopalnia, co Dolny Śląsk a co energetyka, potrafi beknąć: „zamknąć natychmiast” i to beknięcie ma rangę prawomocnej unijnej decyzji!

Kiedy z niedowierzaniem przyjmowałem to „orzeczenie”, wydane jednoosobowo i bez oparcia na czymkolwiek zasługującym na nazwanie „wiedzą”, przypomniałem sobie wieloletnie boje w polskich sądach, w których w sprawie osiedlowego sklepiku kolejne instancje powoływały co raz to nowe ekspertyzy, opierające się na analizach kolejnych biegłych. Przypomniałem sobie tę masę dokumentów z wyliczeniami, wielowariantowymi skutkami potencjalnych decyzji. Dziś wiem, że w obliczu tych standardów, jakimi popisuje się Unia Europejska, każda polska kobieta pracująca w maglu czy przy darciu pierza ma pełne prawo całemu temu brukselskiemu sądownictwu powiedzieć: „A kury wam szczać prowadzać a nie choćby i o jednym kaczym kuprze orzekać!”

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content