-3,7 C
Warszawa
poniedziałek, 24 stycznia, 2022

Gdzie jest Anna Walentynowicz? – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Syn Anny Solidarność zidentyfikował ciało swej matki nazajutrz po katastrofie smoleńskiej. Nie dostrzegł na nim żadnych urazów czy nawet zabrudzeń. Bohaterka naszej niepodległości wyglądała tak, jakby przed chwilą zasnęła. Później jej zwłoki zostały zamienione ze szczątkami innych ofiar i nawet po powtórnym pochówku nikt nie jest pewien, gdzie się dzisiaj znajdują.

Kornel Morawiecki o Annie Walentynowicz mówił: „Kobieta, od której Solidarność się zaczęła”. Miałem zaszczyt wejść na niektóre z bezliku ścieżek, przemierzanych przez tę jedną z najpiękniejszych postaci naszej historii. Ćwierć wieku temu spytałem panią Annę o zaprzyjaźnionych z nią małżonków Bibrów z Gdyni. Często wraz moją żoną Grażyną docieraliśmy do nich z plecakami konspiracyjnych materiałów. U nich też spotykaliśmy się z Edkiem Frankiewiczem z trójmiejskiej Solidarności Walczącej. Pani Anna odpowiedziała wtedy, że opowiadali jej o „dzielnych studentach z Wrocławia”. Te słowa wypowiadane przez tak osobę niezwykłą były dla nas oczywiście wielkim honorem.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

10 kwietnia 2010 roku Mateusz Morawiecki od rana uczestniczył w jakiejś ważnej zagranicznej konferencji, gdzie miał ograniczony dostęp do polskich mediów. W strumieniu esemesowych pytań, jakie wtedy od niego otrzymywałem, najczęściej powtarzało się to, czy na pokładzie prezydenckiego samolotu była Anna Walentynowicz. Niestety, w końcu przyszło mi tę straszną wiadomość potwierdzić.

Z oczywistych przyczyn postać ta bardzo wielu zdumiewa, fascynuje, wzbudza szacunek i podziw. Dwadzieścia lat temu, Jerzy Zalewski wraz ze swoimi współpracownikami zaczął utrwalać o niej filmowe relacje. W tym celu przemierzał m.in. dawne polskie Kresy. Tam spotykał się z krewnymi Anny Walentynowicz. Pewnego dnia zauważył, że jakimś trafem ustawili się przed kamerą w sposób do złudzenia przypominający scenę z najbardziej intrygującego obrazu Paula Gauguina. A jego tytuł „Kim jesteśmy? Skąd przychodzimy? Dokąd zmierzamy?” brzmi przecież jak te wielkie pytania, do których w swej działalności odwoływała się Anna Walentynowicz.

Grób Anny Walentynowicz

Film pod takim właśnie tytułem nie jest dla widza łatwym przeżyciem. Nie pamiętam, czy wcześniej oglądałem coś, co wymaga równie dużego skupienia. Duża część obrazów to sceny z pogrzebów, ekshumacji i sekcji zwłok. Prawdę czasu, w którym działy się te przejmujące ceremonie i czynności, oddają rozgrywające się równolegle sceny tłumów wychowanych i uformowanych przez media pookrągłostołowego UBekistanu. Orgii bluźnierstw, radosnej furii szyderstw i ściganiu się w kpinach z cierpienia, towarzyszy też buta posłów rządzącej wówczas partii. Zrozpaczonym bliskim krewnym, poszukującym ciągle zwłok tragicznie zmarłej, członkowie sejmowej komisji mieli do powiedzenia tylko tyle, że to oni, poselska elita, są powołani do mówienia. Ich zdaniem inni, zaszczyceni wpuszczeniem na teren parlamentu, powinni się ukontentować jedynie słuchaniem. Kadry z mimiką i szerokimi uśmiechami eksponującymi uzębienie posła Kropiwnickiego aż się proszą o cytat z Miłosza o śmiechu, jakim niektórzy wybuchają nad ludzką krzywdą.

Jakże znamienne jest to, że wszystko, co w tej opowieści najmądrzejsze, najbardziej wzniosłe i szlachetne, objawia się wtedy, gdy akcja przenosi się z salonów pełnych ludzi w drogich garniturach do tonących w błocie zabiedzonych wiosek z rodzinnych stron Anny Walentynowicz. Krańcowy cynizm, bezbrzeżną nikczemność, zdumiewającą głupotę i krańcową wulgarność kreatur uważających się za elity zastępuje wtedy nie tylko świat odwiecznych prawdziwych wartości i chrześcijańska dobroć, ale też myślenie wręcz porażające jasnością i przenikliwością. Film Zalewskiego, podobnie jak i obraz Salonu Warszawskiego z Mickiewiczowskich „Dziadów”, obnaża postawiony na głowie porządek świata. Kiedyś to kuriozum było dziełem satrapii azjatyckich carów. W naszych czasach sprawcami są sowieccy namiestnicy, generujący – wespół z poplecznikami od tzw. ustrojowej transformacji – kolejne stadia patologii. Mrocznym obrazom z cmentarzy, pracowni medycyny sądowej i komisji wpisujących się w wykładnie napisane cyrylicą towarzyszą pojawiające się co jakiś czas grupki solidaryzujących się z bliskimi ofiar. W zbudowanym na kłamstwie, cynizmie i grabieży quasi-państwowym potworku, szumnie zwanym Trzecią RP, ludzie z biało-czerwonymi flagami spychani są jednak na margines. I jakby ponad rozgrywającymi się wydarzeniami unoszą się wypowiedzi samej Anny Walentynowicz, która chwilami wchodzi wręcz w rolę narratora filmu. Jej słowa, odnoszące się do spraw bieżących i ponadczasowych, uderzają spokojem wiary w sens niezłomnego stania po stronie prawdy. Perspektywa, jaką posługuje się ona dla opisu naszej współczesności sprawia, że film ten bardziej niż dokumentem historycznym staje się traktatem o charakterze historiozoficznym. A nawet metafizycznym – obrazy śmierci przeplatają się z liturgią i dyskursem religijnym oraz pojawiającą się w różnych miejscach postacią jakby ciągle żyjącej Anny Walentynowicz. Czy Jerzy Zalewski posłużył się tym zabiegiem, dlatego że miejsce pochówku bohaterki filmu nadal nie jest znane? Sam dopiero w czasie projekcji premierowej zauważył, że w końcowych napisach, w których nazwiska zmarłych współtwórców filmu zostały ujęte w żałobne ramki, nazwisko samej Anny Walentynowicz nie jest otoczone taką ramką. Czy to dzieło przypadku, czy podświadomego przekonania o tym, że ziemska droga Anny Solidarność jeszcze się nie zakończyła?

Nawet firmowy znak sponsora, pojawiający się na otwarciu i w zamknięciu tego filmu jest znaczący. Animacja z rozwijającym skrzydła białym orłem Polskiego Koncernu Naftowego ORLEN wygląda tu jak symboliczny, ale oczywisty składnik tej opowieści. W kontekście tego, czego świadkami stają się uczestnicy misterium tej projekcji, olśniewający bielą, wzbijający się do lotu lub rozpościerający skrzydła w niezłomnej gotowości obrony najświętszych wartości, jest jak gwarancja zwycięstwa wszystkiego, co jasne, szlachetne i piękne nad tym, co brudne, podłe i zakłamane.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content