-4,5 C
Warszawa
czwartek, 9 grudnia, 2021

Nikczemne wykwity kreowania zakłamanych narracji – Artur Adamski

26,463FaniLubię

„Gazeta Wyborcza” tak napisała o problemie muzułmańskich migrantów ekonomicznych, koczujących na białorusko – polskiej granicy: „Polacy znów, jak w czasie wojny, nic nie robią dla umierających ludzi. Najgorsze jest poczucie niemego współuczestnictwa”.

Zacznijmy od tego, co na końcu i co najmniej ważne. Kto ma oczy do widzenia, uszy do słuchania, choć kilka szarych komórek i gram przyzwoitości ten wie, że państwo polskie od paru miesięcy ma w pełnej gotowości konwoje humanitarne. Propozycja ich wyjazdu, celem pomocy przebywającym w białoruskich lasach, została przez polskie władze ogłoszona natychmiast, jak tylko pojawiły się informacje, że pomoc taka może być potrzebna. Jednak pomimo wielokrotnego ponawiania tej propozycji zawsze spotykała się ona z odmową ze strony władz białoruskich. Oferta naszego państwa nadal jest jednak aktualna. O jakim więc „poczuciu niemego współuczestnictwa” faryzejsko majaczy „Wyborcza”? Tak bardzo jest przecież znana ze strojenia się w piórka „pierwszej obrończyni legalizmu”. Czy teraz życzy więc sobie, żeby państwo polskie otwarcie łamało prawo międzynarodowe dopuszczając się przekraczania granicy z pomocą humanitarną przez linie objęte traktatami kategorycznie zakazujące ich przekraczania? Czego sobie życzą „humaniści” publikujący takie brednie? Łamania międzynarodowego prawa przez państwo polskie? Naruszania integralności terytorialnej sąsiedniego państwa? Strzałów na granicy? Konfliktu granicznego?

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Druga część wywodu „Wyborczej” to sprawa dużo poważniejsza, bo zawiera zarzut z kategorii, w pełnym pojęcia tego rozumieniu, łajdackich. Otóż głosi ona ni mniej ni więcej, że Polacy w czasie wojny nic nie robili dla umierających ludzi. Czyli, twierdzi „Wyborcza”, wojna polegała na tym, że ludzie umierali a Polacy – patrzyli. Pierwsza podłość rzuca się w oczy na poziomie leksyki. Mamy tu bowiem rozróżnienie na Polaków i na – ludzi. Nie tak dawno, pojawiająca się na łamach „Wyborczej” prof. Barbara Engelking – Boni tłumaczyła nam już, że Polacy to coś niższego. Bo, w przeciwieństwie do Żydów, dla których śmierć to kategoria metafizyczna, spotkanie z absolutem, dla Polaków śmierć to coś zwyczajnego. „Śmierć jak śmierć” – nauczała nas pani Engelking, dość jednoznacznie dając do zrozumienia, że w przeciwieństwie do śmierci Żyda śmierć Polaka to jakby tylko – kwestia biologiczna. Widać mocno się przyjęło w „Wyborczej” takie różnicowanie. Bo znów tu mamy dwie kategorie: Polaków i – ludzi.

OK, przyjmijmy (na potrzeby tej analizy), że jesteśmy tylko Polakami. I zastanówmy się, co znaczy to, że pokolenia naszych ojców i dziadków patrzyły na śmierć ludzi. I, jak chce „Wyborcza”, nic nie robiły. Czyli, że w czasie wojny Polacy byli stroną w najlepszym razie – bierną. A także, że to nie oni umierali, gdyż oni „nic nie robili dla umierających ludzi”. No więc znamy chyba nieco inną historię Polski. Mi jest wiadomym, że pod niemieckimi bombami Polacy umierali od bladego świtu 1 września 1939 do ostatnich godzin wojny w maju 1945. Mi wiadomo, że wymordowano wszystkich mieszkańców kilkuset wiosek, Od października 1944 do stycznia 1945 Warszawa była wypaloną pustynią. Z ponad 35 milionów obywateli RP w roku 1938 ich liczba do roku 1946 spadła do 23 milionów. A „Wyborcza” mi mówi, że Polacy byli w tym czasie zajęci „nic nie robieniem dla umierających”. Czy naprawdę nie potrafi zauważyć, że zabijano wtedy miliony Polaków? A może ich umieranie, zgodnie z wykładem pani prof. Engelking – Boni, się nie liczy? Bo ich umieranie to nie „metafizyka, spotkanie z absolutem”, ale jedynie „zwykła sprawa, Polaka śmierć jak śmierć”?

OK, przyjmijmy (na potrzeby tej analizy), że krańcowy szowinizm, głoszony przez prof. Barbarę Engelking – Boni, jest w jej kręgu jakimś standardem. I pogodziwszy się (na ten moment, żeby pojąć, co tu się wyprawia), z własną rolą tego niższego bytu, dla którego „śmierć to nie tragedia, lecz tylko biologia” zestawmy to z historycznymi faktami. „Wyborcza” twierdzi: „Polacy nic nie robili dla umierających ludzi”. Czyli cały, proporcjonalnie największy, wysiłek zbrojny narodu polskiego, oznacza „nic nie robienie”? Przypomnijmy, że w całej antyhitlerowskiej koalicji Polacy walczyli tak długo, jak nikt inny. Po Związku Sowieckim, Stanach Zjednoczonych i Imperium Brytyjskim wystawili do walki najwięcej żołnierzy. W przeliczeniu na wielkość własnej populacji – Polaków przeciw Hitlerowi w tej wojnie walczyło zdecydowanie najwięcej. Podziemie zbrojne, ruch oporu – zdecydowanie największe. Zorganizowana pomoc dla prześladowanej ludności żydowskiej – istniała tylko i wyłącznie w Polsce. Polski rząd na uchodźstwie, funkcjonujący wyłącznie z kredytów zaciąganych w państwach sojuszniczych, przeznaczał pieniądze również na ratowanie Żydów. Ile w tym czasie na ratowanie Żydów wysupłały razem wzięte amerykańskie i wszystkie inne razem wzięte organizacje żydowskie? Warto by dokładnie policzyć, ale wiemy przecież, że będą to sumy nie setki, ale TYSIĄCE RAZY mniejsze! Polakom zarzuca się – bierność?! A na czym polegała w tym czasie „aktywność” jakże zamożnego i wypływowego Światowego Kongresu Żydów, od 1936 roku działającego nie tylko w USA, ale i w dziesiątkach innych (dziś 115) krajów świata? A gdzie była „aktywność” bezliku innych (w tym biznesowych, finansowych, bankowych) żydowskich organizacji? Polakom zarzuca się „nic nie robienie dla umierających”?! W Polsce za najdrobniejszy gest pomocy Żydowi Niemcy mordowali całe rodziny. Za to samo w okupowanych krajach Zachodu groził może areszt, może mandat. W takiej np. Danii – zupełnie nic, tam gestapo nie wchodziło do domu, jeśli nie miało na to zgody właścicieli. A jakoś tak się stało, że to właśnie Polacy stanowią najliczniejszą część Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Tysiącom innych, wymordowanych za niesienie pomocy Żydom, się to nie udało.

Od hekatomby II wojny światowej Polacy to „naród z resztek” a Polska to kraj usiany tysiącami miejsc, w których Polaków mordowano, tysiącami zbiorowych miejsc spoczynku ich doczesnych szczątek. Za stawienie oporu druzgocącym potęgom ludobójczych reżimów z Zachodu i Wschodu Polacy zapłacili morzem swojej krwi. Wymordowano większość polskich elit, poległ kwiat polskiej młodzieży. A teraz doczekaliśmy się W Polsce takich, którzy potrafią pisać, że „w czasie wojny Polacy nic nie robili dla umierających ludzi”.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content