11,9 C
Warszawa
piątek, 15 października, 2021
spot_img

MARSZ PODLEGŁOŚCI – Artur Adamski

26,463FaniLubię

Różne są powody, dla których ludzie organizują wiece i formując pochody wyrażają jakieś żądania lub swoje poparcie dla jakiejś sprawy. Tradycją stał się już np. Marsz Niepodległości, wyruszający każdego 11 listopada by oddać cześć tym, którzy za polską wolność oddali życie a zarazem by zamanifestować wolę życia we własnym, podmiotowym, niezawisłym państwie.

A w jakim celu ostatniej niedzieli zeszły się tysiące obywateli naszego kraju, wezwanych do tego przez Donalda Tuska? Polityk ten demonstracje swoje zwołał w odpowiedzi na orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego o wyższości w naszym państwie Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej nad prawem Unii Europejskiej. Orzeczenie to jest oczywistością, gdyż Konstytucja mówi to w zawartym w niej artykule, wyrażonym w sposób absolutnie jednoznaczny i najprostszy z możliwych. Podobne orzeczenie wcześniej wydały trybunały konstytucyjne lub sądy najwyższe kilku innych państw, również będących członkami Unii Europejskiej. I w żadnym z nich przeciw takiemu orzeczeniu nie protestowała ani jedna osoba. Zgoła nikt nie interpretuje tam elementarnej podmiotowości i szacunku do własnej ojczyzny jako dążenia do wyjścia z Unii Europejskiej. Skąd więc w naszym kraju tysiące ludzi opowiadających się za upośledzeniem podmiotowości państwa polskiego, za radykalnym ograniczeniem jego suwerenności, za dobrowolną rezygnacją z posiadanego zakresu polskiej wolności na rzez podporządkowania Polski czynnikom zewnętrznym?

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Chciałoby się powiedzieć, że w dniu, w którym w polskich miastach zbieraniny ich mieszkańców wzięły udział w tych „wiecach i marszach podległości” ci, którzy walczyli o polską niepodległość przewracali się w grobach. Lecz niestety – za swojego życia oni widzieli podobne rzeczy. Od stuleci ciągle bowiem w Polsce mamy nieustannie reprodukujące się grono takich, których polska suwerenność uwiera. Niepodległość to dla nich zbędny, uciążliwy balast, którego chętnie by się pozbyli. W części są to klasyczni żałośni renegaci, w części to indywidua upatrujące osobistego interesu w oddawaniu się obcej służbie, w części kosmopolici lub „Europejczycy polskiego pochodzenia”, dla których Polska nie stanowi wartości godnej ani zainteresowania ani obrony. No i jak przy każdym tego rodzaju spędzie nie brakuje beztroskich wesołków oraz takich, którzy nie rozumieją, o co chodzi. Kiedy u schyłku XVIII wieku Rzeczpospolitą wymazywano z mapy też nie brakowało w niej takich co mówili, że w zasadzie nic wielkiego się nie stało, bo przecież pozostajemy w Europie a przede wszystkim jesteśmy przecież Europejczykami. Hetman Wielki Koronny Franciszek Ksawery Branicki na wieść, że likwidujące jego państwo rozbiorowe traktaty ostatecznie się dokonały stwierdził „a więc Polski już nie ma?” z czego natychmiast wyciągnął radosną konkluzję: „no to jestem Rosjaninem!” Odbieranie Polsce podmiotowości wtedy też dokonywało się etapami. Sejm Niemy przekształcał nasze państwo w rosyjski protektorat, ale na mapie Polska ciągle była. Stąd też wielu uważało, że wcale nie jest tak źle i że w zaistniałej sytuacji całkiem nieźle można się urządzić. Po pierwszym rozbiorze nastąpił nawet gwałtowny rozwój gospodarczy, owocujący dość powszechnym wzrostem zamożności. Kolejne, ingerujące w polski ład ustrojowy i prawny kroki Rosji i Prus wzbudzały niepokój jedynie części ówczesnych elit. A potem tempo likwidacji naszego państwa nagle przyspieszyło, niepodległościowa insurekcja została stłumiona tym łatwiej, że część politycznych liderów wzywała do nie drażnienia ościennych mocarstw, bo przecież można z nimi dojść do obustronnie korzystnego porozumienia. Efektem było to, że państwa już nie było a każda próba jego restytucji przez ponad sto lat topiona była we krwi najlepszych synów ojczyzny. Losem polskim stała się totalna rusyfikacja, germanizacja, eksploatacja.

Na przełomie XIX i XX wieku Pan Młody z „Wesela” Wyspiańskiego ubolewał, że „my ciągle w psiej niewoli”. Kiedy jednak nadludzkim wysiłkiem i ogromną daniną krwi Polska znów zyskiwała szansę odzyskania swej podmiotowości to wtedy też wcale nie wszyscy niepodległością byli zainteresowani. Zbyt słabo pamięta się dziś o tym, jak wielu ludzi o polskich korzeniach sto lat temu opowiedziało się po stronie zaborców. Wielu mieszkańców zaboru austriackiego o wojskach CK Armii mówiło „nasi” tak, jak w „Priwislienskiej Stranie” i na Ziemiach Zabranych nie jeden „nasi” mówił o Moskalach i ich kacapskim wojsku. Przez niektóre miasta przetaczały się nawet demonstracje protestujące przeciw próbom odzyskanie przez Polskę niepodległości. W Białymstoku niosły one transparenty z napisem „Precz z białą gęsią” – jednoznacznie wymierzone w posługujących się znakiem białego orła jako symbolem polskich dążeń niepodległościowych.

„Marsze podległości” niestety mają w Polsce długą i smutną tradycję. I należy się liczyć z tym, że ich uczestnicy są tym dobrem naturalnym, którego długo nam nie zabraknie.

Artur Adamski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content