-4,3 C
Warszawa
czwartek, 9 grudnia, 2021

Strajk – Michał Mońko

26,463FaniLubię

Strajk na Wybrzeżu Gdańskim w sierpniu 1980 roku nie był bułką z masłem. Każdego dnia, o każdej godzinie, ten albo tamten zakład, zdominowany przez partię, mógł zawiesić strajk. Z rana dwudziestego piątego mógł upaść strajk w Stoczni Gdyńskiej im. Komuny Paryskiej w Gdyni.

Z rana o dziewiątej, kiedy jak co dzień, przychodzę do Stoczni Gdyńskiej na posiedzenia Komitetu Strajkowego, zastaje pustki w pawilonie Komitetu. Jest poniedziałek, 25 sierpnia 1980, dwunasty dzień strajku na Wybrzeżu Gdańskim.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

– Co jest? – pytam spotkanego Mariana Tyszkę z W5.

– Aaa! – chłopiec macha ręką, przełyka kęs kanapki. – K2 wychodzi! Nie sam. Chcą pociągnąć za sobą inne wydziały.

– Jak to?

Tyszka wyjaśnia, że w suchym doku, na samochodowcu B487/1 o nośności 17 800 ton, odbywa się właśnie wiec, zorganizowany przez wydziałową POP.

– Zebrało się trzy i pół, może cztery tysiące stoczniowców, i chcą iść do domu!

Wydział K2 nie jest zwyczajnym wydziałem kadłubowym. To sztandar Stoczni Gdyńskiej. Sztandar czerwony. Tu członkiem POP jest Stanisław Kania, członek Biura Politycznego KC. Obok Kani członkiem POP na K2 jest Fiszbach, I sekretarz KW, przewodniczący WRN. No i to jest powód wyprowadzania K2 ze strajku.

Lech Wałęsa, Michał Mońko, syn Wałęsy Sławomir, 24 sierpnia, mała Sala BHP

Sztandarowym wydziałem Stoczni Gdyńskiej dyryguje Kazimierz Urbanek, spawacz, działacz partyjny, delegat na VIII Zjazd PZPR. Urbanek jest obstawiony przez ludzi z ORMO, z SB, z POP i z KZ, z Zarządu ZSMP, z Klubu Oficerów.

Co robić, żeby zatrzymać stoczniowców na strajku? Jeśli wyjdzie K2, to wyjdą pozostałe wydziały kadłubowe. A jeśli wyjdą kadłubowe, proletariackie, to za nimi pójdą wyposażeniowe. I tak wyjdzie cała Stocznia Gdyńska.

Tymczasem w pawilonie Komitetu Strajkowego wciąż pustki, tylko Tyszka i ja, dziennikarz „Kultury”.

– Wywiało wszystkich czy co? – zastanawia się Tyszka.

– Idziemy na K2 – mówię zdecydowanym tonem.

Do pawilonu wchodzi Lech Demski, spawacz na K5, który odpowiada za Pocztę Strajkową. Kiedy słyszy, że zamierzam iść na K2, odradza.

– Rzuci jeden z drugim śrubą albo kluczem i po tobie.

– Kto rzuci?

– Każdy może rzucić. Jak chcą wyjść do domu, to wyjdą. Nic ich nie powstrzyma.

Idziemy jednak. Od głównej bramy do suchego doku idzie się 22 minuty. Idę i myślę. Wiem, że rozłamowcy na K2 popełnili zasadniczy błąd. Nie powołali jakiejś przywódczej grupy, która miałaby wyprowadzić stoczniowców ze strajku. Jedynym przywódcą na K2 jest Urbanek. A zatem gdy zostanie skompromitowany, cała idea wyłamania się ze strajku zostanie skompromitowana.

Oglądam się. W odległości może trzydziestu metrów za mną idzie Demski. Dalej, może pięćdziesiąt metrów za mną, dostrzegam Jerzego Surdykowskiego, dziennikarza „Życia Literackiego” z Krakowa.

W czasach tzw. drugiej „Solidarności”, po 1989 roku, Surdykowski będzie dyplomatą, pisarzem, orędownikiem wolności i prawdy. Ale zanim trafił do „Życia Literackiego”, był działaczem partyjnym w Gdyni.

– Jeśli nie dostaniesz śrubą w łeb, to dasz na mszę świętą – powiada Tyszka.

– Dam.

Wchodzę na kadłub osiemnastotysięcznika. Samochodowiec Ro-Ro bez pokładów, wypełniony setkami ludzi w kombinezonach, sprawia wrażenie teatru greckiego. Oby nie rozegrała się tu tragedia grecka, myślę sobie, stając na rufie.

Nagle zapada cisza. Słyszę jak gdzieś kapie woda. Ludzie patrzą w górę, ja patrzę w dół na ludzi jakby przyklejonych do burt kadłuba. Tyszka stoi kilka metrów za mną. Dalej, za Tyszką, stoi Surdykowski.

Moja strategia zatrzymania tysięcy ludzi na K2 jest prosta. Mam wywołać Urbanka. Skompromituję go tylko wówczas, gdy uda mi się wykazać religijnym Kaszubom, że religijność Urbanka kłóci się z jego partyjnością.

– Czy jest tu Urbanek!? – wołam i powtarzam. – Urbanek!

Odzywają się głosy:

– Jest!

– Tu jest!

– Pokaż się, Urbanek!

– O, tu jest!

Dostrzegam w dole wymachującego ręką. To Urbanek. Stoi w otoczeniu kilkunastu ludzi w marynarkach. To aktyw partyjny Stoczni Gdyńskiej. Wierni z najwierniejszych. Towarzysze z KZ, z Klubu Oficerów, z Zakładowej Sekcji SB, z Zarządu ZSMP. Między nimi I sekretarza KZ, Litzbarski.

Cisza. Wykorzystuję pauzę dla podniesienia napięcia. Pytam, wymawiając wyraźnie słowo po słowie:

– Czy wierzy pan w Boga, panie Urbanek?

Cisza. Słyszę spadające krople wody. Mija sekunda, druga… Jak zareaguje Urbanek?

Urbanek zaskoczony. Każda odpowiedź Urbanka będzie dla mnie dobra. Fatalnie będzie, jeśli Urbanek nie odpowie na moje pytanie albo mnie zaatakuje. Jeśli powie, żebym spieprzał, zaczną rzucać śrubami. Ale Urbanek grzecznie odpowiada:

– Wierzę!

Mam go! – myślę. Doskonale! Nie mogło być lepiej. Teraz zadaję pytanie, wskazując palcem w górę, a następnie w dół:

– Wierzy pan w tego Boga w Niebie, czy tego bożka w legitymacji partyjnej?!

Szmer.

Poruszenie.

Urbanek nie wie co odpowiedzieć. Waha się. Jest mi to na rękę. Ale wokół Urbanka ruch, pokrzykiwania, zaraz będą rękoczyny.

Słyszę niewyraźne głosy:

– A w jakiego ma wierzyć?!

– Wiadomo, partyjny.

Podnoszę w górę ręce, wywołuję Urbanka.

– Panie Urbanek, w co albo w kogo pan wierzy?

– Wierzę w Boga!

Na taką odpowiedz czekałem. Takiej odpowiedzi spodziewałem się.

– Wiem, że pan wierzy w Boga – mówię. – Nie wiem, w którego Boga pan wierzy. Kto albo co jest dla pana Bogiem?

– No… Bóg ten w Niebie.

Ta wypowiedz sprawia, że Urbanek jest szarpany, popychany przez tych, którzy stanowią jego wsparcie na K2.

– Panie Urbanek, czy chce pan powiedzieć, że wierzy pan w Boga, a jednocześnie należy pan do bezbożnej, zbrodniczej partii komunistycznej, która niszczy Kościół, która więziła kardynała Stefana Wyszyńskiego. Należy pan do partii, która mordowała i morduje księży i niszczy Kościół. I mówi pan, że wierzy w Boga i jest człowiekiem Kościoła!? Czy naprawdę wierzy pan w Boga?

– Wierzę!

– On wierzy w Boga!!

– Że też nie trzaśnie go piorun!

Szum, okrzyki:

– Kłamca!

– A co się dziwić!?

– Czerwony!

Znowu podnoszę w górę ręce.

– To znaczy, że oszukuje pan i partię, i Boga – wołam. – Oszukuje pan także bezpartyjnych, ciągnąc ich w topiel zakłamania i fałszu!

W dole, tam gdzie stoi Urbanek, powstaje zamieszanie. Bliżej rufy słyszę głośne rozmowy, pokrzykiwania. Ci stojący bliżej rufy, piszą karteczki, zwijają je w kulki i rzucają mi pod nogi. Rozwijam te kulki i czytam:

– Urbanek to paskuda.

– Pluskwa w K2.

– Sługus KZ.

– Liże dupę Fiszbachowi.

– Na kolanach rozmawia z Kanią.

Stoczniowcy zaczynają buczeć, pokrzykiwać:

– On wierzy tylko w legitymację…

– Legitymacja partyjna to jego Bóg.

Stoczniowcy wykrzykują pytania, które mam zadać Urbankowi:

– Niech pan go zapyta, ile dostaje talonów na samochody?

– A co on robi w Wieżycy?

– Po każdych partyjnych wyborach jedzie na popijawę do Wieżycy.

– Chodzi na wyprzedaże do KW. Tam przywożą towary, jakich nie ma w sklepach. Partyjni kupują buty, garnitury, koszule – wszystko za bezcen!

– A gówno tam może kupić zwykły partyjny! Jakieś resztki zostawiają dla takich partyjnych roboli…

Stoczniowcy zadają pytania i sami na nie odpowiadają, nie dopuszczając do głosu Urbanka.

– Co trzy lata dostajesz talon – no, powiedz, dostajesz?

– Dostaje! Dostaje! Nie tylko talony!

– Sprzedajesz talony, co? Przyznaj się, że sprzedajesz!

– No, pewnie, że sprzedaje. Już dwa talony sprzedał!

– No i tak załatwia mieszkanie, samochód, domek w Wieżycy.

– Mieszkanie? Na mieszkanie tu się czeka latami. A ty po linii partyjnej, jak załatwiłeś mieszkanie?

– Na boku, na boku załatwił!

Urbanek podnosi w górę ręce. Chce coś powiedzieć. Czeka. Stoczniowcy jeszcze krzyczą. Dopiero po kilku minutach robi się cicho.

– Powiem wam, jak to jest w partii… – odzywa się Urbanek. – To jest tak…

Urbanek wybucha płaczem. Dopiero po dwu, trzech minutach zaczyna mówić.

– To jest tak… Wzywają mnie do KW. Tak, wzywają! A myśleliście, że co?! Dają przemówienie. Czytaj, mówią. Uczę się czytać… Czytam wam, krzyczę… Po co? Za co mnie tak ciągają? Wynagradzają? Opłacają? Talony, owszem. Nie chcę… Ale i dla wydziału załatwiam. Inni mają przestoje. Szukają jakichś robót. A wy – co? Żeby wam tylko rąk starczyło! To ja załatwiam materiały, których brakuje na innych wydziałach!

Na burtach powstaje wrzawa, zdaje się, że krzyczą wszyscy do wszystkich. Lecą słowa brutalne i brudne. Z krzyku i przekrzykiwania można wyłowić kilka składnych wypowiedzi.

– On załatwia materiały, żebyśmy nie mieli przestojów!

– Ale to nie o przestoje chodzi, ale o Fiszbacha i o Kanie! Bo oni są tutaj w POP, a jak są, to muszą się wykazać.

– No, fakt, K2 przoduje.

– Bo rzeczywiście przoduje – woła sekretarz Litzbarski.

– Zamknij się sekretarzu, zamknij się! – krzyczy Urbanek. – My tutaj nie jak ludzie, ale jak niewolnicy!

– Panie Urbanek! – wołam. – Niech pan więcej nie chodzi do Komitetu Wojewódzkiego. Niech pan rzuci legitymację partyjną i przyjdzie do Komitetu Strajkowego.

Teraz włącza się Tyszka:

– Kazik! Słuchaj, mnie! Przyjdź z tymi przemówieniami do Komitetu Strajkowego. Dajemy ci szanse! Przyjdź, zobaczymy. Porozmawiamy.

– Komitet Strajkowy zadecyduje, co z panem zrobić.

– Bo zrobić z tobą coś trzeba! Musisz się oczyścić z tego partyjnego gówna!

– Koledzy pana osadzą … wołam. – A teraz ludzie zostają na strajku, a pan idzie do domu po przemówienia. Za dwie, trzy godziny te przemówienia odda pan Pławińskiemu, przewodniczącemu Komitetu Strajkowego!

Urbanek próbuje coś mówić, przerywa mu Tyszka:

– Nie mąć ludziom w głowach!

Zrywają się oklaski.

Po niemal dwu godzinach – koniec wiecu. Załoga K2 zostaje w Stoczni i będzie strajkować do zwycięstwa.

Kiedy z Tyszką schodzę z rufy statku, zaczepia mnie znany mi Kaszuba ze wsi Sikorzyno, gdzie moja siostra była nauczycielką. Kaszuba klepie mnie po ramieniu.

– Dobrze czynicie, dobrze!…Ale… alenko, ten… tu… – Kaszuba dyskretnie wskazuje na Surdykowskiego. – Czemu on tak sterczał za wami?… My go tutaj znamy. Pisał w „Głosie Stoczniowca”, na zebraniach przemawiał głosem partii.

Uspokajam Kaszubę.

– Ludzie się zmieniają, on też się zmienił. Teraz jest po naszej stronie.

Kaszuba patrzy na mnie zdziwiony, wręcz zaskoczony.

– Przegramy! – mówi wąsaty stoczniowiec. – Dupy jesteście! Pokona was łatwowierność! Dobroć was pokona. Nas tutaj – ilu? Trzy, cztery tysiące? Nawet partyjni dziś przeciw komunie. Dziś. A jutro jak będzie? Dziś sekretarze też podwinęli ogony. Urbanek nagle uwierzył w Boga! Sikora, ta świnia, strajkuje. Nawet Kania, sekretarz KC, a u nas członek POP, przysłał list „Do stoczniowców K2”. Kania jest z nami! Farbowane lisy!! Raz w kolorze kawy z mlekiem. Raz w kolorze srebra. Nawet białe lisy dają się widzieć w stoczni. Ale to nie są lisy prawdziwe.

Ściskam mu rękę, odwracam się i odchodzę w stronę głównej bramy. Stoczniowiec biegnie za mną, szarpie mnie za rękaw i chce coś powiedzieć. Krztusi się ze wzburzenia i w końcu odchodzi w milczeniu. A ja myślę sobie. Nawet partyjni przeciw komunie. Dziś. A jutro jak będzie?

Michał Mońko

Fragment niewydanej książki „Krew i Rdza”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content