2 C
Warszawa
poniedziałek, 28 listopada, 2022

Mit suwerenności – Jerzy Pawlas

26,463FaniLubię

Niewątpliwie trudno wyobrazić sobie, by ludzie o mentalności niewolników czy konformistów tworzyli niepodległe państwo.

Solidarność, która walczyła o wolne soboty, teraz walczy o wolne niedziele. Takie są efekty balcerowiczowskiej transformacji. Korporacje zawładnęły polskim rynkiem, grasując jak w koloniach. Rozwijają się sieci sklepów pożywczych, które są pretekstem do sprzedaży alkoholu. Teraz markety udają, że są placówkami pocztowymi, by handlować w niedziele. Korporacje pozwalają sobie lekceważyć polskie prawo, gdy państwo jest nieskuteczne w jego egzekucji, a i państwowa poczta też zabawia się w partyzanta, podpisując umowę z korporacją. I podczas gdy w krajach europejskich nikogo nie dziwi zakaz handlu w niedziele, to w naszym kraju wypowiada się w tej sprawie Trybunał Konstytucyjny.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Brukselski zielony ład – fanatyczna utopia przecząca zdrowemu rozsądkowi przyrodniczemu – w swej strategii leśnej zakłada spadek pozysku drewna, zatrudnienia i dochodów. Przyjęcie takich założeń oznacza stratę – jak się szacuje – ok. 14 mld zł oraz zmniejszenia zatrudnienia o blisko 20 tys. ludzi w gospodarce leśnej. Czy nasze państwo stać na takie fanaberie ekologistów i eurokratycznej nomenklatury ? Odpowiedź na to pytanie to rodzaj testu na niepodległość naszej gospodarki.

Nie ustają prawne napaści UE na nasze państwo, jakby celem komisarzy unijnych była jego polityczna okupacja. Pozatraktatowe orzeczenia TSUE rozszerzają władztwo eurokratów, federalizują wspólnotę brukselską. Powstaje patologiczna struktura centralnie zarządzana, hierarchiczne koordynowana, zamiast zdecentralizowanej Europy ojczyzn, horyzontalnej współpracy państw narodowych.

Tymczasem nowy RPO opowiedział się za zawieszeniem Izby Dyscyplinarnej SN po orzeczeniu TSUE. Podobnie Naczelna Rada Adwokacka i sędziowie Sądu Najwyższego – jakby stali się już sędziami europejskimi. Czy tacy ludzie mogą tworzyć suwerenne państwo? Od polityków należałoby oczekiwać suwerenności mentalnej i intelektualne, a nie mentalności targowicko-kompradorskiej.

Od lat grubokreskowcy wywołują kontrowersje wokół płk. Ryszarda Kuklińskiego. Ich propaganda zrobiła swoje – dla jednych bohater, dla innych zdrajca. Tow. Wojciech Jaruzelski konkludował – jeżeli Kukliński bohater, to my – zdrajcy. Dopiero w 2016 roku prezydent Andrzej Duda awansował płk. Kuklińskiego do stopnia generała, jednak przyznanie mu Orderu Orła Białego się przeciąga. Tymczasem na Powązkach kładą się kolejni zasłużeni. Po Władysławie Ciastoniu, tow. gen. SB Wacław Szklarski, planista stanu wojennego („szczególne zasługi dla socjalistycznej ojczyzny”). IPN jest bezradny, bo cmentarzem zarządza stołeczny magistrat, prowadząc – jak się okazuje – niezależną politykę historyczną. Czy państwo, które nie rozliczyło komunistycznych zbrodniarzy, a nawet nie zdekomunizowało cmentarzy, może być suwerenne? – pytanie retoryczne.

Kapitał reguluje debatę publiczną

Dziennikarze i politycy zamartwiają się o udział kapitału zagranicznego w mediach, jakby zapomnieli, że kapitał ma narodowość, jakby byli przedstawicielami zagranicznych firm. I jeszcze – jakby nie wiedzieli, że wszystkie cywilizowane państwa ograniczają udział kapitału obcego w swoich mediach. Tymczasem próba dostosowania krajowych przepisów do realiów brukselskich (49 proc. kapitału z EOG) wywołała oburzenie obrońców TVN, którzy nie zauważyli, że zarządza nim nadawcą firma-słup, zarejestrowana na amsterdamskim lotnisku (w 2019 roku nie miała żadnego pracownika). A więc, machlojki jak w krajach kolonialnych, ale obrońcom wolności słowa to nie przeszkadza. Podobnie jak sposób traktowania przez TVN państwa polskiego (wymigiwanie się od podatków, nie przestrzeganie praw pracowniczych), które zresztą przydzieliło mu koncesję.

Przepisy nie mogą się konfliktować z naszym sojusznikiem USA, gwarantem naszego bezpieczeństwa – uważa Jarosław Gowin, wicepremier, czyli toleruje nieprzepisowy (ponad 49 proc.) udział kapitału amerykańskiego w TVN, jako koszt owego sojuszniczego bezpieczeństwa. Tak myśli sobie minister suwerennego państwa.

Z kolei Paweł Kukiz, poseł, nie chce, by państwowe spółki mogły kupić akcje TVN. Niech więc dalej trwa amerykańska okupacja medialna naszego kraju (w praktyce antypaństwowa, anty prawicowa propaganda). Polski poseł nawet nie wspomina, by akcje mogliby wykupić polscy obywatele (mają na kontach blisko bilion złotych oszczędności).

Wszystkich przelicytowała Wanda Wcisło, poseł PO, która sięgnęła po Józefa Cyrankiewicza, by atakować PiS. Jeżeli władza podniesie rękę na media i wolnych obywateli, to ta ręka zostanie odcięta – zagroziła, formułując bezkarny (immunitet) czyn karalny.

Komunistyczni propagandziści, którzy po likwidacji RSW „Prasa-Książka-Ruch” uwłaszczyli się, zakładając spółdzielnie pracy dziennikarzy, a następnie sprywatyzowali się, sprzedając się inwestorom, którzy bez żenady oddawali się w ręce kapitału norweskiego, francuskiego, w końcu niemieckiego. Gdy teraz cała prasa regionalna znalazła się polskich rękach, rozległ się lament – co będzie z demokracją, wolnością słowa, niezależnością dziennikarzy. Ci zaś dorabiali się w PRL, w transformacji, i pod obcym kapitałem. Wyszkolili nowe pokolenia dyspozycyjnych propagandzistów. I tacy kształtowali opinię publiczną w niemieckim interesie.

Nie brakuje też obrońców TVN – od KE (Victora Jourova), polskiego RPO, ambasady amerykańskiej, nie mówiąc o Robercie Biedroniu, który domaga się debaty w Parlamencie Europejskim na temat wolności mediów w naszym kraju. Zagraża jej zmniejszenie udziału kapitału amerykańskiego w TVN.

Ahistoryczna polityka historyczna

Ustawa o IPN penalizowała szkalowanie państwa polskiego i przejawy antypolonizmu. Jednak projekt nie wszedł w życie z powodu międzynarodowych protestów. W ten sposób nasz kraj stał się fenomenem – nie dość, że nie może przeciwdziałać kalumniom, to jeszcze finansuje ahistoryczne i antypolskie wypracowania „nowej szkoły badań nad holokaustem”.

Faworyzowana przez PO i sponsorowana zarówno przez stronę niemiecką, jak i polską, mniejszość niemiecka nie chce upamiętnienia czynu powstańców śląskich. Takie stanowisko to nie tylko kwestionowanie polskości Śląska, ale także relatywizowanie historii. Korzystając z demokratycznych swobód, kreują swoją wersję historii, która nie ma nic wspólnego z realiami. Jak to się ma do polityki historycznej naszego państwa – trudno zrozumieć, tak jak sprzeciw opozycji przeciwko odbudowie Pałacu Saskiego.

Pozostałości dziedzictwa kulturowego I Rzeczpospolitej (niewpisane na listę UNESCO) niszczeją w powojennych organizmach państwowych. Realizowana od lat giedroyciowa wersja polityki zagranicznej, rzutuje na politykę historyczną, skazując na zapomnienie Kresy I Rzeczpospolitej.

Prawo niepraworządne

Już na odchodnym Adam Bodnar wymusił na GUS wpisanie do formularza wpisowego (stan cywilny żonaty/zamężna) homozwiązków, zawartych za granicą, wbrew konstytucyjnym zapisom. Teraz naciska na wpisywanie tożsamości płciowej na podstawie odczuć osób spisywanych. Sprowadziwszy prawa obywatelskie do przywilejów odmieńców seksualnych, kompromituje swój urząd, ale jest otwarty i postępowy – zgodnie z brukselskimi tendencjami. Niesuwerenność rzecznika rzutuje na suwerenność państwa.

W systemach prawnych cywilizowanych państw nie występuje pojęcie mienia bezspadkowego, jako pretekst do roszczeń (zawsze – od prawa rzymskiego – przejmuje go państwo). W naszym kraju dyskutuje się na ten temat, jakby miał jakieś realne odniesienia. Opozycja wykorzystuje nieistniejący byt prawny do podchodów antyrządowych. Już sam fakt debaty społecznej świadczy o niesuwerenności mentalnej obywateli.

Podczas gdy kwestie prawne czy obyczajowe (protokół brytyjski do Karty Praw Podstawowych) są wyjęte spod kompetencji unijnej, to przekomarzania na ten temat nie ustają. Co więcej, polscy politycy uważają, że prawo unijne jest ważniejsze od krajowego. Są gotowi zrezygnować z reformy sądownictwa, byle tylko nie narażać się brukselskim politrukom.

Perypetie z wypowiedzeniem konwencji stambulskiej (genderowe przeciwdziałanie przemocy zwiększa jego skalę) świadczy najlepiej o niesamodzielności polityków. Trzeba było obywatelskiego projektu ustawy wypowiadającej tę konwencję i zastąpieniu jej – wolnej od ideologii gender – konwencją o prawach rodziny. Projekt tym bardziej konieczny, gdy Parlament Europejski zmierza do rozbicia tradycyjnej rodziny, pomijając fakt, że to nie jego kompetencje, lecz państw członkowskich.

Gospodarka uzależniona

Przez lata nie można było nałożyć podatku na grasujące w naszym kraju zagraniczne sieci handlowe, bo biurokracja brukselska była przeciwna, oczywiście w interesie tych sieci. Okupujące nasz kraj koncerny medialne powołują się na wolność słowa, ale wykpiwają się od płacenia podatków. Podobnie wielcy wydawcy bronią się przed podatkiem od reklam. W końcu nie brakuje polityków, którzy uważają, że jeżeli budżet koncernu medialnego jest większy od budżetu naszego państwa, to lepiej z nim nie zadzierać.

Tymczasem pandemia pokazała, że bezpieczeństwo zdrowotne obywateli zależy od branży farmaceutycznej, w której nie może dominować obcy kapitał, bo w kryzysie zawsze wycofa się do macierzystej centrali. Nie widać jednak symptomów rozwoju polskiej farmacji. Czyżby eurokraci też mieli w tej dziedzinie coś do powiedzenia ?

Dysponują zasobami węgla, który stanowi o niezależności energetycznej i bezpieczeństwie państwa, trzeba być nie lada zmotywowanym, by godzić się na dekarbonizację. To równie absurdalne, jak rojenia brukselskie, w myśl których działania proklimatyczne uratują planetę, gdy europejski udział w „zatruwaniu” atmosfery nie przekracza 10 proc. Pomijając fakt, że eurokraci nie biorą pod uwagę społecznych kosztów takich eksperymentów.

Na zielonym ładzie można jednak zarobić. Gdy niemieckie atomówki przestarzałe i nie opłaca się ich modernizować, politycy wyrażają się przeciwko energetyce jądrowej. Niechętnie patrzą na polskie projekty atomowe, bo chcieliby zarabiać na wiatrakach, eksportowanych do naszego kraju. Już przedtem protestowali przeciwko kopalni odkrywkowej pod Gubinem (Lubuskie), chociaż nie miałoby to wpływu na ich ekosystem. Po co jednak polscy konsumenci mieliby mieć tanią energię, skoro można temu przeszkodzić, przy pomocy ekoaktywistów.

Niemiecka gospodarka korzysta ze wsparcia eurokratów, którzy dyskryminują polską, nie tylko w przemyśle energetycznym. Gdy wejdą w życie drastyczne ograniczenia emisji CO2, to niemiecki przemysł będzie dostarczał samochody elektryczne i hybrydowe oraz wiatraki. Natomiast polska gospodarka uzależniona od brukselskich dyrektyw nie będzie mogła wykorzystywać swoich naturalnych możliwości. Transformacja energetyczna przyczyni się do supremacji „starych” krajów unijnych nad „nowymi”, powodując bogacenie się tych pierwszych, a zbiednienie tych drugich.

W tej sytuacji pozostaje ostatnia reduta suwerenności, jaką jest polska waluta oraz nadzieja, że Komitety Obrony Suwerenności, proponowane przez mec. Piotra L. Andrzejewskiego, staną się szerokim ruchem społecznym.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×
Skip to content