14,4 C
Warszawa
czwartek, 23 września, 2021

Białoruś dalej – Michał Mońko

26,463FaniLubię

Białoruś jest dla znawców Wschodu, nie dla miłośników Białorusi. Doświadczyła tego ostatnio rządząca prawica. Ale bielmo z oczu zeszło nielicznym.

Tam, za Bugiem, najważniejsze jest Biała Ruś. Z narodowością, z językiem, z kulturą jest różnie, nie jest rożnie z prawosławiem. To widać także na polskiej Białorusi, w Hajnówce, Grabarce i Czyżach, gdzie Cerkiew i bractwa cerkiewne wykonują robotę narodową. Gdy po wojnie trzeba było występować o przyłączenie Podlasia do sowieckiej Rosji, występowały z takimi prośbami parafie prawosławne.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Parafie prawosławne wiejskie i miejskie, pospołu z komitetami PPR, wysyłały do Mińska i do Moskwy „usilne” prośby o przyłączenie ówczesnej Białostocczyzny i części Lubelszczyzny do sowieckiej Białorusi. Mieszkańcy wsi Zbucz w parafii prawosławnej Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w Czyżach już 21 sierpnia 1946 roku wysłali petycję do Patriarchy Moskiewskiego o przyłączenie Podlasia do Rosji.

Powiem od razu, że kocham różność narodową, religijną, kulturową. To ja znalazłem w 1972 roku u prof. Ossowskiego pojęcie „małych ojczyzn” i zacząłem opisywać i filmować wszelkie mniejszości w Polsce. Zauważyłem, że w czasach rozbiorów, najazdów i wojen zasadniczo tylko Kaszubi stali twardo przy Polsce. Podlascy Białorusini w 1939 roku, w czasie sowieckiej okupacji Podlasia, stawali po stronie tzw. Zachodniej Białorusi.

W polowym więzieniu białoruskiego NKWD w Boguszach koło Grajewa w jednym tylko dole głębokości czterech metrów i szerokości dwa na dwa metry, siedział mój ojciec Stanisław, wujek Sokołowski, wujek Kochalski, wujek Cybulski, wujek Jeremiejew i znajomy wujków Świderski. Sokołowski i Jeremiejew zostali rozstrzelani pod Mińsskiem, przeżył rozstrzelanie Jeremiejew.

Kiedy w 1940 wywieźli na Syberię moją rodzinę, na jej miejsce przyszli Białorusini. Na całym Podlasiu zostały wprowadzone dwa języki: rosyjski i białoruski. Nawet tam, gdzie nie było choćby jednego Białorusina, obowiązywał język białoruski. Nauczyciele, oficerowie, leśniczowie jechali na Syberię albo szli do piachu.

Po wojnie wielu mieszkańców białoruskich wsi, oślepionych antypolską propagandą, pracowało w milicji, w UB, w KBW, w sądach, w więziennictwie. Kiedy przychodzili aresztować kogoś z mojej rodziny, mówili po białorusku i po rosyjsku. Na procesach moich wujków oskarżał łamaną polszczyzną Białorusin, a krzyczał po białorusku albo po rosyjsku sędzia. Kiedy odwiedzałem w więzieniu wujka Wacława, byłego prezesa PSL w Ełku, słyszałem język białoruski.

A dzisiaj spotykam niesłychane zbrodnie, zdrady, hańbę, ale sprawców nie ma, zbrodnie są bezimienne. Za to imienne są pretensje do polskich oddziałów podziemia niepodległościowego, że tępiły funkcjonariuszy UB, konfidentów i aktywistów partyjnych.

Nie mam nic przeciw Rosjanom i Białorusinom. Mój wujek i zarazem ojciec chrzestny był dońskim Kozakiem, białym oficerem w służbie Piłsudskiego. Moja siostra wyszła na Syberii za mąż za Rosjanina, syna dońskiego Kozaka. Moja babcia, gdy zdenerwowała się, przechodziła na rosyjski, a modliła się po litewsku. No więc powtórzę, że kocham różność. Ale jeszcze bardziej kocham lojalność.

Podlasie było Białorusią aż do stycznia 1971 roku. W lutym 1971 roku Edward Redliński opisał w tygodniku „Kultura” białoruskie rządy na Podlasiu. Miesiąc później, na spotkaniu Edwarda Gierka z dziennikarzami, reportaż Redlińskiego został ostro skrytykowany przez Stefana Olszowskiego, członka Biura Politycznego, dziś mieszkańca Eastport na Long Island w USA.

Olszowski powiedział: „Reportaż Redlińskiego zawiera ostrą, choć zakamuflowaną krytykę Komitetu Wojewódzkiego w Białymstoku”. Po tej wypowiedzi, Redliński stracił etat w „Kulturze”, ale sprawa białoruskich rządów na Podlasiu nie ucichła. Na rekonesans po Podlasiu wybrał się Zdzisław Kurowski z funkcjonariuszami KC. Towarzysze z Warszawy trafili do komitetów partyjnych w Białymstoku, w Hajnówce, w Orli i w Dubiczach.

Jakież zdziwienie pojawiło się na twarzy Zdzisława Kurowskiego, gdy na posiedzeniu KW w Białymstoku niczego nie rozumiał, bo językiem posiedzenia był białoruski! Także w Hajnówce, w Orli i w Dubiczach towarzysze rozmawiali po białorusku. Stanowiska w mediach, w szkołach, w urzędach, w milicji, w SB, w więziennictwie otrzymywali ludzie niekompetentni, jeśli tylko byli narodowości białoruskiej.

Zareagował Edward Gierek i całe KC. W styczniu 1972 roku Kurowski zastąpił Arkadiusza Łaszewicza, dawniej działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, a w latach sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych I sekretarza KW w Białymstoku. Odtąd posiedzenia KW i KM na Podlasiu odbywały się już po polsku.

Dzisiaj na Podlasiu akcentowane są kwestie wyznaniowe. W roku 1995 sfilmowałem niszczenie cmentarzy unickich, wykopywanie krzyży unickich, niszczenie polskich, białoruskich i ukraińskich napisów na krzyżach. Zastępowanie napisów białoruskich napisami rosyjskimi. Zrobiłem z tego dokumentację filmową i fotograficzną. Kopie przedstawiłem w Episkopacie, oryginały zachowałem.

Proporcje wyznaniowe w Hajnówce – dwa skromnie kościoły i pięć cerkwi, w tym majestatyczny sobór Świętej Trójcy z dwiema galeriami dla 5 tysięcy wiernych – nie odzwierciedlają przewagi żywiołu białoruskiego, wspartego przez Telewizję Biełsat, przez białoruskie stacje radiowe, przez białoruski Internet i przez białoruskie gazety i aktywną działalność ludzi związanych z Cerkwią.

Dziwi to, że Białorusini tak bardzo zruszczali, że mówią głównie po rosyjsku. Mieszkająca w Mińsku białoruska pisarka Swiatłana Aleksijewicz, laureatka Nagrody Nobla, mówi i pisze po rosyjsku. Nie zna białoruskiego. Czy rzeczywiście jest Białorusinką? To zależy od miejsca i pogody. Czasami jest Białorusinką, czasami Rosjanką, czasami Ukrainką. Tam, za Bugiem, najważniejsza jest wolna, sprawiedliwa Biała Ruś.

Wolna Białoruś najważniejsza jest dla Swiatłany Ciechanouskiej, liderki opozycji, przebywającej na uchodźstwie na Litwie. Co to znaczy: wolna Białoruś? Tę wolność miała Białorusi przybliżyć Rosja Putina! Aleksander Łukaszenka od 1994 roku z prezydenckiego fotela też opowiada się za wolną Białorusią. A zatem jest problem treści, znaczenia, bo wszyscy po wszystkich stronach chcą, żeby było dobrze, sprawiedliwie, po ludzku. Ale co znaczy dobro w ustach Łukaszenki, a co w ustach Ciechanouskiej?

Założyciel Konserwatywno – Chrześcijańskiej Partii BNF, Zianon Paźniak, niegdyś deputowany do Rady Najwyższej BSRS, krytyczny wobec Łukaszenki, ale też krytyczny ostatnio wobec Polski. Rozmawiałem z nim dwukrotnie w latach dziewięćdziesiątych. Mówił, że Polska jest dla Białorusi jak latarnia. Zmienił zdanie. „Honor Polski ratują dziś Obywatele RP” – powiada i z dalekiej Ameryki protestuje przeciw budowie w Kuropatach Pomnika Polskich Oficerów, zamordowanych przez białoruskie NKWD.

Białoruś już nie jest zapatrzona w Polskę jak w latarnię. „Tam, na Zachodzie, nie jest nasze miejsce” – powiada Ciechanouska. A gdzie miejsce Białorusi? Aleksijewicz odcina się od Ciechanouskiej, ale zgadza się, że Zachód nie jest dla Białorusi. Twierdzi, że „Białoruś nie jest Europą, lecz zdeformowaną przestrzenią. Realnym i strategicznym wyborem dla Białorusi jest Federacja Rosyjską”.

Paźniak jest przeciw Aleksijewicz, przeciw Łukaszence, przeciw Ciechanouskiej, nawet przeciw Polsce, ale nie jest zdecydowanie przeciw Rosji. Bo Rosja to fundament prawosławia, na którym jak na opoce trwa Biała Ruś. Zagrożeniem dla prawosławia, zdaniem Aleksijewicz, jest katolicyzm, czyli Polacy. To raptem kilka procent spychanych na boczny tor obywateli Białorusi.

W języku białoruskim słowo „katolik” stygmatyzuje Polaków, którzy są coraz częściej atakowani przez media publiczne i przez znane postacie literatury, filmu i polityki. Jest to zgodne z polityką władz Białorusi i władz Rosji. Podwaliny pod dzisiejszą politykę wobec katolików – Polaków ukształtowali w XIX wieku gubernatorzy Królestwa Polskiego i Kraju Północno – Zachodniego.

“Duchowieństwo katolickie wydaje się być jedynym niebezpiecznym wrogiem Rosji – pisał Josif Władimirowicz Hurko, generał – gubernator Królestwa Polskiego. – Wszystkie pozostałe elementy w Polsce, niezadowolone z rosyjskiego panowania, niczym poważnym zagrozić nie mogą”.

Swiatłana Aleksiejewicz, występując w rosyjskiej Telewizji Dożdż, w programie Priamaja linija, powiedziała, że mieszkający na Białorusi katolicy „mają potencjał do zbrojnego ataku na prawosławnych… Dajcie na Białoruś czołgi, dajcie tu broń, a katolicy będą zabijać prawosławnych czy kogo tam jeszcze”.

A cóż to za Białorusinka ta Aleksijewicz? Dawniej marna dziennikarka gazety rejonowego komitetu partii komunistycznej ”Prypiackaja Prauda” (pol. Prypecka Prawda) w Narowli, następnie kierownik działu w gazecie rejonowego komitetu partii „Majak Kommunizma” (pol. Latarnia Komunizmu) w Berezie, Aleksijewicz,została w 1995 roku członkinią Rady Obserwacyjnej Białoruskiego Komitetu Helsińskiego. To umożliwiło jej wyrwanie się z Białorusi na Zachów; od roku 2013 mieszka w Mińsku.

W związku z wypowiedzią Swietłany Aleksijewicz, zabrał głos zwierzchnik białoruskich katolików, ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz. Wezwał on noblistkę do brania większej odpowiedzialności za swoje słowa: “Warto pamiętać, że zranić i zabić mogą nie tylko czołgi i broń, ale i słowa – powiedział ksiądz arcybiskup. – Będąc osobą publiczną, watro pamiętać o odpowiedzialności za swoje słowa”.

No i rozpętała się burza. Aleksijewicz oświadczyła, że nie jest “człowiekiem Kościoła… Religijny fanatyzm dzisiaj jest ucieczką od rzeczywistości. Nie jestem cerkiewnym człowiekiem”. Na to arcybiskup Kondrusiewicz: “Mam nadzieję, że niezależnie od pani niekościelności, będzie pani szanowała prawa człowieka do wolności religijnej, którą to wolność gwarantuje konstytucja Republiki Białoruskiej”.

Ataki na Polskę nie zakończyły się na pomówieniach katolików fanatyzm i o zamiar wymordowania prawosławnych. Podczas spotkania w bibliotece publicznej w nowojorskim Brooklynie, 12 czerwca 2016 roku, powiedziała, że Polacy mordowali Żydów, a nawoływali do tego księża katoliccy podczas mszy.

“Powiem więcej, nie tylko na Litwie i Łotwie niszczono Żydów, jeszcze zanim przyszli tam Niemcy. To miało miejsce również na Ukrainie. A najgorzej odnosili się do Żydów Polacy. Bywało, że księża wprost na kazaniach mówili: Zabij Żyda!”

Wypowiedz o mordowaniu Żydów skomentowało polski MSZ: “Tego rodzaju stwierdzenia nie mają pokrycia w faktach i są wybitnie niesprawiedliwe oraz krzywdzące dla Narodu Polskiego. Podczas II wojny światowej karą wymierzaną przez okupacyjne władze niemieckie dla tysięcy Polaków, w tym wielu polskich bohaterskich duchownych ratujących Żydów, była kara śmierci”.

Wypowiedzi Aleksijewicz, a także jej drukowane referaty polityczne, uznawane za literaturę, zyskały liczne nagrody i odznaczenia: Nagrodę Leninowskiego Komsomołu (1986), Nagrodę Literacką Związku Pisarzy ZSRS (Moskwa, 1984), Nagrodę Literacką Związku Pisarzy ZSRR (Moskwa, 1985), Nagrodę Leninowskiego Komsomołu (Moskwa, 1986), Nagrodę „Triumf” (Moskwa, 1997), Nagroda Fundacji Głasnost’: „Najbardziej Szczery Człowiek Roku” (Moskwa, 1998); Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury.

Aleksijewicz krytykuje opozycję polityczną, zarzucając jej oczekiwanie na pomoc ze strony najpierw Zachodu, Federacji Rosyjskiej, a także sąsiadów: Litwy, Polski i Ukrainy. „To wynik poczucia bezsilności”. Ta działaczka w laurach sowieckich, leninowskich i komsomolskich nagród „chytrze gra dziennikarkę opozycyjną wobec reżimu Łukaszenki”, jednocześnie wspiera jego politykę – powiada Zianon Paźniak. – Doskonale wie co i gdzie powiedzieć, żeby zyskać poklask na Zachodzie.

Nie bardzo wie, co i gdzie powiedzieć Swiatłana Ciechanouska, przyjmowana ostatnio w Polsce z wielką atencją nawet przez premiera Mateusza Morawieckiego i przez prezydenta Andrzeja Dudę. I raptem Ciechanouska spotkała się z totalną opozycją, gdzie podzieliła pogląd, że prawica nie jest demokratyczna. Przyjęła zaproszenie na antyrządowy Campus Polska Przyszłość, organizowany przez Rafała Trzaskowskiego.

W toczącym się w Polsce sporze stanęła po jednej stronie sporu. Zwrócono jej uwagę, że chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce. Na to odparła, wskazując prawicę, że „ nie warto manipulować tą sytuacją, która obecnie ma miejsce na Białorusi”. No i tu miarka się przebrała.

Minister Dworczyk skomentował: „Mieszanie opozycji białoruskiej do wewnętrznego polskiego sporu jest nieetyczne”. Na to Ciechanouska walnęła: „Nie wolno wykorzystywać bólu konkretnych osób w celach politycznych!”. Kropkę w tej dyspucie postawił w końcu wicemarszałek Ryszard Terlecki, stwierdzając: „Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję, to niech szuka pomocy w Moskwie”.

Michał Mońko

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
322SubskrybującySubskrybuj
[wp_top_news]
- Reklama -

Najnowsze Artykuły

Aplikacja Mobilna

Install
×