17.6 C
Warszawa
sobota, 18 maja, 2024

Szkolne błędy – Agnieszka Wojciechowska van Heukelom

26,463FaniLubię

Kilka tygodni temu prezydent Łodzi Hanna Zdanowska (PO) wystosowała pismo do dyrektorów wszystkich placówek oświatowych z poleceniem zwolnienia części pracowników niepedagogicznych. Wedle uznania.

Redukcję etatów tłumaczy koniecznością poczynienia oszczędności. Po kilku latach jej rządów kasa miejska świeci pustkami, miasto zaciąga kolejne kredyty a dług przekroczył 5000 zł na jednego mieszkańca (wliczając niemowlęta i starców).

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-

Tym trudniej zrozumieć, że prezydent wciąż wydaje publiczne pieniądze na niepotrzebne, inwestycje (orientarium za kilkaset milionów), a nie na zaspokojenie podstawowych potrzeb mieszkańców. Łodzianie mieszkają w ruderach i jeżdżą po mocno dziurawych drogach. Bezpieczeństwa i higiena w okresie pandemii powinny być dla rządzącej Łodzią priorytetem. Ale najwyraźniej nie są skoro w trudnych czasach zarazy próbuje usunąć ze szkół pracowników dbających o czystość i ład . Na szczęście dyrektorzy szkół, którym prezydent Łodzi zleciła wykonanie tego pomysłu, wykazali się większa odpowiedzialnością niż prezydent i wystosowali do niej wspólny list, w którym odmówili wykonania tak nieprzemyślanych decyzji.

Chodzi o pieniądze

W obronie pracowników niepedagogicznych wystąpiły związki zawodowe NSZZ Solidarność, społecznicy, radni. Pod urzędem miasta zaczęli pojawiać się protestujący, w tym zagrożeni utratą pracy ludzie. Hanna Zdanowska za pośrednictwem urzędników tłumaczy, że jest zmuszona do redukcji etatów, ponieważ rząd daje mniej pieniędzy. W odpowiedzi Minister Edukacji i Nauki, Przemysław Czarnek wykazał, że tych środków przeznaczanych na subwencje oświatowe dla Łodzi jest z każdym rokiem coraz więcej. Prawdopodobnie pieniądze wykorzystywane są na inne cele. Społecznicy zwracają uwagę na wygórowane pensje współpracowników prezydent Łodzi ( po 12- 15 tys. miesięcznie) czy inne zbędne wydatki (urodziny jednorożca, promocję hasła „Je**ć biedę”, organizowanie marszów stalinowskich czy pokaz zwierzęcych penisów. Ale u rządzącej Łodzią brakuje refleksji. Przerzucanie odpowiedzialności na rząd weszło jej w krew. Podobnie jak bezmyślne wydawanie publicznych pieniędzy przy jednoczesnym bagatelizowaniu realnych potrzeb łodzian. Środki, które rząd przekazuje na oświatę nie są dobrze wykorzystywane. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, czyli w różnicy między subwencją a dotacją. Zasada jest prosta. Obowiązek utrzymywania oświaty spoczywa na samorządzie gminnym, a rząd przyznaje mu jedynie subwencje, czyli rodzaj zapomogi na wsparcie działalności. Ich wysokość jest uzależniona od algorytmu, czyli liczby uczniów. Niestety o przeznaczeniu tych pieniędzy decydują lokalne władze. Gdyby to były dotacje, musiałyby być przeznaczane wyłącznie na konkretny cel.

Nawet największe subwencje oświatowe będą niewystarczające przy tak fatalnym gospodarowaniu środkami publicznymi jask to się dzieje w Łodzi.

Szkoła demokracji

Utrzymanie szkół to nie jedyny problem lokalnych władz. Kilka tygodni temu wiceprezydent Łodzi odpowiedzialna za oświatę zwolniła dyrektora jednego z liceów, tylko dlatego, że oczekiwał od uczniów przestrzegania regulaminu szkoły (!). W regulaminie zaś przyjęto zakaz umieszczania jakichkolwiek symboli politycznych w awatarach na profilach szkolnych. Awantura wybuchła po tym, kiedy jedna z uczennic nie zastosowała się do regulaminu i umieściła na profilu tzw. błyskawicę. Kiedy obniżono jej punktację z zachowania udała się na skargę do Przewodniczącego Rady Miasta. Marcin Gołaszewski, radny kojarzony głownie z działań na rzecz LGBT, natychmiast zwołał konferencję prasową, na którą zaprosił niepokorną osiemnastolatkę. Domagał się ukarania dyrektora szkoły. Padały wielkie słowa o łamaniu wolności słowa i ograniczaniu swobód obywatelskich oraz deklaracje walki w obronie błyskawicy. Zacietrzewiony Przewodniczący Rady Miasta przemilczał, że regulamin, który złamała uczennica, nie zakazywał umieszczania błyskawic jako takich, tylko wszelkich symboli politycznych, co jest ze wszech miar słuszne. Z pomocą „tęczowemu przewodniczącemu” pospieszyła koalicyjna koleżanka odpowiedzialna za oświatę, Małgorzata Moskwa-Wodnicka (SLD). I, pomijając procedurę dyscyplinarną (wniesienie do sprawującego nadzór pedagogiczny nad szkołami kuratora), natychmiast zawiesiła dyrektora w obowiązkach, zakazując mu wstępu do szkoły. I to krótko przed maturami. Wykorzystała do tego przepis stosowany w przypadkach skrajnych przewinień dyscyplinarnych (np. pobicie ucznia). Podjęła tę decyzję bez konsultacji z nadzorującym szkoły kuratorem. Ta błędna, stricte polityczna decyzja, wywołała prawdziwą burzę.

Bunt na pokładzie

Ministerstwo Edukacji i Nauki złożyło wniosek do prokuratury o ściganie wiceprezydent Łodzi z powodu ewidentnego przekroczenia uprawnień. Przemysław Czarnek przyznał zawieszonemu dyrektorowi, Dariuszowi Jakubkowi medal Komisji Edukacji Narodowej za szczególne zasługi. Rada pedagogiczna szkoły wystosowała list w obronie dyrektora. Murem stanęli za nim związkowcy. Łódzcy społecznicy działający w ramach różnych stowarzyszeń i fundacji zawiązali Komitet Obrony Normalnej Szkoły. Wystąpili do dyrektorów wszystkich szkół w regionie z petycją o obligatoryjne zakazanie w regulaminach szkół używania na profilach jakichkolwiek symboli, rysunków, grafik poza zdjęciem czy inicjałami ucznia. Zdaniem społeczników ma to przywrócić należytą powagę szkole, zapewnić jej apolityczność i nieantagonizowanie ze względu na wyznawane poglądy. Pod petycją podpisały się setki osób. Do wiadomości otrzymał ją też Minister Edukacji i Nauki oraz Wojewódzki Kurator Oświaty. Wcześniej pojawiły się petycje w obronie dyrektora oraz wiosek o usunięcie wiceprezydent Łodzi nadużywającej swojej funkcji. Komisja Dyscyplinarna dla Nauczycieli przy Wojewodzie Łódzkim przyznała rację dyrektorowi. Jednak nadal nie może on wrócić do swoich uczniów, póki prezydent miasta nie cofnie absurdalnej decyzji.

Bez pamięci

Zamieszanie wokół zawieszonego dyrektora liceum odwróciło uwagę od zapowiedzi zwalniania pracowników niepedagogicznych. Ale oba te skandale związane z łódzką oświatą pokazują, jak bardzo Hanna Zdanowska nie radzi sobie z rządzeniem miastem. Nie tylko nie jest w stanie ogarnąć finansów, ale i zapanować nad podległymi jej pracownikami.

Najwyraźniej niczym pijany sternik, nieodróżniający wód od mielizny, zahaczający o skały, dawno zapomniała o ludziach na pokładzie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content