15.3 C
Warszawa
poniedziałek, 17 czerwca, 2024

Skarb Narodowy, rzecz o Wandzie Błaszkiewicz – Michał Mierzejewski

26,463FaniLubię

Skarbami narodowymi nazywam ludzi, z których możemy być dumni i których należy ochraniać, a pamięć o nich kultywować.

Do takich skarbów należy bez wątpienia Wanda de domo Błaszkiewicz, primo voto Rutkiewicz. Warto opowiedzieć o niej. ale nie wymieniać na jakie szczyty górskie się wspięła, ale kim była.

- Autopromocja - KLIKNIJ NA GRAFIKĘ-
Wanda Rutkiewicz

Wanda wychowała się w niezwykłym domu. Jej ojciec był wybitnym inżynierem, autorem licznych wynalazków i patentów. Poza tym dbał o swoją sprawność fizyczną, co zapewne przekazał dzieciom. Matka była zafascynowana hinduizmem, wiele o nim czytała, a w jej domu spotykali się czciciele ognia (Agni Yogii, w sanskrycie agnis to ogień). Kult ognia przeniknął do jednego z działów hinduizmu zapewne od dawnych wyznawców Zaratustry, czyli z Persji, bo u podnóży Kaukazu były i są znane ognie zasilane naturalnym palnym gazem z ziemi. Dla autora tych słów (geologa) nie ma w tym nic dziwnego, bo palny gaz metan występuje ponad złożami ropy naftowej, które są w tamtym regionie. Dla starożytnych ludzi musiał być czymś nadzwyczajnym i stąd kult ognia. Jednakowoż prof. J. Sakse (Katedra Hinduistyki Uniwersytetu Wrocławskiego) uważa że cześć dla ognia i słońca jest znacznie starsza, a Zaratustra tylko ten kult odnowił.

Wanda miała dwóch braci i siostrę. Starszy brat był nadzieją ojca. Niestety, zginął po wybuchu pocisku, który wrzucił do ogniska. To była wielka tragedia w rodzinie Błaszkiewiczów. Jednocześnie to zdarzenie było początkiem wielkości Wandy. Wanda bowiem uwielbiała swego ojca. To uczucie zostało przekute w konkretne czyny. Godzinę przed wyjściem do szkoły, udawała się do Parku Szczytnickiego i uprawiała gimnastykę i lekkoatletykę. To prędko dało rezultaty. Nie tylko była bardzo sprawna fizycznie, ale emanowała z niej energia. Wśród koleżanek wyróżniała się świetną kondycją. Należała do najlepszych uczniów w szkole, a później do najlepszych studentów na politechnice.

Była bardzo piękna, sprawna fizycznie, a przy tym inteligentna, dobrze wychowana, kulturalna, musiała prędzej czy później odnieść życiowy sukces. Szansa się pojawiła, gdy poznała Bogdana Jankowskiego, elektronika, radiowca, a dodatkowo instruktora taternictwa. Dzięki niemu Wanda zafascynowała się wspinaczką skalną koło Janowic Wielkich w Górach Sokolich a potem w Tatrach. Taternicy to bardzo specyficzne towarzystwo, w większości młodzi ludzie. Wokół Wandy pojawili się adoratorzy. Jeden z warszawskich taterników, a przy tym dobry pianista, przez parę dni wychodził na stację PKP i czekał na pociągi z Wrocławia w nadziei, że tam spotka Wandę. Niestety zginął tragicznie, gdy razem z Wandą wspinał się na Mnicha w Tatrach.

Promieniującą energią Wandę miałem szczęście poznać w prywatnym mieszkaniu na Biskupinie we Wrocławiu. Siedzieliśmy w większym towarzystwie bardzo znudzeni. Gdy weszła Wanda, nastrój natychmiast się zmienił, rozmowa się ożywiła i szybko umówiliśmy się na pociąg do Trzcińska, o szóstej rano (stacja przed Jelenią Górą), aby udać się w skałki w Góry Sokole na wspinaczkę.

Wysoki poziom energii to zaleta, ale jednocześnie pułapka. Wanda nie pasowała do zwykłego rodzinnego życia. Odwiedzała koleżanki, które miały rodziny, ale to nie było dla niej.

Wyszła za mąż za Wojciecha Rutkiewicza. Ich ślub odbył się w Domku Myśliwskim pod Samotnią w Karkonoszach. Po ceremonii ślubnej w sukni wspięła się na dach domku. Wspinaczka, Alpy, Himalaje umożliwiały spożytkowanie energii na zdobywanie kolejnych celów. Życie rodzinne tego nie umożliwiało. Opowiadanie bajek dzieciom to nie było w jej stylu. Nie pasowała do zwykłego życia i było to dla niej bolesne.

Po Tatrach przyszła kolej na wyprawy w Alpach i Norwegii, gdzie są trudne, pionowe skalne drogi w ścianach nad fiordami. W Alpach poznaje Niemców i Francuzów. W Niemczech i Francji wygłasza odczyty o przygodach wspinaczkowych. Zgromadzone fundusze pozwalają jej na zakup nowoczesnego sprzętu, między innymi wspaniałe, wytrzymałe, lekkie raki, prymusy gazowe itp. Co Czytelnika zdziwi, okazuje się, że najlepsze, lekkie tytanowe butle gazowe, tak przydatne w wspinaczce w Himalajach, produkują Rosjanie.

Poznani Niemcy proponują Wandzie wyjazd w Himalaje w roli szerpy. Ma wnieść wysoko na zbocze Everestu butlę z tlenem, tam ją zostawić, by mogli ją użyć schodząc po zdobyciu szczytu. Na szczyt miało się udać dwóch Niemców i jedna Niemka. Wanda wniosła butlę z tlenem na umówione miejsce i udała się dalej w górę, na szczyt. Pobrała ze szczytu okaz skalny, który wręczyła Papieżowi Janowi Pawłowi II w czasie słynnego spotkania.

Wejście na szczyt Everestu pierwszej Europejki to był ogromny sukces. Miał on jeszcze jedno, mało znane znaczenie. W czasie Roku Kobiet „siła przewodnia”, czyli PZPR wytypowała swoją wybrankę do opłynięcia jachtem ziemi. Wybranka opłynęła ziemię, ale cały efekt propagandowy przygasł, bo wszyscy mówili o zdobyciu Everestu, a o rejsie nikt nie wspominał.

Wanda miała jeszcze dwie ambicje. Jedną był zdobycie szczytów w Himalajach przez grupę kobiet z Polski. Tego dotychczas w Himalajach nie było. Cel i osiągnięcia tej grupy były szczytne, ale Wanda spotkała się z krytyką. Gazeta Wrocławska zarzucała Wandzie, że jako kierownik tej grupy była twarda i bardzo wymagająca. Czy jednak można osiągać wielkie cele bez stawiania wymagań sobie i współuczestnikom w zespole? O osobowości Wandy mówi wiele pewne zdarzenie. W Himalajach zginęła jej bliska przyjaciółka. Pochowano ją wysoko w górach w lodowcowej dolinie, pod pryzmą kamieni. Po roku Wanda doszła do wniosku, że miejsce jest nieodpowiednie, bo ruchy lodowca mogą zniszczyć mogiłę. Sama odkopała więc ciało przyjaciółki i przeniosła je na plecach pod ścianę, w bezpieczne miejsce, i usypała mogiłę. Nie każdy by się na to zdobył.

Drugą ambicją Wandy było zdobycie korony Himalajów, czyli wejście na wszystkie szczyty powyżej 8000 m.n.p.m. Ubytek sił i aklimatyzacja sprawiały jej trudności. Aby wygrać z czasem, Wanda postanowiła w ogóle nie wyjeżdżać z Himalajów, by zdobytą aklimatyzację wykorzystać na zdobywanie kolejnych ośmiotysięczników. Miała ich już osiem. Następnym była feralna Kanczendzonga, na którą się wybrała z Hiszpanem. Hiszpan wszedł na szczyt, gdy schodził spotkał Wandę, która bardzo powoli posuwała się w głębokim śniegu w górę, 200 m poniżej szczytu. Dzień już się chylił. Hiszpan sugerował, by zeszła w dół. Wanda chciała zdobyć szczyt następnego dnia, a noc zakopać się w śniegu. Nie miała jednak śpiwora, nie miała kuchenki gazowej ani żywności, ani namiotu, ani butli z tlenem. Poprosiła Hiszpana o pożyczenie śpiworu. Hiszpan odmówił i zszedł w dół. Tu należy się Czytelnikowi wyjaśnienie. W rzadkim w tlen powietrzu, powyżej określonej wysokości, mózg ludzki nie działa sprawnie, nie działa racjonalnie. Wypoczynek jest bardzo utrudniony albo zgoła niemożliwy. Wanda była silnie zmotywowana, do korony Himalajów brakło jej jeszcze sześciu ośmiotysięczników, dlatego została pod Kanczengdzongą. Czy Wanda świadomie wybrała zakończenie swej kariery tam wysoko w górze? Chyba nie, gdyby tam chciała zostać, toby nie prosiła Hiszpana o pozostawienie jej śpiwora. Ona chciał zdoby

szczyt następnego dnia i zbliżyć się do osiągnięcia korony Himalajów.

Piramidy – grobowce faraonów mają około 100 m. Grobowiec Wandy ma ponad 8 000 m.

We Wrocławiu, w ratuszu na parterze, znajduje się tablica pamiątkowa z płaskorzeźbą podobizny Wandy Haliny Błaszkiewicz-Rutkiewicz. 12 maja w rocznicę dnia, kiedy po raz ostatni widziano Wandę, składamy tam kwiaty. Pierwszego listopada, w skałkach Sokolich Gór nad Trzcińskiem, o zmroku księdz z Karpacza odprawia Mszę świętą, za tych, którym skała wyślizgnęła się spod buta lub nie mogli znaleźć dobrego, bezpiecznego chwytu. Pamiętajmy o nich.

Tym, którzy chcą się dowiedzieć więcej o Wandzie, polecam świetną książkę Anny Kamińskiej z 2017 roku „Wanda, opowieść o sile życia i śmierci”.

2 KOMENTARZE

  1. Pamietam jako mlody chlopak ( to byla druga polowa lat 60) pojechalem z bratem ktory byl juz asystentem na Wydziale Elektroniki ITA (Instytut Telekomunikacji i Akustyki) razem wlasnie z Wanda w „skalki”. Pojechalismy pociagiem z Wroclawia. W 'skalkach” o ile dobrze pamietam spotkalismy dr Bogdana Jankowskiego z ITE (I-25 wtedy). Byli tam jeszcze inni wspinacze ale nazwisk nie pamietam. Wtedy troche sie wspinalismy ale ja wybieralem jako mlody chlopak najprostsze drogi. Pamietam takze ze z bratem bylismy u Wandy w domu chyba mieszkala na ul. Kopernika kolo parku Szczytnickiego. Pokazywala nam kolorowe slajdy albo ze wspinaczki w Dolomitach albo z Norwegii. Dzis juz nie pamietam. Wiem takze ze razem z bratem chodzilismy na hale KS „Gwardia” na ul.Nowotki gdzie Wanda grala w siatkowke. Ona bardzo lubila gdy przychodzilismy jej kibicowac. Dodam ze moj starszy brat byl 2-krotnym Vice-Mistrzem Polski w 10-cioboju lekkoatletycznym. Brat moj Ryszard przyjaznil sie z Wanda. I i dzisiaj mysle ze Wanda byla studentka na wydziale Elektroniki z ktora moj brat mial zajecia jako asystent. Ja takze jestem absolwentem Politechniki Wroclawskiej Wydzialu Elektroniki z 1978 roku z ITE czyli wtedy Instytutu Technologii Elektronowej gdzie wlasnie dr Bogdan Jankowski pracowal. Ciekawy jestem czy pan/pani autor artykulu wie moze albo pamieta dokladnie gdzie mieszkala Wandzia na ul.Kopernika? Prosze mi odpisac na e-mail adres: Jerzyk7777@gmail.com Dziekuje i pozdrawiam z USA

    • Witamy Pana serdecznie. Śp. dr hab. Michał Mierzejewski prof. UWr odszedł do domu Pana 19 czerwca 2021r. Dr. hab. Michał Mierzejewski był wspaniałym profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, badaczem i specjalistą geologii Karkonoszy, wieloletni nauczyciel. Pozdrawiamy serdecznie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię

Powiązane artykuły

Pozostańmy w kontakcie

26,463FaniLubię
274SubskrybującySubskrybuj
- Reklama -spot_img

Najnowsze Artykuły

Skip to content