25 października 2015

Dzisiejszy dzień wypełniony jest w sposób szczególny myślami o marszałku seniorze Kornelu Morawieckim. Opuścił nas rok temu 30 września 2019 r. Odszedł nagle, zbyt wcześnie, pozostawiając w nas wiele pytań i niedokończonych wyzwań. Przed nami stoi zadanie, aby tym wyzwaniom sprostać i je wypełnić, a na zadane pytania odpowiedzieć. Jak dzisiaj wspominamy śp. Kornela Morawieckiego?

“Czy nasza miłość do Ciebie jest silniejsza niż śmierć? Tak. Tak wierzyłeś i ja tak wierzę. Twoje czyny, twoje dobro, wszystko co zostawiłeś nam w szerszym i węższym wymiarze jest silniejsze od śmierci. Ziarno, które zasiałeś, wydało plon stukrotny. Czerpałeś to ziarno z głębi naszej chrześcijańskiej wiary, naszej europejskiej kultury, tradycji, nauki”. Tymi słowami premier Mateusz Morawiecki pożegnał swojego ojca. Słowa te głęboko zapadły w pamięć wszystkim bliskim Kornelowi, bo taki właśnie był. W rozmowie z nim czuć było nie tylko ciepło i empatię, ale również radość z każdej dobrej chwili, która się dzieje w życiu. Potrafił jednak stanowczo i twardo odnosić się do najpoważniejszych spraw. Pamiętam na spotkaniu z seniorami jak mówił do nich “Nie bójcie się śmierci. Ja się nie boję.”. Tłumaczył, że to coś normalnego, że jedne pokolenia umierają, a drugie się rodzą do życia. Że w życiu chodzi o coś ważniejszego, nie tylko o to, co po sobie zostawimy, ale również to, w jaki sposób wykorzystamy czas, który nam dano. A czasy w których żył to jedne z trudniejszych historii Rzeczypospolitej. Najpierw II wojna światowa, a po niej komunizm, któremu potrafił się przeciwstawić. Założyciel Solidarności Walczącej, jedynej w Polsce tajnej organizacji, której celem – w przeciwieństwie do tradycyjnej Solidarności – było obalenie i walka z ustrojem komunistycznym. Chwile grozy z tego powodu przeżywał również syn Kornela, a obecny premier, który z przyczyny działalności ojca był również poddawany licznym represjom, pobiciom, przesłuchaniom oraz rewizjom mieszkania, aż w końcu wywieziony do lasu przez SB, którzy kazali mu jako nastolatkowi “kopać swój grób”. 

Pokora – to słowo, z którym nierozerwalnie wiąże się w mej pamięci marszałek. Kiedy przed Sejmem w 2016 roku z furią zaatakowali go działacze KOD, zablokowali mu przejście, szturchali go i krzyczeli: „Zdrajca! Hańba! Będziesz siedział! Będziesz siedział!”, spokojnie przeszedł obok, a gdy policjant zapytał, czy „nie nastąpiło naruszenie jego nietykalności cielesnej” i nie trzeba mu pomóc, odpowiedział: „Nie, proszę proszę pana, to tylko moi koledzy… no moi rodacy… nie pozwalali mi przejść. Nic się nie stało. Dziękuje bardzo, że pan chciał mi pomóc” I po chwili dodał z uśmiechem: „Krzyczą na mnie, że będę siedział, ja już przecież siedziałem, mili państwo”.  Ilu z nas byłoby stać na taką reakcję? Ilu z nas by wybuchło, wyciągnęło telefon i nagrywało, przeklinało? Wiedział, że młodość rządzi się swoimi prawami, że łatwo ludźmi manipulować, więc nie widział w nich przyczynku ich nieprawości. Cieszył się, nawet w takich chwilach, że Polska jest wolna. Że mogą krzyczeć, jak to się dzisiaj mówi “co chcą”.

Zapamiętałem go właśnie takiego. Skromnego, ciepłego, pokornego i szalonego jednocześnie. Widzącego w każdym człowieka, nie pieniądze. Do bólu krzyczącego o ludzkiej solidarności, międzyludzkiej, tej prawdziwej.  To, co następuje po nas, ma nas przerastać, przewyższać, mówił. Niech więc ta idea i pamięć o nim trwa w nas, tak długo, aż sami jeszcze żyjemy.

Do zobaczenia marszałku, kiedyś się spotkamy po tamtej stronie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here