Bolszewicy nie mieli programu, ale mieli hasła zrzeszające: „Ziemia chłopom”. „Fabryki robotnikom”. „Pokój ludom”. W rezultacie rewolty, bolszewicy zabrali chłopom ziemię, robotnikom zabrali fabryki, a z pokoju zrobili piekło wojny. Opozycja Totalna, podobnie jak bolszewicy, nie ma programu. Ma hasło, które w skutkach może być podobne do rezultatów rewolty bolszewików: „Wypalać żelazem to, co zrobił PiS”.

W wyborach prezydenckich opozycja idzie ławą przeciw kandydatowi prawicy. To front uzbrojony w wyzwiska, kłamstwa i pięści. Brak argumentów, brak programu. Ława liczy dziewięciu kandydatów – a może więcej? – przeciw prezydentowi Dudzie.

Kandydat pierwszy, Hołownia. Przedstawia się jako polityk zgody. Pogodził nowicjat w zakonie dominikanów z dziennikarstwem w„Gazecie Wyborczej”, w tygodniku „Newsweek Polska” i w TVN. Szokujące! Kandydat drugi, Kosiniak-Kamysz, prezes PSL. Przedstawia się jako polityk zgody i porozumienia. PSL zawsze była w zgodzie, a nawet współrządzeniu z SLD. Zawsze umiało porozumieć się i zawrzeć sojusz nawet z płytą chodnikową. Jeśli płyta dawała PSL kawałek władzy.

Kandydat trzeci, Biedroń. To Nikt. A jednak reprezentuje SLD, czyli wymierającą PZPR. Występuje przeciw Kościołowi, milczy o małżeństwach homoseksualnych. Kandydat czwarty, Bosak. To drugi Nikt. Otarł się o TVN. Tańczył z Gwiazdami. Chce wprowadzić w kraju „Nowy Porządek”. Kandydat piąty, Trzaskowski, prezydent Warszawy. Dobrze się prezentuje. Niczego nie rozdaje, a nawet przeciwnie, zapowiada, że zabierze i wypali żelazem to, co dał PiS.

Kandydaci – szósty, siódmy, ósmy, dziewiąty i reszta – to jakiś koszmar. Przykładowo, Tanajno dał się poznać ostatnio, bo zorganizował w Warszawie dwie zadymy. Jakubiak zaś jest sympatycznym przedsiębiorcą, browarnikiem, ale on też ma swoje miejsce między kandydatami ławy politycznej.

Kandydaci reprezentują odmienne poglądy. Ale o tym nie krzyczą na spotkaniach i na wiecach, żeby nie naruszyć jedności ławy. A zatem, co ich łączy, choć wszystko dzieli; co spaja ławę i czyni z niej front? Spaja dążenie do władzy, do prestiżu, do odebrania władzy prawicy. Wiem, co to spoina, bo szlifowałem spoiny na lotnisku w Oleśnicy i w Stoczni Gdańskiej.

Ta spoina polityczna ma aspekt amoralny i faryzejski. Zandberg, który wspomaga Biedronia, zdjął koszulkę z podobizną Marksa na piersiach. Biedroń nie wspomina o adopcji dzieci przez homoseksualistów. Konkurenci prezydenta Dudy założyli maski moralne dla osiągnięcia korzyści politycznych. To hipokryzja.

„Hipokryzja polityczna to świadome użycie maski w celu oszukania społeczeństwa i uzyskania korzyści politycznych” – pisze Michael John Gerson, amerykański dziennikarz pisma „The Washington Post”, w 2001 główny pisarz przemówień George’a W. Busha.

Za plecami kandydatów stoją sztaby wyborcze, stoją telewizje, leżą pieniądze. Za plecami Hołowni zamiast partii stoi TVN. Za plecami Trzaskowskiego stoi TVN. Za plecami Biedronia stoi TVN. Za plecami Kosiniaka-Kamysza stoi siatka ZSL/PSL. A stojący przy Kosiniaku-Kamyszu piosenkarz Kukiz opowiada się przeciw partii i przeciw obowiązującemu w Polsce systemowi wyborczemu.

W rzeczy samej w ostatnich latach nastąpił schyłek tradycyjnych partii jako narzędzi stworzonych do wygrywania wyborów i sprawowania władzy. Partie polityczne mieszają się między sobą, a identyfikacja wyborców z konkretną partią jest coraz słabsza. Dzisiaj partia to często tylko kanapa, czasami fotel i stolik w kawiarni, i przywódca partii, kandydat na prezydenta, nierzadko prosto z kabaretu politycznego.

Front należy traktować jako zmowę partii od lewa do prawa. Opakowania poszczególnych kandydatów i partii bądź sponsorów kandydatów, nie tyle znakują, co ukrywają istotne cele i zamiary lewicy, środowisk LGBT, ludowców, narodowców, liberałów i tych, którzy mrugają do Kościoła, a działają jak bolszewicy. Dlaczego bolszewicy? Czemu nie lewica, socjaliści?

Socjaliści mieli na względzie dobro ludzi pracy i dobro Polski. Celem działania formacji bolszewickich była i jest inżynieria społeczna. A zatem bolszewicy chcą stworzyć nowego człowieka i nowe społeczeństwo. To już znamy z sowieckiej Rosji, z Kambodży i z Korei Północnej. Znamy? Przeczą temu głosy, oddane na kandydatów, których wspomagają portrety Marksa na piersiach.

Sytuacja jest można rzec kuriozalna, zaskakująca, nie do uwierzenia. Oto przeciwko prezydentowi Dudzie, który sprawdził się jako człowiek moralnych zasad, wybitny mąż stanu, znany w Europie i na świecie polityk, gospodarz Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, występują kandydaci, których znamy z programów prześmiewczych TVN, z demonstracji narodowców, z akcji na rzecz środowisk LGTB.

Z sondaży, które przeglądam, wynika, że w drugiej turze wyborów prezydent Andrzej Duda wygrywa jednym punktem z… Szymonem Hołownią. Natomiast przegrywa jednym punktem z prezydentem Rafałem Trzaskowskim. Czyżby badana populacja napiła się szaleju? Znamy z dziejów przypadki, gdy fazy księżyca albo wybuchy na słońcu zaciemniały albo odbierały ludziom rozum.

Kandydaci, jak wiem, nie chodzą ze sobą na kawę albo na piwo. Ten, który rzekomo wierzy w Boga, idzie ręka w rękę z tym, który walczy z Bogiem. Czy to front nihilistów? Nihilizm, instrumentalny stosunek do wszelkich idei, wartości, zasad, podważa tradycyjny ład społeczny, jest zaczynem rozmaitych form przemocy, rewolty. Wywrotowy potencjał nihilizmu eksploduje w formie manifestacji, wieców, strajku w Sejmie i pod Sejmem.

Pędowi do niszczenia, obalania towarzyszy totalna nienawiść i nie ma w tym ruchu nic stałego poza samą nienawiści.

Gdy w Sejmie strajkują leaderzy nihilistycznej postawy, porządek społeczny może przybierać różne postacie i spełniać różne role. Nihilizmem egzystencjalny, indywidualny, obyczajowy ujawnił swoje społeczne konsekwencje i prowadzi do bezprawia. Ten nihilizm był i jest przyczyną i składnikiem bolszewizmu. Kierują się dzisiaj nihilizmem zarówno elity bolszewickie, jak i ogłupiałe masy.

Elity lewackie, liberalne i bolszewickie mają niskie rodowody. Po męsku prezes Kaczyński nazwał te środowiska „chamską hołotą”. Widzimy tam ludzi pazernych, cynicznych, interesownych, zdolnych do manipulacji, kłamstwa. Zaciętych w rywalizacji, gotowych na wszystko. To oni wyprowadzają otumanione tłumy na ulice i place miast.

Tłum, jak pisał Gustaw Le Bon w „Psychologii tłumu”, zawsze jest taki sam: podatny na propagandę, zmienny, przesądny, impulsywny, emocjonalny, nietolerancyjny.

A zatem, jak rywalizować z kandydatami, którzy zawiesili na kołku zasady moralne, zawiesili swoje poglądy i wartości, tworząc front przeciw prezydentowi Dudzie? Prezydent Duda powinien mieć przewagę wyborczą nie do odrobienia przez rywali. Wszędzie urzędujący prezydent ma przewagę.

Można spytać, co musi zrobić prezydent Duda, żeby nie zostać wybranym na następną kadencję? Powinien mieć nieprofesjonalnych konsultantów politycznych. Powinien zwolnić doskonałą szefową kampanii. Nadto prezydent powinien wygłaszać długie mowy, długie podziękowania.

Zapewne by wywołał niemałe zdziwienie słuchaczy, gdyby kiedyś powiedział słowami prezydenta Kennedy’ego: „Nie pytajcie, co kraj może zrobić dla was, spytajcie, co wy możecie zrobić dla kraju”.

Dziękowanie bez stawiania wymagań nie musi się podobać ludziom. Rządzenie bowiem wiąże się z wymaganiami, z wykonywaniem zadań, a nie z rozdawaniem pieniędzy zapracowanych przez hutników, rolników, górników, drwali etc.

„Bez rządów, które by zmuszały do jakiegoś sposobu życia, życie staje się czystym bezrobociem, życiem w rezerwie – pisze Jose Ortega y Gasset w „Buncie Mas”. – Żyć to znaczy musieć robić coś określonego, czyli wypełnić jakieś zadania. Im bardziej się od tego uchylamy, tym bardziej puste staje się nasze życie”.

Ludzie patrzą i przeliczają wszystko na punkty poparcia. „Szukałem kogoś do pracy – opowiada rolnik, który ma trzy hektary dojrzałych truskawek. – Nie przyjdą. A po co? Dostają po tysiąc dwieście za bezrobocie, a zaraz dopłacą im jeszcze tysiąc dwieście. No więc leżą”.

Na wsi, na Podlasiu, ludzie pytają, jaką Polskę chce widzieć prezydent Duda? Czy chodzi o Polskę na proszonym chlebie? Chyba należy dążyć do tego, by ludzie mieli chleb zarobiony przez siebie. Sądził tak przecież św. pamięci Kornel Morawiecki, zwolennik solidaryzmu i solidarnej Polski.

„Przyzwyczailiśmy się uważać siebie za materiał, z którego ktoś inny urabia rozmaite formy, zreformujcie nam szkoły i szpitale, ochrońcie przed nędzą i wyzyskiem – pisał w 1908 roku Edward Abramowski, filozof i socjolog. – Cała mądrość polityczna zawierała się w tych prośbach czy żądaniach reformy… Na drodze takiej polityki mogło jednak wytworzyć się wszystko inne, tylko nie demokracja”.

Demokracja, wedle Abramowskiego, wymaga ludzi umiejących nie tylko żądać od państwa, ale przede wszystkim samodzielnie dbać o swój byt, o byt swojej rodziny i o byt państwa, swojej ojczyzny.

Wybory polityczne zawsze wymagają rozpoznania, jakie państwo, jakie społeczeństwo i jaki porządek społeczny wspiera kandydat polityczny. Jakie są jego słabości i mocne strony. W ostatnich latach kampanie polityczne opierają się na socjotechnice, na sprzężeniach reklamy z sondażami i z programami telewizyjnymi.

Znikomą rolę odgrywają działania partii jako czynnika kształtującego kampanię i rynek polityczny. A zatem na tym rynku wszystko może się zdarzyć za sprawą dobrze poprowadzonej propagandy. „W sprzyjających warunkach praktycznie każdego można przekonać do wszystkiego” – pisał Aldous Haxley, autor słynnej książki „Nowy wspaniały świat poprawiony”.

W roku 1989 zdecydowana większość Polaków opowiedziała się przeciw rządom komunistów. Ale partia komunistyczna nie została określona przez Sejm jako partia zbrodnicza. Zaledwie kilka lat później, w 1993 Polacy oddali władzę komunistom formacji PZPR/SLD i ZSL/PSL. Premierami rządów komunistycznych byli twardogłowi członkowie PZPR/ZSL: Pawlak, Oleksy, Cimoszewicz.

Gdy dzisiaj widzimy miliony, które opowiadają się za lewicą zbliżoną do bolszewików, do tzw. narodowców, zwanych konfederatami, do ludowców, którzy wspierają ruch LGBT, to musimy zapytać, co się dzieje z partiami nowej Polski?

Partie nowej Polski są politycznie i ideowo rozmyte, oderwane od rzeczywistości. Najbardziej rozmyte i pozbawione racjonalności są partie Opozycji Totalnej. Ale na prawicy też jest niedobrze. Prawica sprawia wrażenie wyczerpania i znużenia polityką. Ktoś tu zaspał, ktoś inny śpi nadal, ktoś chciał odejść z prawicowej koalicji, ale został. Bez entuzjazmu. Szkoda. Bo taki będzie szkodził, mącił, znowu odchodził i wracał.

A zatem, prawicowe zjednoczenie nie jest zjednoczeniem na czas walki, raczej jest luźnym związkiem na czas sjesty. Ot, taki słodki chillout, gdy właśnie sankiuloci gromadza się pod Bastylią. W południe 14 lipca 1789 roku znudzony Ludwik XVI, spacerując w ogrodach Wersalu, napisał w swym diariuszu jedno tylko słowo: „Rien”.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę wpisać tutaj swoje imię